Felietony

Trzymać się ciepło

Numer 11/2018

Ciepło to rzeczownik i przysłówek zarazem. Taki charakter mają trzy z czterech podstawowych słów odnoszących się do temperatury i do naszego odczuwania tej temperatury: gorącociepłochłodnozimno. Tak jest też ze słowem gorąco i zimno, mamy takie rzeczowniki i przysłówki, choć tu rzeczownikowe użycie jest mniej częste. Chłodno rzeczownikiem wcale być nie może. Ciepło jest jednak wyjątkowe jako rzeczownik, bo jest podstawowe jako kategoria – ma więc też pewien odcień naukowy, terminologiczny. Mierzymy ciepło – nie gorąco czy zimno (czyni to ciepłomierz, jak nazywamy termometr), mówimy o źródle ciepła, o cieple właściwym – to wszystko sprawy ścisłe, mierzalne. Słowo ciepłota, już w pełni rzeczownikowe, w ogóle do tej naukowej sfery należy.

Z szeregu słów naturalnie porządkujących temperaturę i jej odczuwanie każde może wiązać się z naszą akceptacją, dobrostanem, ale też i z poczuciem niewygody. Spośród nich ciepło właśnie jest chyba stanem najczęściej pożądanym, najrzadziej skarżymy się na zbytek ciepła. A przymiotnik ciepły jako jedyny odnosi się do tego, co także może chronić przed niepożądanym zimnem: odzież może być ciepła, a chłodną, zimną czy gorącą nie bywa. Dodajmy, że okazjonalna przenośnia także bogactwo w cieple widzi: świadkiem ciepła wdówka.

Także wśród przenośnych przymiotnikowych odpowiedników tych słów, kiedy oznaczają one czyjś (także nasz) stopień przychylności, ciepło wydaje się najbardziej właściwe. Oczywiście gorące uczucia, jak również gorące powitania, życzenia i gratulacje są najlepiej widziane, ale to raczej kwestia naszej konwencjonalnej przesady w wyrażaniu serdeczności – ciepły stosunek do kogoś czy do czegoś jawi się jako bezpieczniejszy i bardziej naturalny, a także w sumie miły. Ciepły to serdeczny, życzliwy, przyjazny...

Jeśli chcemy wyrazić mniej ciepły stosunek do tego, co ciepłe, możemy użyć słowa letni. Jeden z częstszych cytatów biblijnych mówi: „Bodajbyś był zimny albo gorący, a iżeś jest letni, przeto pocznę cię wyrzucać z ust moich” (tym „wyrzucaniem z ust” zastąpiono zresztą wyrazistsze fizjologiczne określenie). O ciepłym nie dałoby się tak powiedzieć.

Nasz ciepły stosunek do tego przymiotnika wyraża się w mnogości zdrobnień, których niemal nie mają inne określenia temperatury. Rzadko słyszymy słowa zimniutki czy chłodniutki, a cieplutki, ciepluchny, cieplusieńki są na porządku dziennym. Przenosimy synestetycznie to określenie na to, co widzimy i słyszymy: mówimy o ciepłym głosie i dźwięku (zimny czy chłodny może być co najwyżej ton), o ciepłych barwach (są i zimne, ale raczej mniej przyjemne), myślimy o wyjazdach do ciepłych krajów i rozdajemy ciepłą ręką (czyli za życia) dary i dostatki.

Dość oryginalny w definiowaniu słownik wileński (1861 r.) pisze, że „ciepło to stopień mniejszy gorącości, większy letniości; pewien rodzaj właściwego uczucia, którego przyczyną jest cieplik obficiej do nas przypływający”. Ten cieplik zaś to „istota promienista, nie ważka, nie widzialna, która rodzi w nas poczucie ciepła, a mniejsza jej ilość lub brak poczucie zimna”. Dodajmy, że cieplik promienisty to „ten stan cieplika, który nie będąc od niczego zatrzymywanym, z niepojętą szybkością rozlewa się na wszystkie strony w kształcie promieni”. I wszystko jasne. Zresztą później cieplik też definiowano jako „istotę ciepła”.

W praindoeuropejskim był rdzeń tep-, oznaczający „być ciepłym”, po łacinie to tepere, staroindyjskie tepati to „grzać”, a prasłowiańskie tepl to „ciepły”. Stare językowo jest to ciepło, co pokazuje, że to jedno z podstawowych odczuć, wrażeń. W sumie – najbardziej nam tego trzeba. W najbardziej podstawowym, przyziemnym wymiarze. Ubierać się ciepło, zjeść coś ciepłego, posiedzieć w cieple... I cenimy ciepło rodzinne.

A kiedy się z kimś żegnamy, życzymy mu, żeby trzymał się ciepło.

01.11.2018 Numer 11/2018
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną