Książki

Perfidny wyrwiząb

Numer 12/2020
materiały prasowe

„Całe zastępy osób dotkniętych dentofobią oraz rzesze pacjentów skowyczących na fotelu dentystycznym przy akompaniamencie wiertła, zamiast podsycać w sobie paniczny strach, powinny raczej podziękować świętej Apolonii, patronce stomatologów oraz osób cierpiących na bóle zęba, gdyż w dzisiejszych czasach wizyta u dentysty wiąże się jedynie z przelotnym dyskomfortem, podczas gdy w przeszłości jej nieodzownym elementem było paraliżujące cierpienie, nie mówiąc o tym, że mogła zakończyć się powolną śmiercią w męczarniach, sprowadzoną przez lekarza od zębów” – pisze James Wynbrandt i w dowcipny sposób przedstawia nam historię stomatologii, zaczynając od starożytności, a kończąc na XX w.

Najstarsze dowody na istnienie próchnicy pochodzą z okresu kredy. Są to ubytki w zębach roślinożernych dinozaurów. Żyjące w tym samym czasie ryby również zmagały się z niszczycielskimi procesami podobnymi do próchnicy. Wczesny człowiek nie znał tej przypadłości ze względu na brak rafinowanego cukru w diecie. Dręczyły go jednak bóle zębów, które ścierały się m.in. wskutek spożywania żywności doprawionej piaskiem, ziemią oraz odpryskami z naczyń do ucierania. Jednak wraz z rozwojem cywilizacji przyszła też próchnica. Na przykład badania mumii egipskich wykazały, że nękała ona arystokrację już 2500 lat p.n.e. Od tego czasu ludzie dwoili się i troili, żeby wymyślić coś na pozbycie się dolegliwości. Spodobał mi się taki sposób: Weź krucze łajno i zabarwiwszy je sokiem z bertramu, tak by chory nie rozpoznał, co to takiego, umieść je w dziurawym zębie.

Pozycja dla osób lubiących historię.

James Wynbrandt, Bolesna historia stomatologii. Albo płacz i zgrzytanie zębów od starożytności po czasy współczesne, przeł. Zofia Szachnowska-Olesiejuk, Marginesy, Warszawa 2020

01.12.2020 Numer 12/2020
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną