Felietony

Czy starość jest chorobą?

Numer 1/2021
Shutterstock

Jeśli wieści, jakie dotarły z Izraela pod koniec listopada, zostaną potwierdzone przez innych badaczy, to możemy mieć do czynienia z naukową sensacją roku – a może wieku. Otóż, jak twierdzą prof. Shai Efrati z Uniwersytetu Telawiwskiego i kierowany przez niego zespół z Shamir Medical Center, udało się im powstrzymać, a nawet cofnąć proces starzenia u grupy ludzkich ochotników. Na dodatek zastosowana przez nich procedura jest stosunkowo tania i szeroko dostępna, co nie jest bez znaczenia wobec wagi ich odkrycia.

Zanim przejdę do opisu izraelskiego eksperymentu, pozwolę sobie cofnąć się nieco w czasie. Marzenie o nieśmiertelności jest prawdopodobnie równie stare jak ludzka kultura, lecz mechanizm procesu starzenia, prowadzącego do naturalnej śmierci, poznany został stosunkowo niedawno. O naszym starzeniu się decydują telomery – łańcuch z powtarzających się sześciu nukleotydów (w chwili narodzin liczy on 1600–2200 powtórzeń) – które służą jako coś w rodzaju zderzaków podczas podziałów komórkowych, zapobiegając uszkodzeniom lub sklejaniu się kodujących części chromosomów. W miarę powtarzania się podziałów liczba telomerów spada i po kilku dziesiątkach powieleń komórka się „starzeje”, przestaje normalnie funkcjonować lub nawet staje się toksyczna. Od tej chwili badania nad powstrzymaniem starości zyskały dwa konkretne cele: usunąć z organizmu zestarzałe komórki i zregenerować kurczące się telomery. Za pomocą inżynierii genetycznej zadania te okazały się wkrótce w zasadzie osiągalne. Dowiodły tego eksperymenty na myszach. Nie trzeba było długo czekać, by podobne próby – pomimo formalnego sprzeciwu establishmentu medycznego – zaczęto podejmować na ludziach.

Sztandarową postacią „ruchu nieśmiertelnych” stała się Amerykanka Elizabeth Parrish, mieszkająca w stanie Waszyngton, która pomimo braku formalnych kwalifikacji wykazała pełną podziwu determinację, zakładając w 2015 r. firmę BioViva i głosząc hasło: „Starzenie się jest taką samą chorobą jak każda inna i należy ją leczyć”. W październiku tego samego roku 44-letnia Parrish stała się sama „pacjentem zero”, testującym nową terapię. Odbyło się to dyskretnie. W tajemnicy nawet przed własną rodziną poddała się w stolicy Kolumbii, Bogocie, serii 100 zastrzyków, które miały przywrócić jej młodość. Zdania na temat skuteczności tego zabiegu są podzielone. Ona sama twierdzi, że jej telomery wydłużyły się o 10%, ale sceptycy uważają, że wartość ta mieści się w granicach błędu pomiaru. Niemniej tama wstrzymująca dalsze eksperymenty na ludziach została przerwana i pula czekających na nie pacjentów, wywodzących się często ze środowiska milionerów zasiedlających Dolinę Krzemową, jest spora. Sama Parrish zdołała znaleźć inwestorów finansujących jej zabieg, ale usługa ta nie jest dostępna dla przeciętnego (nawet amerykańskiego) człowieka pracy, ponieważ kosztuje około miliona dolarów.

Wspomniane na wstępie badania prof. Efratiego mogą jednak radykalnie zmienić zasady gry ze starością. Eksperyment, jakiemu poddał on grupę 35 ochotników w wieku przekraczającym 64 lata, nie był szczególnie kosztowny. Pacjenci przez 3 miesiące 5 razy w tygodniu wchodzili na 90 minut do komory ciśnieniowej, w której oddychali czystym tlenem. Co 20 minut mieli zdejmować maski tlenowe i oddychać przez 5 minut zwykłym powietrzem. W tym czasie obserwowany poziom tlenu w ich krwi gwałtownie spadał w efekcie tzw. paradoksu hiperoksydacyjno-hipooksydacyjnego i ten chwilowy niedobór powodował regenerację komórek. Efekt końcowy był wręcz szokujący – ochotnicy pozbyli się przeciętnie 37% zestarzałych komórek, a ich telomery wydłużyły się o 20%. Stali się biologicznie młodsi o 25 lat. Czy eliksir młodości trafi zatem pod strzechy? Wystarczy przecież komora ciśnieniowa w każdym domu. Ale kto będzie płacił emeryturę 80-letnim młodzieńcom?

01.01.2021 Numer 1/2021
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną