Felietony

Taaaka to ryba

Numer 11/2019

Wszyscy Słowianie nazywają rybę rybą, z niewielkimi modyfikacjami, ale skąd to słowo, nie bardzo wiadomo. Niektórzy sądzą, że to nazwa zastępcza, że kiedyś rybę Słowianie zwali inaczej, czego ślad dostrzega się w zupełnie do ryby niepodobnym litewskim żuvis. Próbowało się łączyć rybę z prasłowiańskimi czasownikami takimi jak ryti („ryć, żłobić”) czy rąbati („rąbać, siec”), ale wydaje się to bardzo naciągane. A sama ryba nic nie powie, bo nie ma głosu, z czym się ją od dawna kojarzy i stawia za wzór dzieciom. Inne języki dość konsekwentnie trzymają się podobnego kształtu językowego ryby – od piscis do fish czy poisson droga niedaleka, podobne to do starego greckiego ichthys, bliskiego ichtiologom.

Jest niema, jest też zimna i zdrowa, i oczywiście dobrze pływa. Wszystko to daje możliwość użycia jej jako określenia najwyższego stopnia tych cech u ludzi. Mogłoby to wskazywać na jej szczególny status i wyjątkowe relacje z człowiekiem. Co może jeszcze ważniejsze w tym aspekcie, ryba, jak mało które zwierzę – nie zdycha. Nie zdycha i pszczoła, ona umiera, a ryba właściwie usypia. Słowo snąć już znikło (ślady są w usnąć, zasnąć itp.), rzeczownik śnięcie trzymał się dłużej, a imiesłów bierny śnięty, a właściwie śnięta, zachowaliśmy do dziś i tak mówimy o martwej rybie.

Ryb pełno w języku, w przysłowiach i powiedzeniach. W języku czują się jak ryba w wodzie. Usprawiedliwiają nasze nałogi, zwłaszcza podczas jedzenia, bo ryba lubi pływać (wiemy to już od czasów Petroniuszowskiego „Satyrykonu”). Niewłaściwości w stosunkach społecznych wyrażamy rybimi rzekomymi naturalnymi prawami wynikającymi z analogii, bo wiemy, że ryba psuje się od głowy, a wielkie ryby pożerają małe ryby. Zwłaszcza żarłoczne w tym sensie bywają różne grube ryby. Kiedy niefrasobliwie korzystamy z niepewnych sukcesów, łowimy ryby przed niewodem, gdy korzystamy z różnych nieporządków czy nieprawości, łowimy je w mętnej wodzie, a kreśląc zwodne obietnice, liczymy, że oszukiwana przez nas ryba połknie haczyk. To wszystko raczej ciemna strona ryb – ale z drugiej strony są ważne, poszukujemy ich, a gdy ich nie ma, czyli na bezrybiu, muszą nam wystarczyć raki (wtedy nie jest to bezrybie – tak jak nie można mieszkać na bezludnej wyspie).

Dla chrześcijan ryba miała szczególne znaczenie. I to ze względów językowych. Jej grecka nazwa ichthys wydawała się magicznym akronimem słów Iesous CHristos THeou Yios, Soter („Jezus Chrystus, Boga syn, Zbawiciel”). A kształt ryby, łatwy do narysowania na piasku, identyfikował chrześcijan, co z „Quo vadis?” pamiętamy. I metafora rybaka (byli nimi i Szymon Piotr, i jego brat Andrzej) jest w chrześcijaństwie częsta.

A w baśniach dobrze ryby reprezentuje wszechmocna złota rybka – tak dobrze, że jest przykładem chyba najbardziej spektakularnego przejścia z baśni do anegdoty…

Taaaka to ryba – jak mówią lubiący przesadzać na temat swoich sukcesów wędkarze.

01.11.2019 Numer 11/2019
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną