Felietony

Do stu piorunów!

Numer 5/2019

Piorun, grom, błyskawica łączą się znaczeniowo w naszym języku, ale relacje między nimi nie są do końca jasne. Błyskawice widzimy, gromy słyszymy, a pioruny, jak się zdaje, i widzimy, i słyszymy. I pioruny, i gromy biją, nawet walą, są mocne i szybkie jak piorun, jak błyskawica. Moc, nagłość, szybkość to ich głównie postrzegane i dające źródło metaforom cechy. Biskup Krasiński w swoim nieocenionym słowniku pisze za Jungmanem, że piorun „podług wyobrażeń pogańskich panował nad gromem i błyskawicą” i „grom równie jak piorun bije, grzmi i pali; lecz gdy w piorunie szybkość elektrycznej strzały, to w gromie moc jej jest głównym wyobrażeniem”. Piorun w naszym wyobrażeniu łączy w sobie i dźwięk, i błysk – ale trzysta lat temu mawiano „bez grzmotu pioruny szkodliwsze (lub straszliwsze)”, co mogło wskazywać na większy związek piorunu z błyskawicą.

Piorun, choć to narzędzie władzy bogów – Zeusa, u wschodnich Słowian Peruna, a u Germanów Thora – językowo wiele ma wspólnego z praniem. Prasłowiańskie prati (ja pere) to „uderzać, bić”, a nasze prać to „bić kijanką” („Ociec, prać?” – to raczej odwołanie do pierwotnego znaczenia niż przenośnia). Taki per-un to był zatem taki „pracz-uderzacz”, bo -un dawniej oznaczał wykonawcę czynności: biegun biegał, piastun piastował itp. A greckie keraunos, czyli „piorun”, to eufemistyczne omijanie tabu; dawniej było peraunos, z pochodzenia słowiańskie.

Błyskawica jest językowo przejrzysta, a grom, który grzmi, z grzmieniem i z grzmoceniem jawnie się łączy i ma praindoeuropejskich przodków – grem- oznaczało „huczeć, grzmieć”. Błyskawica językowo dała nam tylko wyobrażenie szybkości, przymiotnik błyskawiczny błyskawicznie się zleksykalizował i z błyskawicą już się niemal nie wiąże. Błyskawicę widzimy, lecz jej nie słyszymy – może dlatego nie jest tak bogata w groźne przenośnie. Za to gromy, grzmoty (w grzmocie słychać już tylko sam dźwięk, w gromie może jeszcze coś błyska), a także oczywiście pioruny mają u nas wiele odniesień, zwykle srogich.

Oczywiście grzmocenie jest biciem. Takim, co je słychać, ale i czuć – chociaż jakoś nie postrzegamy go jako bicia szczególnie niebezpiecznego, nawet można w nim coś zabawnego odnaleźć: taki wygrzmocony przeżyje, a grzmotnąć możemy się o ziemię sami lub coś (wyobraźmy sobie co). Gromienie dawniej było głównie łajaniem, karceniem lub ostrą krytyką, gromy rzucać mogliśmy na to, co nam się nie podobało, na co też grzmieliśmy (głośno) – potem zaczęto gromić także czynem, aż w pogromy nieraz takie gromienie się przeradzało.

A piorun ma i rodzinę największą, i użycie najbogatsze. Samych przymiotników sporo, bo i piorunowy, i dawny piorunny, i potoczny pioruński, a do tego niezwykle szybki imiesłów piorunujący. Piorunujące mogą być i skutki (bo szybkie, a często wstrząsające), i wrażenia (takie silne), a także spojrzenia (bo groźne). Takimi spojrzeniami piorunujemy innych. W porównaniach uderza się, wpada, spada, a i runąć można jak piorun. A jak coś robimy naprawdę szybko, to piorunem. Jak piorunem też bywamy rażeni – ale wtedy przeciwnie: stajemy, milkniemy, słupiejemy. A jak coś nas zaskakuje, porównujemy to do pioruna z jasnego nieba (jasnego, bo z takiego piorunów najmniej się spodziewamy). Czy możemy na pioruny być obojętni? Tylko przy wyjątkowo silnej determinacji jesteśmy gotowi zrobić coś, choćby pioruny biły...

Śląski pieron stał się emocjonalnym określeniem człowieka, przy czym, jeśli się nie mylę, ambiwalentnym. I klniemy piorunami. A niech to jasny piorun! Do pioruna! Nawet: do stu piorunów! Kto wie, czy tutaj ten groźny piorun nie zastępuje innego, jeszcze groźniejszego sześcioliterowca (pal to sześć!), czyli diabła – ale i tak ma to być wyraz naszego wielkiego gniewu. A jak mamy dość, mawiamy: niech to piorun trzaśnie! I nie tylko klniemy, ale i zaklinamy się.

Niech mnie piorun strzeli, jeśli nie jest tak.

01.05.2019 Numer 5/2019
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną