Felietony

Obciach i żenada

Numer 4/2018

Niektóre ludzkie emocje, stanowiące z natury rzeczy przedmiot zainteresowania psychologów, są szczególnie trudne do zdefiniowania, a nawet nazwania. Przykładem może być zaambarasowanie, głębokie zażenowanie, przejawiające się zaczerwieniem twarzy, przyspieszeniem pulsu i paraliżującym zapomnieniem języka w gębie.

Ci czytelnicy, którzy go doświadczają, wiedzą, co mam na myśli – w potocznym języku odczucie to nazywa się speszeniem, zakłopotaniem, zdeprymowaniem, konsternacją, zmieszaniem, zawstydzeniem, skonfundowaniem lub zbiciem z tropu. Naukowcy zajęli się poważnymi badaniami tego zjawiska stosunkowo niedawno i kilka tygodni temu ukazała się w Ameryce książka Melissy Dahl „Cringeworthy: A Theory of Awkwardness” (tytuł jest właściwie nieprzetłumaczalny na polski), w której podsumowuje ona dotychczasowe naukowe ustalenia i daje pewne wskazówki osobom cierpiącym na opisywaną dolegliwość. Jej rada jest bardzo prosta – osoby, które łatwo się peszą, powinny sobie często powtarzać, że ludzie nie zwracają na nasze zachowanie większej uwagi i szybko zapominają nasze wpadki. Po prostu interesują się nami znacznie mniej, niż nam się wydaje.

Czy jednak sama idea całkowitego wyeliminowania zaambarasowania jest godna wysiłku? Konsternacja i zmieszanie, zdaniem wielu badaczy, spełniają istotną i pozytywną funkcję w relacjach międzyludzkich. Jak zdefiniować to zjawisko? Skonfundowanie należy niewątpliwie do tej grupy emocji co poczucie wstydu czy winy, ale jest specyficzne, nieco od nich odmienne. Jak dowodzą badania neurologiczne Virginii Sturm z University of California w San Francisco, za reakcję konsternacji odpowiada określony obszar mózgu (przednia część kory zakrętu obręczy), który u ludzi „bezwstydnych” jest wyraźnie mniejszy niż u tych łatwo się czerwieniących. Co więcej, wraz z degeneracją mózgu, wywołaną np. chorobą Alzheimera, „ośrodek wstydu” może całkowicie zaniknąć. Niektórzy badacze nazywają ten obszar „centrum wykrywania błędów” i uważają, że opisywane zaambarasowanie objawia się zawsze w odniesieniu do innych ludzi i jest (jak pisze psycholog Michael Lewis) publiczną emocją, eksponującą naszą niezręczność i żal za nasz postępek, który sami oceniamy jako niestosowny. Zdolność do zaambarasowania pojawić się mogła u ludzkiego gatunku jako ewolucyjna adaptacja służąca utrzymaniu porządku publicznego. W szczególności zaczerwienienie twarzy symbolizować może niewerbalne przyznanie się do przekroczenia norm społecznego współżycia. Jest to typowa reakcja w sytuacjach niezamierzonych wpadek, takich jak publiczne przypadkowe obnażenie czy utrata kontroli nad funkcjami fizjologicznymi. Pytanie, czy zdolność do peszenia się to ewolucyjna adaptacja, nie jest łatwe do rozstrzygnięcia. Korzyść z niego odnosi raczej nie sam posiadający tę cechę osobnik, lecz całe społeczeństwo.

W jaki sposób zdolność ta może więc pełnić adaptacyjną funkcję? Skoro mowa o społecznych korzyściach, warto zauważyć, że ludzie, wybierając czy powołując swych przedstawicieli na ważne stanowiska połączone ze sprawowaniem władzy, powinni wykazywać większą przychylność wobec osób, które mają skłonność do zaambarasowania, ponieważ świadczy ona o akceptacji obowiązujących norm. Jak więc wyjaśnić, że politykami zajmującymi niekiedy najwyższe państwowe stanowiska tak często są ludzie niezdolni do zażenowania nawet po najbardziej kompromitującym obciachu? Znane są przypadki wodzów nagminnie mijających się z prawdą w swych publicznych wypowiedziach, a kiedy im się to wypomina, bynajmniej się nie czerwienią. Może pomaga im to, że zwykle po roku sprawowania urzędu są już zaczerwienieni w sposób permanentny…

01.04.2018 Numer 4/2018
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną