Felietony

Gdy proroctwo zawodzi

Numer 3/2021
Shutterstock

Kiedy troskliwi znajomi z różnych stron świata zaczęli przysyłać mi ostrzeżenia, abym się nie szczepił, bowiem Bill Gates planuje wstrzyknięcie mi do krwi czipa, który w stosownym momencie zatruje mnie arszenikiem, zrozumiałem, że teorie spiskowe trafiły pod strzechy. Wiara ich była tak intrygująca, że postanowiłem przyjrzeć się alternatywnej rzeczywistości – a w szczególności zorientować się, co się dzieje, gdy szeroko rozpowszechniane złowieszcze proroctwa w oczywisty sposób się nie sprawdzają. Mój wybór padł, dość naturalnie, na QAnon, jedną z najnowszych zrodzonych w Ameryce teorii spiskowych, której cień wisiał nad niedawnymi wyborami prezydenckim w Stanach Zjednoczonych. Ostrzegam – historia ta przypomina kiepski kryminał.

Jakieś 9 miesięcy po zaprzysiężeniu prezydenta Donalda Trumpa w internecie na 4chan (anglojęzyczny imageboard) pojawił się post tajemniczego osobnika o pseudonimie Q, który podzielił się z internautami swą wiedzą o istnieniu międzynarodowego spisku kliki wpływowych lewicowych czcicieli szatana uprawiających ludożerczą pedofilię i zaspokajających swe niecne żądze przy pomocy światowej sieci handlu porwanymi dziećmi (do swych obrządków potrzebowali ich świeżej niewinnej krwi). Ich politycznym wrogiem był nie kto inny jak władający Ameryką prezydent Trump. To on właśnie został zesłany przez Opatrzność z misją zniszczenia tego Zła. Miało to nastąpić w momencie zwanym Sztormem, po którym nastąpi Wielkie Przebudzenie (co było wyraźną aluzją do XVIII-wiecznego wzmożenia amerykańskich ruchów religijnych). Zadanie to było utrudnione na skutek planowanego zamachu stanu w Ameryce, przygotowywanego przez Baracka Obamę i Hillary Clinton przy wsparciu George’a Sorosa.

Choć waga tych oskarżeń mogłaby budzić sceptycyzm wielu trzeźwych ludzi, zakrojona na szeroką skalę akcja propagandowa w mediach społecznościowych spowodowała, że wiara w opisany spisek rozprzestrzeniła się w Ameryce (i poza nią) jak pożar sawanny. Liczbę jego wyznawców w 2020 r. szacowano na miliony. Sam Trump, zapytany o QAnon, odpowiedział, że właściwie nic o tej sprawie nie wie, ale muszą to być porządni ludzie, bo martwią się o dzieci. Wielu z tych troszczących się o maluchy ludzi wzięło 6 stycznia udział w szturmie na Kapitol – należeli do nich zastrzelona przez ochronę Ashli Babbitt i słynny odziany w skóry szaman z rogami.

Próby naukowego wyjaśnienia ludzkiej skłonności do magicznego (czy też spiskowego) myślenia podejmowane były od dawna. Rozmyślał nad nimi Karl Popper w swym „Społeczeństwie otwartym”, a w ostatnich latach istotny przyczynek do opisujących to zjawisko teorii naukowych wniosły nasze rodaczki Aleksandra Cichocka i Marta Marchlewska. W tak krótkim tekście trudno jednak przedstawić ich idee nawet w najbardziej skrótowej formie. Można co najwyżej powołać się na profesora Uniwersytetu Londyńskiego Christophera Frencha, który zauważył, że „naszą [ludzi] wielką siłą jest zdolność do znajdowania znaczących współzależności w otaczającym nas świecie, do dostrzegania zależności przyczynowych”. Nawet tam, gdzie ich nie ma. Charakter mediów społecznościowych, zamiast wyostrzyć nasz krytycyzm wobec ryzykownych idei, pcha nas do posługiwania się „stronniczością potwierdzającą” (confirmation bias), która sprawia, że w powodzi informacji wybieramy te, które najlepiej potwierdzają to, w co już wierzymy.

Na koniec wypada, bym wspomniał Leona Festingera, twórcę koncepcji dysonansu poznawczego, ponieważ tytuł mego felietonu jest zapożyczony z wydanej w 1956 r. jego książki pod tym samym tytułem. Kiedy proroctwo zawodzi – tak jak zawiodło w przypadku QAnona – „wierni” bardzo często, zamiast odrzucić wiarę, jedynie się w niej utwierdzają. Dziwna jest ta ludzka natura.

01.03.2021 Numer 3/2021
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną