Felietony

Pierwszy promień pogody

Numer 5/2018

Według słownika „wileńskiego” z połowy dziewiętnastego wieku uśmiech to „lekko, łagodnie wyrażony śmiech, który objawia się tylko na twarzy i nieco w tonie głosu, lecz nie jest połączony z chychotem” – przypomnijmy, że tu śmiech to ni mniej, ni więcej tylko „działanie duszy, rodzące się z przyjemnych wrażeń lub szyderczego usposobienia, objawiające się na twarzy przedłużeniem się gęby i uformowaniem się podłużnego dołku na jagodach, przy czem powietrze prędko wychodzi z płuc, a gdy się wzmaga wypuszczenie powietrza, staje się głośnem, częstem w niewielkiej ilości”. Zadziwia fizjologizm doprowadzony do komizmu. Biskup Krasiński kilkadziesiąt lat później w znakomitym „Słowniku synonimów polskich” woli formułę pięknie literacką: „Uśmiech tem się tylko różni od śmiechu, że jest chwilowym, łagodnym i przelotnym, który niby przesuwając się po twarzy, rozpogadza ją i rozjaśnia albo jej odcień szyderstwa nadaje. Śmiech jest mniej więcej żywym objawem wesołości, uśmiech jest zjawieniem się na twarzy pierwszego promienia pogody”. Dla autorów słownika „warszawskiego” uśmiech to po prostu „śmiech przelotny, uśmiechnięcie się”, co trochę tautologiczne, a w przykładzie niestety wskazuje się na przynajmniej możliwość braku spontaniczności, bo mamy tu: „ułożyć twarz do cichego i łagodnego śmiechu”. Cichy, łagodny, ale z ułożenia... Pół wieku później u Doroszewskiego to „charakterystyczna mimika twarzy [!] towarzysząca wyrażaniu radości, wesołości, niekiedy ironii, zakłopotania; bezgłośny śmiech”.

Śmiech zawsze tu jest obecny, uśmiech jest z nim związany na stałe. Ale śmiech różny bywa, a przedrostki mogą go trochę psuć: wyśmiewanie, prześmiewczość nie podobają się nam. U- jako przedrostek wskazuje na rodzaj dokonaności, a -ną- już na przelotność: uśmiechnąć się możemy tylko na chwilę. I uśmiech, ten bezgłośny, od śmiechu dyskretniejszy, także z powodu swojej nietrwałości raczej budzi pozytywne skojarzenia.

Choć i on różny bywa. W „Słowniku frazeologicznym” Stanisław Skorupka dodaje do niego aż 106 przydawek! Bo jest i życzliwy, serdeczny, przyjazny, pogodny i jasny, ale też ironiczny, nawet szyderczy, fałszywy, demoniczny i cyniczny. Bywa błogi, dobroduszny, niepewny, nawet głupi, ale i filuterny, figlarny i łobuzerski. I bywa melancholijny i obleśny, miodowy i sardoniczny... Wiele przymiotników można do tego rzeczownika dodać, co oczywiste, ale w każdym układzie widzimy jakąś frazeologiczną specyficzność, zdającą się nazywać zjawisko samo w sobie, odrębne od innych. To nie są proste połączenia słów... A są też uśmiechy całkiem specjalne, jak uśmiech przez łzy, jak tajemnicze uśmiechy Sfinksa czy Giocondy, jak uśmiechy pod wąsem czy, w ostateczności, pod nosem. To już właściwie półuśmiechy. A czasem uśmieszki, których raczej nie lubimy.

Jasne, najczęściej jest na twarzy, dokładniej na ustach. Niekiedy w oczach, tam trudniej go dostrzec. I jest dynamiczny: błyska i drga, błąka się, rodzi się i gaśnie. Jest jak żywy.

Uśmiecha się człowiek, choć zdarza się, że widzimy go u zwierząt, u psa na przykład. Koń, choć o śmiechu, bywa, że rżenie mówimy, może by się czasem i uśmiał, ale nie sądzę, by się uśmiechał. Za to może się do nas uśmiechać świat, życie, szczęście, los i fortuna. Taki uśmiech to szczęście. I my wtedy się uśmiechamy, i innych do uśmiechu zachęcamy, choćby dlatego, że jutro będzie lepiej.

Kiedy ktoś albo takie coś jak szczęście się do nas uśmiecha, to oczywiście jest nam przyjemnie. A jak coś się uśmiecha nam, to chyba jeszcze lepiej, bo to budzi nas do radosnej aktywności. Niestety, częściej zdarza nam się mówić, że coś nam się nie uśmiecha niż że się nam uśmiecha, ale to może dlatego, że gdy się coś nam uśmiecha, to nie myślimy o tym i nie mówimy, tylko działamy.

Z uśmiechem na twarzy. Prawdę mówiąc, gdzie indziej moglibyśmy go umieścić?

01.05.2018 Numer 5/2018
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną