Felietony

Plemię i plemienność

Numer 10/2019

Większość niezbyt licznych rzeczowników o tym zakończeniu i o charakterystycznej odmianie ma pewien potencjał powagi, ważności, czasem metaforycznego patosu: to ramię, znamię, imię, brzemię – i oczywiście plemię. Ramiona, znamiona, imiona, brzemiona, plemiona – to słowa dobrze funkcjonujące w poezji i w przemówieniach. Ich częsta podniosłość nie musi być związana z koniecznym ładunkiem pozytywnym, ale bywa, że ma coś wspólnego ze wspólnotą: łączenie ramienia do ramienia, wzajemne noszenie brzemion, określanie się tymi samymi imionamiznamionami jeśli nie jedności, to bliskości. A i reszcie takich rzeczowników (są tu jeszcze tylko wymię, siemię, strzemię i ciemię) możemy pewne odniesienie do wspólnoty jakoś przypisać.

A najbardziej ze wspólnotą łączy się oczywiście plemię. Dzisiejsze znaczenie tego słowa ma odcienie niekoniecznie pozytywne, jego konotacje to z jednej strony prymitywna dzikość, z drugiej – integrujące poczucie wrogości do innych. Nie może to być nic szczególnie budującego; gdy chcemy mówić o społecznych, politycznych czy ideologicznych antagonizmach, często używamy tego słowa. Jednak ma ono w sobie coś rudymentarnego, może atawistycznie odczuwanego jako pierwotna, dająca poczucie tożsamości i bezpieczeństwa więź.

Dawne słowniki mówią o plemieniu jako o „gałęzi rodu ludzkiego”, jako o „grupie rodów wywodzących się od jednego przodka”, a także jako o „potomstwie” (biblijne „plemię Izraela”, w „Panu Tadeuszu” Gerwazy wzywa Hrabiego, by „stryja, synowca, całe plemię” wyzywał). Próbowano znaleźć terminologiczne zastosowanie tego słowa, dające poczucie ścisłości i jednoznaczności, ale, jak się zdaje, należy ono do tych, w których konotacja dominuje nad denotacją – ważniejsze są emocjonalne skojarzenia od ścisłego zakresu znaczeniowego.

Dawniej było ono chętnie używane także do oznaczenia własnej przynależności, również do najsilniej emocjonalnie związanego z nami potomstwa. „Polskie plemię”, które wydało tego, co „wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię”, jest tu użyte nie tylko dla rymu. Owszem, jesteśmy „plemieniem Kaina”, jak w romantycznej przesadzie mówi się o nas, ale tu my to cała ludzkość. „Plemię Adamowe”. Ród, naród, rasa, szczep – wszystkie te słowa mają pewną moc ideologiczną, wśród nich plemię szczególnie silnie nas determinuje. Norwid pisał, że „od narodu do plemienia jest jak kwiatu do korzenia”, odwracając jakby czasowy porządek, ale trafnie ujmując nasze postrzeganie historii. Niekiedy, też u romantyków, plemię miało inny wymiar: gdy Słowacki pisał o „plemieniu wolnych ludzi, godnych oczu Boga”, idealistycznie myślał o etycznym przeobrażeniu człowieka.

Gdzieś w dawnej historii słowa jest oczywiście płód (prasłowiański pled- z przyrostkiem -men). Ale są też może mroczniejsze momenty: niektórzy wiążą je z greckim plethos, oznaczającym tłum, motłoch, widzą cząstkę ple- jako wspólną z plebsem, ale można sądzić, że przy całej możliwości i wątpliwego pochodzenia, i dzisiejszych mniej fortunnych konotacji słowo to ma wciąż znaczny potencjał atrakcyjności, choćby ukrywał się on nawet przed naszymi świadomymi identyfikacjami.

Dobrze być w plemieniu i mieć współplemieńców. I ufać, że nasze plemiona (czyli nasze potomstwo) będzie też miało poczucie plemienności. Byle nie nazbyt silne.

01.10.2019 Numer 10/2019
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną