Felietony

Z humorem przez życie

Numer 2/2019
Leon Lederman był najbardziej dowcipnym współczesnym uczonym. Leon Lederman był najbardziej dowcipnym współczesnym uczonym. Wikimedia Commons / Wikipedia

Zmarły niedawno wybitny fizyk amerykański Leon Lederman był na pewno najbardziej dowcipnym współczesnym uczonym. Przy każdej okazji sypał żartami na prawo i lewo i zdawał się mieć ich w pamięci nieskończenie wiele. Pewnego razu prowadzący z nim wywiad telewizyjny zapytał: Podobno chciał pan zostać komikiem kabaretowym, więc jak się stało, że został pan fizykiem? Na co Lederman odpowiedział: Musiałem coś robić w przerwach między żartami, żeby jakoś zabić czas. Kiedy indziej w wywiadzie dla dziennika „New York Times” oświadczył: Źródłem mojego humoru była obawa, że mogę być traktowany serio.

Rodzice Ledermana, Morris i Minna (z domu Rosenberg), byli emigrantami z Rosji, ale poznali się dopiero w Nowym Jorku. Leon urodził się tam w 1922 roku. Studiował chemię w City College of New York. Służył trzy lata w wojsku podczas wojny światowej, a następnie ukończył studia fizyczne na Uniwersytecie Columbia. Tak wspominał w swej żartobliwej, pisanej w trzeciej osobie autobiografii: Jego kariera zaczęła się w 1946 roku, kiedy miał doręczyć telegram do budynku wydziału fizyki na Uniwersytecie Columbia, ale zagubił się w labiryncie korytarzy i tuneli. Wydostał się stamtąd po czterech latach, już z doktoratem. Zaczął pracować przy uruchomieniu pierwszej wiązki mezonów pi z cyklotronu. A mezony zaczął liczyć w 1951 roku i kiedy doliczył do 4 722 938, dwóch jego doktorantów się powiesiło. W 1956 roku usłyszał wykład Gella-Manna o możliwości istnienia neutralnych mezonów K. Podjął wtedy dwie decyzje: zaczął pisać swe nazwisko z dywizem, a potem postanowił odkryć te mezony. Następnie Lede-rman pojechał do CERN-u, rozpoczął sławny eksperyment dotyczący momentu magnetycznego mionów i zdołał go tak zagmatwać, że trzeba było aż 26 fizyków, żeby go dopiero po 19 latach zakończyć... I tak dalej w podobnym stylu.

W rzeczywistości Lederman był autorem odkryć najwyższej wagi. W 1956 roku kierował zespołem, który odkrył neutralne mezony K o długim czasie życia, a sześć lat później brał udział w eksperymencie, w którym odkryto drugie neutrino, tzw. mionowe. Za to osiągnięcie w 1988 roku wraz z Melvinem Schwartzem i Jackiem Steinbergerem otrzymał Nagrodę Nobla z fizyki.

Miał też niepowodzenia. W 1976 roku ogłosił odkrycie nowej masywnej cząstki, której poszukiwano, gdyż sądzono, że może zawierać hipotetyczny piąty kwark. Miała nosić nazwę „ypsilon”. Kiedy jednak zebrano więcej danych, sygnał znikł i Lederman musiał przyznać się do porażki. „Odkrytą” przez niego niby-cząstkę nazwano złośliwie „oops-leon”. On się tym nie przejął i kilka miesięcy później odkrył prawdziwą, bardzo masywną cząstkę ypsilon, o masie dziesięć razy większej od protonu.

Był utalentowanym i niekonwencjonalnym popularyzatorem nauki. Potrafił stać na chodniku w Nowym Jorku z transparentem: „Laureat Nobla może odpowiadać na wasze pytania”. W 1993 roku napisał pełną humoru książkę „The God Particle”, która stała się światowym bestsellerem (mogą się o tym przekonać czytelnicy polskiego jej przekładu: „Boska cząstka”, wyd. Prószyński i S-ka).

Oto przykład żartów Ledermana. Wygłaszając referat otwierający wielką konferencję międzynarodową w Laboratorium im. Fermiego, podkreślał rolę działań niekonwencjonalnych. Jak to było w jego stylu, posłużył się dowcipem:

Pewien bezrobotny natknął się na ogłoszenie firmy, która poszukiwała ajenta do obnośnej sprzedaży swych produktów. Okazało się, że chodzi o sprzedaż szczoteczek do zębów. Szef wyjaśnił, że przyjmuje go najpierw na okres próbny.

– Musi pan w ciągu dnia sprzedać co najmniej 50 szczoteczek, inaczej pana nie przyjmę do pracy, bo nie wyjdę na swoje.

Wieczorem pierwszego dnia smutny ajent wyjawił, że sprzedał tylko 5 szczoteczek.

– To bardzo źle, ale dam panu jeszcze jedną szansę – rzekł szef.

Drugiego dnia niestety nie było dużo lepiej, bo ajent sprzedał tylko 8 szczoteczek.

– Muszę pana zwolnić – oświadczył szef.

– Proszę dać mi jeszcze jedną szansę, mam bowiem nowy pomysł na sprzedaż – błagał niedoszły ajent.

– No dobrze, to będzie pana ostatnia szansa.

Wieczorem trzeciego dnia rozpromieniony ajent rzucił szefowi:

– Sprzedałem 575 szczoteczek!

– Jak to możliwe?! – wykrzyknął zdumiony szef. – Co pan zrobił?

– To proste. Ustawiłem na chodniku rozkładany stolik, położyłem na nim pojemnik ze szczoteczkami, kilka paczek krakersów, zaopatrzyłem się w słój ze smarowidłem i czekałem na przechodniów. „Czy można spróbować?” – pytał klient, brał krakersa, nakładał na nim trochę smarowidła i wkładał do ust. „To przecież jest g...” – krzyczał z obrzydzeniem. „Tak – odpowiadałem. – Ale tu mam niedrogie szczoteczki do zębów. Może pan kupi?”

W 1945 roku Lederman poślubił Florence Gordon, z którą miał troje dzieci: córka Rena została profesorem antropologii w Princeton, córka Rachel – wziętą prawniczką, a syn Jesse – bankierem, a potem pisarzem. Małżeństwo jednak się rozpadło. W 1981 roku Lederman ożenił się z Ellen Carr. AKW

01.02.2019 Numer 2/2019
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną