Felietony

Część części

Numer 1/2021

Wzięła się cząsteczka z części jak piąsteczka z pięści, a kosteczka z kości. Po drodze jest jeszcze cząstka, też zdrobnienie regularne, choć fonetycznie leciutko zabawne (gdybyśmy chcieli na przykład szczęście zdrobnić czy spieścić, wyszłyby nam jeszcze zabawniejsze szcząstko i szcząsteczko). Już część jest czymś o tyle niedużym, że mniejszym od całości, cząstka – jako w pewnym sensie (przynajmniej dla niektórych) część części – jest mniejsza, a cząsteczka już zupełnie mała. Ale też jest jakoś od cząstki ważniejsza, a może nawet i od części, bo to jednostka.

Cząsteczka jest jednostką wyodrębnioną naukowo, językowo to termin. To inaczej „molekuła”, z francuskiego, choć tam trochę sztucznie, bo z łacińskiego moles – a to akurat nazwa masy, bryły. Definiuje się cząsteczkę jako „neutralne elektrycznie połączenie paru atomów”, jako „najmniejszy element zdolny do samodzielnego chemicznego istnienia i do wchodzenia w związki”. Ale to nauka. Dla potocznego, choć względnie ścisłego umysłu, ma cząsteczka tę właściwość, że identyfikuje się ją jako najmniejszy kawałek (część) czegoś, pojmowanego jako jednorodne (substancja?), który już tym właśnie czymś (tą substancją? materią?) jest, czego jest częścią. Najmniejszy kawałek, najdrobniejsza cząsteczka. Co prawda, mówimy też właśnie najdrobniejsza cząsteczka, czym wskazujemy, że są cząsteczki drobne bardziej i mniej, ale kiedy powiemy na przykład każda najmniejsza cząsteczka, to raczej właśnie kwalifikujemy tę cząsteczkę jako kawałek najmniejszy. Zresztą nie zdrabniamy jej dalej, żadna cząstuchna nam niepotrzebna. Jest jeszcze drobniutka drobinka, zdrobnienie od drobnej drobiny – ale chyba jest nieco inaczej wyobrażalna.

A część, z której jest cząstka i cząsteczka? Co wiemy przede wszystkim, to że część to nie całość, ale pojęcia to relatywne: część tylko wtedy jest częścią, gdy myślimy o jakiejś całości, względem której jest częścią; całość tylko częściowo jest całością – o tyle, o ile możemy w niej wyróżnić części. Taka po części dialektyka. Część ma wielu u nas kuzynów, nierozpoznawanych często: bo bez świadomości związku z częścią częstujemy uczęszczających na uczty uczczonych uczestnictwem… A we wspomnianym szczęściu mamy s(u), o znaczeniu „dobry”, szczęście to etymologicznie „dobra część”.

Dzielimy na części, co się da, zresztą bardzo różnie. Nawet w gramatyce – widać od razu, że innego rodzaju częściami są części mowy, a innymi części zdania: zdanie rozbieramy, części wyróżniając, a mowy nie ma, żebyśmy i mowę rozbierali, części mowy się na nią nie składają. Co to za części? Świat dzielimy na części, ciało nasze też. Tym częściom ciała do klasycznego bycia częściami najbliżej. I sami czujemy się (przynajmniej powinniśmy) częściami społeczeństwa, narodu, rodziny.

A skąd się ta nasza część wzięła, nie bardzo wiadomo. Niektórzy ją łączą z kęsami – podobno praindoeuropejskie knd-tis dało prasłowiańskie kąs… Inni przeczą, widząc w części dawne (s)kind-t-i-s, czyli „coś odłupanego”, a wcześniej kenktis – „coś ściśle przylegającego”. Może: część bywa postrzegana jako złączona i jako oddzielona. Tu sam się nasuwa dialektycznie paradoksalny aforyzm: to nas z innymi łączy, co z nimi dzielimy. Choćby los.

Inne języki część łączą właśnie z dzieleniem: praindoeuropejskie duail („dział wodny”) dał w protogermańskim dailiz, co znaczyło tyle, co „umowa”, ale i „część” (z umową się często część łączy), stąd niemieckie Teil. Łacińskie pars, a za nim angielskie, francuskie, szwedzkie czy holenderskie part gdzieś tam jako praojca mają praindoeuropejskie pere, czyli „dzielić”, ale i „udzielać”. Dość podmiotowe to wszystko – to my, ludzie, dzielimy na części. Po łacinie partire.

Ale Słowianie ze swoimi częściami i podobnymi formami nie tyle sami dzielą, ile raczej uczestniczą i tylko czasem częstują

01.01.2021 Numer 1/2021
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną