Felietony

Listy czytelników

Numer 7/2019

Szanowni Redaktorzy!

Mieszkam od dziesiątków lat nad Drwęcą, w Golubiu. Tu się urodziłem, tu pracowałem, tu żyję z emerytury. Moje wykształcenie jest humanistyczne. Trudne naukowe artykuły raczej opuszczam. Jest jednak sporo takich, które czytam.

Interesuje mnie, jak mogło wyglądać spławianie zboża do Gdańska, a potem powrót statków rzecznych np. do Płocka, Warszawy itp.?

RYSZARD BŁĘDOWSKI

Szanowny Panie!

Canaletto na jednym ze swoich obrazów z 1770 r. namalował Wisłę na wysokości Zamku Królewskiego w Warszawie. Jak przystało na główną magistralę transportową państwa polskiego w owym czasie, pływają po niej różne jednostki, w tym dwie szkuty na pełnych żaglach w kierunku Krakowa. Jednak pływanie na żaglach rejowych w górę rzeki, czyli pod prąd, było możliwe tylko wtedy, gdy wiał silny wiatr z północy. Zazwyczaj flisacy burłaczyli (ciągnęli) szkuty pełne towarów na linach, zwanych polkami lub trylami. Robiła to załoga i ludzie najęci do burłaczenia.

AGNIESZKA KRZEMIŃSKA

W uzupełnieniu dodamy, że źródła podają, iż część statków służących do transportu towarów była w zasadzie… jednorazowa. Taki galar np. był statkiem rzecznym z napędem wiosłowym, niekiedy nawet z pomocniczym żaglem. Jego kadłub był płaskodenny i przypominał wydłużony prostokąt. Na jeden galar można było załadować do 70–75 t zboża, bo służył on głównie do jego spławiania. W Polsce w XVIII w. galary kursowały w dół Wisły, Dniestru i górnego Dniepru. Załoga liczyła ok. 8 ludzi. W porcie docelowym… statek demontowano, a pozyskane w ten sposób drewno sprzedawano.

REDAKCJA

01.07.2019 Numer 7/2019
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną