Felietony

Uroda rzadko cnotliwa

Numer 4/2019

Rodzina słowa uroda jest ogromna, zresztą samo słowo rodzina do niej należy, a z rodzeniem i rodem łączą się również takie słowa jak przyroda, naród czy rodzaj. A sama uroda odsyła nas do urodzenia (wraz z urodzinami), do urodzonych – dawniej tak szlachtę zwano, potem ludzi o określonym talencie (urodzony mówca) i do urodzaju – choć dziś rzadko te formy i słowa łączą się w naszej świadomości językowej.

W dawnym języku polskim rozpiętość znaczeniowa tego słowa była tak duża, że można było się dopatrywać całkiem osobnych znaczeń, a może nawet rozróżniać słowa tylko przypadkiem brzmiące tak samo. Uroda było to zatem „to, co ziemia urodziła, plon, płody ziemi”, a także „żyzność” i właśnie „urodzaj”. To znaczenie jest częste dla Słowian – słowo uroda i podobne pojawiają się we wszystkich językach słowiańskich. Tu można jednak dodać, że w języku rosyjskim jest szczególnie: męskorodzajowe słowo urod oznacza „potwór, poczwara” – nasza kosmetyczna firma Uroda miała w związku z tym kłopoty z wejściem na rynek rosyjski. W języku staropolskim uroda to był też „rodzaj”, także „płeć”, „wzrost” i „okazałość”, a również „figura, kształt”. O jednym z naszych królów pisano, że był wysokiej urody, a jeszcze Mickiewicz pisał o wzgórku pochyłej urody.

„Urodzajne” znaczenie urody jest podane jako pierwsze w dziewiętnastowiecznym słowniku wileńskim; jako drugie mamy tam znaczenie „wzrost, postawa, dorodność”, a jako trzecie dopiero pojawia się „urodziwość, piękność, przystojność”. Pół wieku później w słowniku warszawskim kolejność jest inna: najpierw „wzrost”, potem „krasa, piękność”, następnie „osoba urodziwa”, wreszcie „urodzajność”. Jeszcze pół wieku i w słowniku Doroszewskiego mamy jako pierwsze znaczenie „zespół cech składających się na piękny wygląd (zwykle człowieka), przystojność”, dalej „powab, czar, wdzięk, piękno”, potem (już z kwalifikatorem „dawne”): „figura, postawa, wzrost, budowa ciała”. Znów pięćdziesiąt lat i w „Uniwersalnym słowniku PWN” jest tak: najpierw „zewnętrzne, fizyczne cechy człowieka, zwłaszcza harmonijne, regularne rysy twarzy (dalej to, co u Doroszewskiego było w pierwszym punkcie), piękność” i jako drugie znaczenie: „zespół cech jakiejś rzeczy lub zjawiska, dzięki czemu budzą one zachwyt; piękno, czar, wdzięk, powab”. I tak dziś o urodzie myślimy. Zapomnieliśmy o urodzie-urodzaju, już się uroda z okazałością i dorodnością nam nie łączy – piękność pozostała.

I w naszej frazeologii, w powiedzeniach, nawet dawnych, ta estetyczna kwalifikacja jest najczęstsza. I, trzeba przyznać, mamy tu do czynienia ze złożonym, a nawet ambiwalentnym naszym stosunkiem do urody, zwłaszcza ludzkiej. Bo jednak do ludzi ją głównie odnosimy. Wyrażenia mówiące o urodzie życia czy urodzie przyrody traktujemy jako metaforyczne, o urodzie braci mniejszych też chyba rzadko mówimy, choć dawniej spotykało się chociażby konie wielkiej urody. Ogólne, niekoniecznie ludzkie odniesienie ma jeszcze tylko ciekawe skądinąd powiedzenie taka jego uroda, częściej chyba usprawiedliwiające usterki niż pochlebiające.

W ogóle uroda to oczywiście coś pięknego. Uroda ma blask. Ale... czy jest tylko dobra? Dlaczego na przykład mówimy, że ktoś grzeszy (a częściej: nie grzeszy) urodą? Do tego na pewno uroda nie jest najważniejsza. Tak się nawet mówi, to wręcz jeden z pseudofilozoficznych naszych szablonów językowych.

W różnych dawnych cytatach, czasem przechodzących w popularne powiedzenia, mieliśmy wiele urody. Różnej. W szesnastym wieku Paprocki pisze: „mało waży uroda, gdy nie staje cnoty”, a Rej: „za diabła uroda, kiedy cnoty mało”. Wprawdzie nieco późniejsze powiedzenie dopuszcza ich połączenie, bo „uroda cnotę krasi”, ale w siedemnastym wieku cały wysyp powiedzeń pokazuje, że najczęściej jest inaczej. Mamy więc u Knapiusza: „uroda rzadko cnotliwa”, „urody dość, a serca mało” i obok tego: „urody dość, rozumu ni kąska” – a uczucie i mądrość powinniśmy przecież wyżej od urody stawiać. Wreszcie: „uroda często abo wielom szkodliwa”. Może więc lepiej jej nie mieć? Zresztą „uroda rzadko bez wady”, co można zresztą rozumieć na różne sposoby. A w powiedzeniach „uroda każdego zniewoli” i „uroda wielki orator, wielki mocarz” dopatrzeć się można nie tyle pochwały, ile nutki smutnej refleksji lub nawet zgryźliwości.

Na szczęście, na co wskazuje inne znane do dziś powiedzenie, uroda rzecz nietrwała. Cała pociecha, że ludzie ją z konieczności tracą. I co najwyżej czasem zostają ślady dawnej urody.

01.04.2019 Numer 4/2019
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną