Felietony

Złe myśli

Numer 5/2019

Czy można zamyślić się na śmierć? To na pozór absurdalne pytanie staje się całkowicie sensowne w świetle niezliczonych badań medycznych prowadzonych od dziesiątków lat. Zanim skomplikowane relacje pomiędzy naszym ciałem a duszą – rozumianą jako całokształt naszych myśli i uczuć – stały się przedmiotem ścisłych badań naukowych, przekonanie o tym, że można umrzeć ze strachu lub smutku (sprawa śmiertelnych skutków śmiechu jest nieco bardziej wątpliwa), było jednym z powszechnych wierzeń medycyny ludowej. Nowoczesna medycyna dawno odkryła tajemniczy efekt placebo, polegający na tym, że wielu chorym skuteczną pomoc przynoszą „lekarstwa” i procedury niemające żadnego medycznego działania (kostki cukru lub woda z kranu), jeśli wierzą, że aplikowane im są najnowsze cudowne preparaty. Kilka lat temu badacze z San Diego przeanalizowali medyczną historię 30 tys. Kalifornijczyków chińskiego pochodzenia i odkryli, że ci spośród nich, którym data urodzenia nie wróżyła, zgodnie z chińską astrologią, życiowego powodzenia, umierali – statystycznie biorąc – o 5 lat wcześniej niż pozostali członkowie tej populacji. Winy za to nie ponosiły „chińskie geny”, lecz chińskie wierzenia – brzmiał wniosek uczonych.

Przekonani o swym złym urodzeniu Chińczycy nie są bynajmniej wyjątkową grupą narażoną na przedwczesną śmierć z powodu swych przekonań. W amerykańskim środowisku lekarskim rozpowszechniona jest nieformalna diagnoza zwana chorobą studentów medycyny. Nadmiar wiedzy na tematy patologiczne połączony ze stresem przedegzaminacyjnym powoduje wśród przyszłych lekarzy epidemię najrozmaitszych poznanych z książek chorób. Zjawisko to może wystąpić u każdego z nas. Wnikliwe obserwacje, analizy i wywiady z pacjentami ujawniły, że pewne pospolite stany umysłowe mogą mieć negatywne skutki zdrowotne. Głównymi winowajcami są rozpamiętywanie (często obsesyjne) dawnych i potencjalnych niepowodzeń oraz wyrzuty sumienia związane z przekonaniem, że sami jesteśmy odpowiedzialni za dotykające nas nieszczęścia.

Te i podobne negatywne myśli stały się przedmiotem wnikliwszych badań. W 2013 r. Peter Kinderman i jego koledzy z University of Liverpool po przeprowadzeniu badań na grupie ponad 30 tys. osób dowiedli, że wiele chorób psychicznych nie ma organicznych przyczyn – ich źródłem są nasze procesy myślowe. Wniosek ten nie był szczególnie zaskakujący, bo zarówno przyczyny, jak i skutki dotyczyły sfery psychicznej. Złe myśli mają jednak wpływ nie tylko na choroby duszy, lecz również ciała. Inne, opisane w 2014 r. badania wskazały np. na związek pomiędzy cynicznym stosunkiem do świata i brakiem wiary w ludzi a przedwczesną demencją. Podobnych korelacji znaleziono więcej i utwierdziło to w środowisku medycznym przekonanie, że negatywne myśli i emocje angażują układ limbiczny mózgu i powodują stres, który obniża fizyczną odporność organizmu i ogranicza jego zdolność do regeneracji. Konsekwencją jest zwiększona zapadalność na astmę, cukrzycę, choroby serca i układu pokarmowego, otyłość, chorobę Alzheimera i wiele innych fizycznych dolegliwości. To jeszcze nie wszystko – coraz więcej badaczy jest przekonanych, że długofalowym skutkiem negatywnego myślenia mogą być zmiany genetyczne przyspieszające proces starzenia. Część naszego DNA, niemającą bezpośredniego udziału w kodowaniu syntetyzowanych w komórkach naszego ciała białek, stanowią tzw. telomery, zlokalizowane na końcach chromosomów. Skracają się one w miarę naszego starzenia, stanowiąc rodzaj biologicznego zegara, mierzącego czas zbliżający nas do śmierci. Wiele wskazuje na to, że negatywne emocje i myśli przyspieszają bieg tego zegara. Czy odkrycie to powinno dodać nam kolejnych zmartwień i przyczynić się do dalszego skrócenia życia? Bynajmniej. Zajmujący się tym problemem naukowcy są optymistami i twierdzą, że z negatywnego myślenia można się wyleczyć. Jak to zrobić, to jednak już temat na inny felieton.

01.05.2019 Numer 5/2019
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną