Felietony

Dwie dziurki w nosie

Numer 6/2019

Może się wydać dziwne, że wiele ważnych części twarzy, jak oczy, czoło, wargi, policzki, jest w indoeuropejskich językach tak różnie nazywanych. Nawet Słowianie różne mają dla nich nazwy i nasze wargi to po rosyjsku guby, oczygłaza, a policzki wręcz szczoki. Ale jest jeden wyjątek: nos. Wszędzie nazywa się podobnie, a u większości Słowian identycznie. Mają widać europejskie nosy więcej ze sobą wspólnego niż inne fragmenty naszego oblicza.

Prasłowiański nos wziął się z praindoeuropejskiego rdzenia nas- i miał szersze odniesienie do czegoś wystającego – w wielu językach tak jak nos nazywa się a to dziób okrętu, a to półwysep, nie mówiąc o zwierzęcych częściach ciała, niejako odpowiadających naszemu organowi powonienia. I we wszystkich językach nos ma bogatą frazeologię i metaforykę, występuje w wielu przysłowiach i powiedzeniach, czasami barwnych i trudniej wytłumaczalnych. Wiąże się to zarówno z jego miejscem (środek twarzy), z tym, że tak do przodu wystaje, i z tym, że służy zmysłowej orientacji. Z tego też wynika jego poniekąd ambiwalentne postrzeganie.

W polszczyźnie można zauważyć kilka głównych grup „nosowych” odniesień. Przywołuje się nos, gdy mowa o złym humorze i kaprysach, o relacjach międzyludzkich, o przestrzennej bliskości, o umiejętności postrzegania, ale też o ogólnym stosunku do świata. Kiedy komuś coś usiadło na nosie lub ma muchy w nosie, kiedy kręci na coś nosem, to pokazuje swój mało dla nas uzasadniony brak akceptacji dla czegoś (lub wszystkiego zgoła), a kiedy ma coś, a czasem nawet wszystko w nosie – obojętność i, co za tym idzie, przyznać trzeba, pewną swobodę. Nos wiąże się zatem z niezależnością, z, by tak rzec, podmiotowością wobec otoczenia. Całkiem nieźle mimo wszystko. Choć nie powinno się zbytnio z tego powodu zadzierać nosa – źle to jest odbierane. Ale bywa gorzej: kiedy ktoś ma wszystkiego po dziurki w nosie, kiedy mu coś (lub wszystko) wychodzi nosem, czyli ma dość, kiedy wszystko (lub coś) idzie jak krew z nosa, kiedy z nadmiaru pracy podpiera się nosem i wręcz pada na nos – to jednak rzeczywistość ma nad nim niedobrą władzę. Wtedy w rezygnacji można zwiesić nos na kwintę (co się wzięło ze spuszczania z tonu, przechodzenia na najcieńszą strunę).

Źle, kiedy ktoś nie widzi dalej swojego nosa albo nie wychyla nosa z domu, ale i niedobrze, gdy pcha czy wtyka nos w nie swoje sprawy – wtedy dowiaduje się, że ma pilnować własnego nosa, bo to nos właśnie jest najbardziej, jak się okazuje, własny, a cudzy najbardziej przeszkadza. I wtedy ten ktoś może dostać po nosie albo prztyczka w ten nos, może mu też ktoś utrzeć nosa (co przecież bywa skądinąd pożądane). A w tych relacjach zdarza się i wodzenie kogoś za nos (jak byka czy niedźwiedzia, ale i jak asyryjskiego jeńca), i lekceważące granie komuś na nosie. Niepożądane dary czy rady może ktoś wsadzić sobie w nos, można mu się prosto w nos śmiać i kazać całować psa w nos lub, co jeszcze trudniejsze, ugryźć się w nos (swój). Nie służy zatem ten nasz nos do lubienia i do przyjaźni, raczej do niedobrych zachowań wobec bliźnich. A i w powiedzeniu o tym, że coś jest podobne do czegoś jak pięść do nosa (czyli wcale), można się doszukać śladu agresywnej metafory...

Ale nosem poznaje się świat. Jak ktoś ma nosa, zwłaszcza dobrego nosa, to może wiele przewidzieć, a niektórzy potrafią czuć nawet pismo nosem (posłaniec, niosąc zamkniętą dla niego wiadomość, mógł poczuć nosem, że niedobra i że kara niezasłużona za jej przyniesienie go czeka). Są jednak i tacy, którym trzeba wszystko podsuwać pod nos. A nawet tacy, co, mając coś pod samym nosem, nie widzą. I można im to, gdy dobre, sprzątnąć sprzed nosa – albo samo może uciec sprzed nosa, jak bywa z niewykorzystanymi okazjami. Uciec czy przejść koło nosa.

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. Choć można by jeszcze długo...

01.06.2019 Numer 6/2019
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną