Felietony

Czy należy się myć?

Numer 7/2019
sdecoret / Shutterstock
materiały prasowe

Niektóre grupy bakterii stają się liczniejsze po umyciu dłoni. Wykorzystują okazję i rozkwitają pod nieobecność swych bardziej uciążliwych kompanów. Jedną z tych grup są paciorkowce. Nie jest to bynajmniej pewne, ale niewykluczone, że te patogeny zyskują po solidnym umyciu rąk taką przewagę na dłoniach i w jelitach, że poprzez struktury mózgu zwane jądrami podstawnymi, które formują nawyki zapewniające nagrodę, są w stanie przekonać swego gospodarza, aby nadal mył ręce.

Okazuje się, że choroby neurologiczne i zaburzenia psychiczne miewają związek zarówno z zaburzeniem czynności jąder podstawnych (zaangażowane w kontrolę ruchów, procesy poznawcze, emocje i uczenie się), jak i z paciorkowcami. Pomyślmy o głosowych i ruchowych tikach zespołu Tourette’a, mogących być skutkiem braku tłumienia przez jądra podstawne innych obszarów mózgu. Rolę odgrywa tu infekcja paciorkowcowa, która sprawia, że dzieci, które przeszły w ciągu roku wiele zakażeń szczególnie złośliwym szczepem tej bakterii, są 14 razy bardziej podatne na rozwój tego stanu. Choroba Parkinsona, ADHD i napady lękowe są też wiązane z paciorkowcami i uszkodzeniami jąder podstawnych.

Wcale nie sugerujemy, że należy zrezygnować z mycia rąk, aby paciorkowce nie mogły się rozprzestrzeniać. Znacznie gorsze byłoby przeniesienie pospolitych mikrobów z miejsc, do których przynależą (np. ze stolca), tam, gdzie nie powinno ich być (do ust albo oczu). Nie wiadomo, czy przeciwbakteryjne mydła nasilają tymczasowe przejmowanie władzy przez paciorkowce na dłoniach, lecz jest całkiem możliwe, że te bakterie, jako harde organizmy oportunistyczne, nawykłe do odpierania ataków innych mikrobów, szybciej rozwiną odporność na te środki niż dobroczynne drobnoustroje skórne. Istnieje wszelako jedna sytuacja, w której stosowanie związków chemicznych do usuwania bakterii jest zarówno warte zachodu, jak i skuteczne. Chodzi o przecieranie dłoni alkoholem. Alkohol paraliżuje mikroby na tak podstawowym poziomie, że nie wygląda na to, aby mogły się na niego uodpornić. Co więcej, może być on skuteczny przeciw antybiotykoopornym szczepom, takim jak MRSA, a ponadto jego stosowanie, zarówno przez pracowników służby zdrowia, jak i osoby korzystające z komunikacji publicznej, jest szybkie i łatwe.

Czytając etykiety produktów toaletowych, zdziwimy się być może, jak wiele potrzeba chemikaliów o obco brzmiących nazwach, żeby zapewnić nam poczucie świeżości i czystości. Oczywiście skóra potrafiłaby zadbać o siebie sama, bez żelu pod prysznic, emulsji nawilżającej i dezodorantu. Jeśli włóczęga po tropikalnych lasach deszczowych może czegokolwiek nas nauczyć, to tego, że brzydko pachną ludzie z zewnątrz, którzy codziennie się myją i używają antyperspirantów, nie zaś miejscowi. Pomimo niezbyt częstego mycia się i niestosowania dezodorantów ciała członków plemion żyjących w najprymitywniejszych warunkach nie wydzielają przykrych woni.

Gita Kasthala, antropolożka i zoolożka pracująca w odludnych rejonach Papui Zachodniej i wschodniej Afryki, zauważyła, że jeśli chodzi o higienę osobistą, ludzi ze społeczności plemiennych można podzielić na trzy grupy. Pierwszą stanowią ci, którzy mieli bardzo niewielki kontakt z kulturą zachodnią. „Ci ludzie często włączają zabiegi higieniczne w inne czynności, np. łowienie ryb” – opowiada Kasthala. „Ale nie używają mydła, a większość materiałów, którymi się okrywają, jest pochodzenia naturalnego”. Drugą grupę stanowią mieszkańcy odległych wiosek, którzy w jakimś stopniu zetknęli się z Zachodem – często poprzez misjonarzy – i chętnie noszą zachodnie ciuchy, zazwyczaj używane, wyprodukowane dawno temu z syntetycznych materiałów. „Ta grupa często wydziela niesamowicie gryzący zapach. Myją się co jakiś czas i używają mydła, ale nie bardzo rozumieją, czemu służy mycie i pranie odzieży. Wiedzą po prostu, że w którymś momencie należy to robić. To może być raz na tydzień, raz na miesiąc lub rzadziej”. Ostatnia kategoria ludzi jest całkowicie wtopiona w kulturę zachodnią, np. poprzez pracę przy wydobyciu ropy albo wyrębie lasu, i myje się codziennie, używając kosmetyków. „Ci ludzie na ogół nie pachną, jeśli nie wysilają się za bardzo i nie jest gorąco – wyjaśnia Kasthala. – Ale pierwsza grupa, która nigdy nie używa mydła, nie pachnie nawet wtedy, kiedy się zmęczy”.

Dlaczego tak się dzieje? Według Davida Whitlocka chodzi o bakterie utleniające amoniak (ammonia-oxidising bacteria – AOB), które wrażliwe są na stosowane przez nas chemikalia. Bez nich wypacany przez nas amoniak nie jest utleniany do związków, bez których maczugowce i gronkowce, bakterie żywiące się naszym potem, mogą wymknąć się spod kontroli. Wygląda na to, że zwłaszcza zmiany liczebności maczugowców odpowiadają za nieprzyjemny zapach, którego tak bardzo chcemy uniknąć. Mydła i dezodorant zabijają nasze AOB. Brak AOB oznacza zamęt w innych bakteriach skórnych, a zmieniony skład mikrobiomu sprawia, że nasz pot ma przykry zapach, więc musimy użyć mydła, żeby to naprawić, i dezodorantu, by zamaskować woń.

***

Fragment pochodzi z książki Allanny Colleb „Cicha władza mikrobów. Jak drobnoustroje w ciele człowieka wpływają na zdrowie i szczęście”, Bukowy Las.

01.07.2019 Numer 7/2019
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną