Felietony

Co ślina na język przyniesie

Numer 2/2021

Nazwy naszych wydzielin nie zawsze są przyjemne, bo i same wydzieliny są postrzegane jako mało estetyczne. Pewnym wyjątkiem są łzy i pod niektórymi względami krew. Czasem tylko, kiedy się przyjrzeć metaforyce, frazeologii i słowom z podobnych kręgów semantycznych, sprawa może stać się ambiwalentna.

Weźmy ślinę. Rzeczownik raczej niemiły, podobnie jak czasowniki z nim związane bądź słowotwórczo, bądź znaczeniowo. Już sama ślina jako dźwięk nie jawi się szczególnie pięknie, słychać w niej nadmiar tego, co oznacza. We frazeologii ślina umożliwia mówienie bez należytego przemyślenia – co ślina na język przyniesie nie tylko mówimy, ale wręcz bredzimy. Śliniąc się, ujawniamy nieposkromiony apetyt, cieknąca ślina jest w tym względzie sama mało apetyczna, nawet wręcz obrzydliwa, już nieco lepsza jest lecąca ślinka. Wtedy ją łykamy i już więcej o tym nie mówimy. Inaczej możemy się zaślinić, a zaślinienie czy oślinienie potrafi wywołać odrazę. Śliniaki i śliniaczki tylko trochę mogą tę odrazę powściągać, i to wyłącznie w przypadku dzieci – u starców już niestety mniej.

Ani ślinienie, ani lizanie, ani plucie nie wywołują dobrych skojarzeń. Z lizaniem jeszcze bywa różnie. Podlizywanie się (zauważmy, że tu mamy do czynienia tylko z kierunkiem „do góry”, nadlizywania się nie ma) to nie jest czynność godna i chwalebna, jest właściwa lizusom i podlizuchom. Samo lizanie, wprawdzie w przypadku ran i lodów właściwe, też raczej nie wiąże się z estetyczną satysfakcją. Może wylizywanie czasem budzić swojską akceptację. Inny „ślinotokowy” czasownik pluć (dawniej plwać) jest trwale skojarzony z niedobrymi relacjami międzyludzkimi. Plucie jako czynność jest i realną, i zarazem symboliczną agresją, o pluciu i opluwaniu mówimy także metaforycznie, gdy chodzi o obrzucanie kogoś obelgami lub potwarzami. Zwłaszcza plucie w twarz jest przykre i ma szczególną moc upokarzania. A uzewnętrzniona wypluta ślina jako plwocina jest szczególnie ohydna. Plugawa jest – i ten związek nie jest przypadkowy, podobnie jak związek z pluchą. Z młodości przypominam sobie napisy, całkiem częste w różnych lokalach publicznych: „Pluć tylko do spluwaczki”, co miało podnieść poziom higieny i estetyki, ale niestety zwracało tylko uwagę na te potrzebne, lecz dość obrzydliwe przedmioty. I tylko gdy próbujemy okazać pogardę dla przeciwności losu, zachęcając innych czy siebie do plunięcia na to (a często na to wszystko), możemy mieć skojarzenia bardziej pozytywne. „Plwajmy na tę skorupę (plugawą skądinąd) i zstąpmy do głębi”, jak nas wieszcz zachęcał… W ostateczności możemy jeszcze tylko z nudów i lenistwa pluć i łapać.

Zauważmy, że jeśli chodzi o ludzkie kontakty, śliny używamy we wręcz przeciwnych niejako, choć równie nieakceptowanych społecznie celach: albo niegodnie zjednując przychylność innych przez podlizywanie się im i w ogóle lizusostwo, albo wyrażając skrajnie nieusprawiedliwioną dla nich nieprzychylność przez opluwanie ich, a choćby i plucie na nich.

Śliska ślina, mająca pokrewieństwo ze śluzem i z innymi kleistościami, konieczna dla naszej dość w sumie śliskiej egzystencji, do różnych się rzeczy przydaje…

01.02.2021 Numer 2/2021
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną