Felietony

Jak ta lala

Numer 10/2018

Są słowa, które rozpoznajemy jako zdrobnienia, ale dla nas brzmią bardziej neutralnie niż formy, zdawałoby się, podstawowe: mrówa to wielka mrówka, firana – ciężka firanka, jajo – duże jajko. Lalami ani się nie bawimy, ani ich w teatrze nie oglądamy. Znacznie więcej mamy lalek niż lal, choć w elementarzach to lala właśnie była jednym z pierwszych słów do przeczytania i zapisania. Lala to jakoś nacechowana lalka... Dla lalek miejsca najbardziej odpowiednie to pokój dziecięcy (są lalki też w przestrzeni wirtualnej, a nawet całe domy lalek – odwołujące się do dawnych, odtwarzających życie zabaw) i teatr – lalkowy, kukiełkowy, marionetek. Dawniej najczęściej była w użyciu w takim znaczeniu piękna nazwa łątka – łątki robili i pokazywali na jarmarkach łątkarze (Kochanowski pisał gorzko, że „naśmiawszy się nam i naszym porządkom, wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom”, bo „fraszki to wszystko, cokolwiek czynimy”). Dziś łątka to tylko taka ważka, a to odniesienie wzięło się z porównania owada do ładnie wyglądającej podobizny człowieka.

Nazwy dla takich figurek przypominających nas, ludzi, a używanych w teatrzykach do przedstawiania naszych spraw i do dziecięcej zabawy, zaczęły też mieć inne, mniej miłe znaczenia: kukła to ktoś nieumiejący się poruszać, kukiełka czy marionetka – ktoś niesamodzielny (mówi się tak też w polityce – o rządach i państwach). A lala i lalka? Lalami nazywano łobuzów! Oj, to lala! – mówiono, ostrzegając przed różnymi ziółkami i ananasami. A mówiono tak i o innych ludziach, nie najlepiej ocenianych: o durniach, o nierobach, o pieszczochach – dla wszystkich tych przenośni znaleźć można uzasadnienie w jakimś aspekcie podobieństwa do lal. Tylko gdy mówimy jak ta lala, to chwalimy udatność (wyrażenie stosunkowo nowe). A dawniej jeszcze, co może się wydać mniej zrozumiałe, mówiono pójść do lali (albo wio do lali), żartobliwie nieco i eufemistycznie omijając określenie śmierci.

Lala też, a częściej lalka, zwracała uwagę na urodę, niby znaczną, ale nie zawsze słowa te wyrażały tylko pozytywny do niej stosunek. W okrzyku ale lala! może być trochę estetycznej akceptacji, ale malowana lala jest raczej określeniem urody zbyt banalnej. Mężczyzna piękny jak lala chyba nie musiał się cieszyć z takiej charakterystyki. No i te zdrobnienia! Laleczka, lalunia, laluchna, lalusia – mogą to być pieszczotliwe nazwy zabawek, ale chyba częściej to określenia pełne ironii. Niewątpliwie już ironiczny jest laluś – czyli ktoś wymuskany, przesadnie dbający o urodę, przy tym próżniak i w ogóle śmieszny gość.

Lalami i lalkami nazywano też manekiny krawieckie, kopki zboża, a w zoologii było to też określenie przeobrażającej się gąsienicy. Najciekawsza lalka to „źrenica”, inaczej człowieczek – gdy patrzymy komuś w oczy, możemy tam siebie dostrzec; tak jest w różnych zresztą językach.

Nazwa łatwa, jakoś dziecinna. Dzieci, powtarzając sylaby, naturalnie tworzą nazwy pokrewieństwa: mama, baba, tata... Po łużycku zresztą lala to właśnie „ojciec”. Polska lala być może wzięła się z białoruskiego ljalja. Czesi mają bardziej ludzkie określenie panenka, a i w innych językach odniesienie do dziewcząt bywa spotykane: angielskie doll to zdrobniona Dorotka, rosyjska matrioszka też jest imieniem. Niektóre języki kontynuują nazwę łacińską: niemieckie Puppe i francuskie poupee wzięły się z łacińskiego pupa – u nas w XVIII wieku tak zresztą też mówiono i o zabawkach, i o pięknych dziewczynach... Mimo prostoty takie zapożyczenie u nas się nie przyjęło, a późniejsze podobne określenia dziewcząt już były mniej uprzejme.

U nas lalka stanowi też przykład tego, do jakiego stopnia literatura potrafi kierować skojarzeniami: potop dla wielu to bardziej Sienkiewicz niż kataklizm, a lalka – to oczywiście Prus. I to, że nie wiadomo do końca, jakie odniesienie ma ten tytuł, tylko wzmacnia ten efekt.

01.10.2018 Numer 10/2018
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną