Felietony

Listy czytelników

Numer 10/2018
Wiedza i Życie

Szanowna Redakcjo!

W „WiŻ” z lipca 2018 r. jest taka wypowiedź pana Kamila Nadolskiego w artykule „Armagedon superstar”: „Członkowie [sekt], chcąc przyspieszyć zbliżającą się apokalipsę, dokonują dramatycznych wyborów, takich jak choćby samobójstwo. Najtragiczniejszym tego typu wydarzeniem w historii było zbiorowe samobójstwo 909 członków sekty Świątyni Ludu w Gujanie. 17 listopada 1978 r. wszyscy oni za namową swojego «mesjasza» zażyli truciznę, a sam guru strzelił sobie w głowę”.

Niestety nie jest to poprawne wyjaśnienie tamtego wydarzenia. Niedawno w telewizji był reportaż mówiący o rewolucyjnych motywach tego dramatu. Stwierdzono, że było to „rewolucyjne samobójstwo”. W wywiadzie Michała Staniula dla WP powiedziano: „Jones od miesięcy zapewniał ich, że prawdziwa biała noc [czyli rzekomy atak CIA przeciw ich wspólnocie – mój przypis] w końcu nadejdzie, bo wrogowie są nieustępliwi. A wtedy rewolucyjne samobójstwo (…) będzie lepsze od bolesnej śmierci w sali tortur”.

Jacek Syski w swojej książce „Świątynia zagłady” poświęca więcej uwagi tamtemu wydarzeniu w Gujanie. Są tam wypowiedzi etnopsychiatry, socjologa, psychiatry, ocalałych członków sekty, publicystów, ale nikt z nich nie twierdzi, że motywacją tego samobójstwa, czy zbrodni, było przyspieszenie zbliżającej się apokalipsy. Nigdzie nie ma mowy o apokalipsie i Armagedonie. Jim Jones, założyciel Świątyni Ludu, choć był „kaznodzieją”, nie kierował się apokaliptycznymi motywami. To był człowiek zafascynowany równością społeczną, socjalizmem.

Z USZANOWANIEM
KS. BOGUSŁAW WRÓBEL
MAKÓW PODHALAŃSKI

Szanowny Księże!

Bardzo dziękuję za list i zaangażowanie. Jak najbardziej zgadzam się z sugestiami co do motywacji Jima Jonesa i wizji, jakie przyświecały Świątyni Ludu. Prawdą jest, że głosił hasła rewolucji socjalnej, i takie też z założenia miało być wspomniane samobójstwo – rewolucyjne. Temat Świątyni Ludu został poruszony w artykule w kontekście niebezpieczeństw, jakie niesie ze sobą wiara w zbliżający się koniec, zwłaszcza w przypadku sekt. Może rzeczywiście nie chodziło o armagedon w sensie globalnym, ale armagedon znanego Jonesowi świata. Jones z wiekiem zaczął uważać się za Boga i wymagać dla siebie niemal boskiej czci. Wcześniej uważał się za wcielenie Mesjasza. Z czasem przestało mu to wystarczać – jak wynika z zeznania ojca Rossa Case’a z książki Jacka Syskiego. Kiedy członkowie sekty zażywali truciznę, Jones krzyczał przez megafon, aby się nie martwili, bo to tylko przejście do innego wymiaru (oczywiście oprócz pouczeń, by umierali z godnością). W jakimś sensie była to więc apokalipsa Świątyni Ludu, z którą Jones się liczył, choć podkreślam jeszcze raz, nie w kontekście armagedonu globalnego. Wydaje mi się, że nie popełniłem tu nadużycia, podając ten przykład jako jeden z kilku. Raz jeszcze dziękuję za podzielenie się uwagami.

Z POWAŻANIEM
KAMIL NADOLSKI

01.10.2018 Numer 10/2018
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną