Felietony

Wiele hałasu o nic

Numer 2/2019

Dużo jest określeń dźwięków, które nam przeszkadzają – jak harmider, zgiełk, rejwach, wrzawa, rumor, hurgot czy tartas. Jedne z nich stosowane są częściej, inne już są rzadziej używane, ale rozpoznawane. Niektóre odnoszą się do głosów ludzkich, jak krzyk czy wrzask, inne nazywają dźwięki różnego pochodzenia – ale wszystkie wiążą się z czymś niepożądanie, nieprzyjemnie, niewygodnie głośnym. Hałas jest tu chyba określeniem najczęstszym, w pewnym sensie podstawowym. Jeden z dwudziestowiecznych słowników mówi o nim po prostu jako o zakłóceniu spokoju, dodając przymiotnik przykry – zgodzimy się, że hałas zwykle jest właśnie przykry. Inny, niby bardziej neutralnie, mówi o nieskoordynowanych głośnych dźwiękach, dodając różne uszczegółowienia; tu hałas to i „głośna, zakłócająca spokój rozmowa”, i „krzyki”, a także „głośny stuk, trzask, zgiełk, wrzawa, harmider, rumor, stukot”. Hałas jest niejako heterogeniczny.

Biskup Krasiński w swoim wspaniałym słowniku synonimów z końca XIX wieku pisze: „Hałas (od hała, hałła, tj. Allach), z którym Tatarzy rzucali się na nieprzyjaciela, jest krzyk niesforny i ogłuszający, w którym nic rozróżnić nie można”. I chyba nie trzeba nawet. Inni przywołują wiele słów o podobnych początkach, a i skojarzonych jakoś znaczeniach. I hałastra tam jest, i hałapała („byle kto” – choć przypomina poczciwego Krasnala Hałabałę), i hałaburda („awanturnik”), i hała-drała („prędko, bez zastanowienia”), i zapomniany dziś hałaj („człowiek nieuważny, narwaniec, krzykacz”). A sam hałas też ma dość znaczną i hałaśliwą rodzinkę, bo tam i czasowniki hałasić i hałasować, i hałaśnicy z hałasownikami... A był jeszcze czasownik hałakać, czyli „mówić krzykliwie, bez namysłu” (skąd my to znamy...).

Hałakanie czy hałłakanie wiąże nam się oczywiście znów z tatarskimi bitewnymi parareligijnymi okrzykami. Etymolodzy wywodzą hałas z języków wschodniej Słowiańszczyzny, a to z ukraińskiego, a to z białoruskiego, gdzie hałasić to było „głosić, zawodzić”, co w polskim dało hałas, wrócony potem w tym znaczeniu i na Białoruś. Ale jedni widzą w tym przekształcenie słowa, z którego dziś mamy głos, inni – jednak pogłos tatarskich okrzyków. A i jakieś okrzyki inne, a to hola, a to halo się przypominają...

Hałas jest, owszem, nieprzyjemny na ogół. Ale to słowo odnosi się także, przenośnie, do swojego rodzaju rozgłosu, rozpowszechnionej uwagi, czasem z plotkami i skandalami związanej, ale niekoniecznie. Mówi się, że coś narobiło dużo hałasu – czyli było głośno i gorąco komentowane, a to znów nie zawsze jest złe. Hałasy to też dźwięki dobiegające z zewnątrz, o czymś świadczące. „Drzwi od Europy zamykał hałasów” eskapistyczny polski emigrant w epilogu „Pana Tadeusza”. Hałasem czasem nazywano wymówki i bury czy wymyślanie za jakieś przewiny – taki hałas nawet głośny być nie musiał.

Czy skłonni jesteśmy akceptować dzisiejszy, postrzegany jako hałaśliwy, świat? Głośne otoczenie, także w tym przenośnym znaczeniu? Niektórzy wolą hałas od złowróżbnej nieraz ciszy. Coś się przynajmniej dzieje. Wielu dobrze się w hałasie czuje... Ale frazeologia wskazuje na pejoratywne skojarzenia. Hałas bywa piekielny, nieludzki, dziki, okropny. Hałasy się wszczyna, jak kłótnie czy bójki. Hałasy się wyrabia – to też niedobre. A jeszcze do tego nieskoordynowanie hałasu bliski mu fonetycznie chaos przypomina.

I zazwyczaj hałas jest niepotrzebny. Lepiej coś zrobić bez hałasu, spokojnie. Tym bardziej że często bywa, jak u Szekspira, wiele hałasu o nic.

01.02.2019 Numer 2/2019
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną