Felietony

Dobry i lepszy

Numer 8/2019

Przymiotnik dobry pochodzi z tego samego rdzenia co rzeczownik doba – zapewne pierwsze jego znaczenie wiązało się z odpowiedniością czasową: „na czasie”, „dostosowany do pory”. Potem i inne odpowiedniości z nim związano – dobry to był i „przyjazny”, i „szlachetny”, i „pogodny”, i „taki, jak trzeba, należyty”. Doszło do tego, że zamiast dobry człowiek można było powiedzieć po prostu dobry.

A lepszy podobno łączył się z lepieniem. Prasłowiańskie lep wzięło się jakoby z praindoeuropejskiego loip-os i właśnie „środek do lepienia” oznaczało, jak dziś nasz lep na muchy. Jak się coś lepi, lgnie, przylega – to „pasuje”, „jest właściwe, należyte”. I przymiotnik w stopniu wyższym od zapomnianego liep/ liepylepszy – okazał się lepszy jako stopień wyższy od przymiotnika dobry, a trochę mało poważne lepienie przylepiło się do czegoś, co najpierw było poważną odpowiedniością w czasie. Tak więc lepszy z dobrym etymologicznie nic nie mają wspólnego. Ale często tak bywa w stopniowaniu przymiotników (dużywiększy, złygorszy). Tak jest w wielu językach, gdy chodzi o podstawowe przymiotniki.

Znane powiedzenie mówi, że „lepsze jest wrogiem dobrego”. Ma to najczęściej znaczyć, że lepiej nie poprawiać tego, co dobre, bo można popsuć. Czyli to lepsze jest w sferze wyobrażeń, zamiarów, nieraz nieziszczalnych – a dobre już jest. W innym sensie lepsze też jest, oczywiście, „wrogiem dobrego”, bo może je zastępować czy eliminować. Zatem raz dobrze nie ruszać tego, co dobre – innym razem może poprawiać – ale tak akurat rzadko bywa to rozumiane. Dlatego pewnie słowo polepszacz ma nie tylko pozytywną konotację.

Kiedyś było i lepszyć, i lepszeć – jeden czasownik znaczył działanie na czymś czy kimś, drugi – na sobie. Dziś nie lepszymy, tylko polepszamy lub, lepiej, ulepszamy. I zamiast lepszeć, co najwyżej dobrzejemy, i to najczęściej z nie najlepszego stanu. Aż wydobrzejemy i będzie dobrze. A w każdym razie – lepiej.

A lepiej raz może znaczyć „z dwu należy wybrać” i łączy się z tym, czego wybierać nie należy, spójnikiem niż. To matryca wielu powiedzeń: „lepiej z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć” (dość nierozsądne) czy „lepiej późno niż wcale” (nie zawsze prawda). Podobnie działa i przymiotnik lepszy, pouczając nas, że „lepszy wróbel w garści…” czy „lepszy rydz niż nic” (trzeba przyznać, że trochę nasze ambicje to ogranicza, bo ani ten wróbel, ani rydz to nie to, o co naprawdę chodzi. Ta formuła dała początek rymowanym absurdalnym żartom, zwanym „lepiejami” (uprawiała je Szymborska, przykład: „lepiej mieć horyzont wąski niż zamówić tu zakąski”). Niekiedy samoograniczająca mądrość ma wymiar głębszy: „lepiej mniej, ale lepiej”.

I tu mamy także drugie podstawowe znaczenie tego autonomicznego stopnia wyższego, w sumie bardziej regularne: „bardziej dobrze”, bez nachalnego porównywania. „Uśmiechnij się, jutro będzie lepiej”. Albo inaczej: „lepiej to już było”. I smutnawe: „lepiej nie mówić”, „lepiej nie pytaj…”.

Czy lepiej jest zawsze lepsze od dobrze? Przede wszystkim, jak to bywa ze stopniami wyższymi, nic takiego nie zakłada. Wyższy to nie zawsze wysoki, może być wyższy od bardzo niskiego. A wyrażenie pierwszy lepszy pokazuje, że nie zawsze będziemy mieli okazję wybierać. Modyfikują to partykuły: jeszcze lepsze od… wskazuje, że oba dobre, z kolei już lepsze od… daje do zrozumienia, że oba niezupełnie…

Powinniśmy jednak dążyć do lepszego i sami być coraz lepsi. I nie przejmujmy się żartobliwym rymem, że „co się polepszy…”

01.08.2019 Numer 8/2019
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną