Felietony

Gąbki i gęby

Numer 3/2018

Praindoeuropejski rdzeń czasownikowy gheubh- znaczył podobno coś w rodzaju „wyginać”, „czynić wypukłym” – zazwyczaj tak właśnie było: że najpierw ludzie mieli słowa na oznaczanie zjawisk i czynności konkretnych. Stąd wzięła się prasłowiańska gąba (litewski jej odpowiednik to gumbas), z późniejszym wschodnim wariantem huba. Ta gąba oznaczała pierwotnie wypukłą narośl na roślinie, na zwierzęciu, na człowieku wreszcie – i taką hubę mamy do dziś na drzewach, a jej odpowiednio przerobiony miąższ, zwany zdrobniale hubką, pomagał krzesiwu we wzniecaniu ognia. Gąba była wilgotną porowatą naroślą, a przenośnie słowo to mogło się odnosić do innych wypukłości, łącznie z tymi obecnymi na ludzkiej twarzy. Dzisiejsza (a może właściwiej wczorajsza) gęba to i policzek (dać w gębę), i usta (włożyć do gęby, gęba na kłódkę), i wargi czy, rubasznie, pysk (wytrzeć gębę, dać gęby), a i twarz cała (przyprawić gębę). Regionalnie i eufemistycznie przenoszono też gębę w niższe rejony ciała. Ale może to możliwość wyrażania nie tylko wypukłości, lecz i odwrotnie, wklęsłości przez gąbę przeniosła znaczenie tego słowa na niewątpliwie bardziej wklęsłe niż wypukłe rzeczy: zatokę, otwór naczynia – a też paszczę, jamę ustną... Swoiście przewrotna dialektyka językowa zna takie przypadki przeciwnych metaforycznych ujęć.

Ta coraz bardziej ludzka niż zwierzęca czy roślinna gąba dała i gębkę, i gąbkę, i półgębek zresztą też. Do takiej gąbki mogłyby (ale nie chcą) lecieć gołąbki, a w zdrobnieniach mogłyby z nią konkurować i gębusie, i gąbeczki. Ta trochę rubaszna i swojsko-archaiczna gęba z dawną roślinną naroślą straciła całkiem kontakt.

Ale dawne znaczenie żyło dalej. Przypomnijmy, że gąba jako narośl na roślinie była porowata, „dziurkowata”, jak ją opisywano. Taka jest huba – traktowana zresztą jak grzyb, trochę miękki. I w morzu znaleziono takie miękkie niby rośliny, trochę grzybowate, ale już niby stworzenia. Do gąbek podobne, takie gąbczaste. Po wyjęciu ich z wody łatwość jej wchłaniania sprawiała, że nadawały się i do mycia, i do wycierania. A potem można było z innych sztucznych substancji produkować podobne do gąbek przedmioty, też chłonące wodę (do tej pory żywe jest porównanie mówiące o wchłanianiu, o piciu jak gąbka – niekoniecznie zresztą wody), czyszczące. A inna ich właściwość, mianowicie sprężystość, dała im liczne inne zastosowania.

W wielu językach mamy tę wieloznaczność – nazwa wprawdzie prymitywnego (bo wielokomórkowca, który nie wykształcił tkanek właściwych), ale naszego zwierzęcego kuzyna odnosi się zarówno do pospolitego przedmiotu do mycia i wycierania, jak też do materiału na przykład tapicerskiego. Greckie spoggos dało łacińską oficjalną nazwę rodzaju Spongia (typ Porifera; Rzymianie na gąbkę mówili porus), francuskie éponge, angielskie sponge... A Niemcy wolą gąbkę przybliżać do grzyba, bo Schwamme (do mycia: Badeschwamme) i do grzyba się odnosi.

U nas – najpierw narośl, potem zwierzę, potem przedmiot... Do mycia i ciała, i naczyń, i samochodu; do masażu, do produkcji miękkich mebli... A ze szkoły pamiętamy gąbki do wycierania tablicy, czyli do zacierania tego, co tam napisano.

I w dawnej metaforze los gąbką właśnie likwiduje nasze dokonania, Naruszewicz w „Do Stanisława Augusta” pisał: „Sroży się człowiek, ciśnie, gwałci, chwyta, a kara za nim wlecze się leniwa, niosąc dłoń krzepką na łupu wydarcie, a gąbkę na to, co pisał, zatarcie”.

01.03.2018 Numer 3/2018
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną