Książki

Ohydne, ale prawdziwe

Numer 11/2020
materiały prasowe

Nic, co ludzkie, nie jest jej obce. Razem z autorką zwiedzamy więc Centrum Medycyny Sądowej w Baltimore, gdzie laboranci sekcyjni wyjmują mózgi z czaszek, a z pomieszczenia z rozkładającymi się zwłokami można wynieść na ubraniu długo utrzymujący się zapach eau de decomposition. Poznajemy badaczkę zajmującą się mikrobiomem ludzkich zwłok (okazuje się, że po upływie 48 godz. od śmierci w populacji drobnoustrojów zamieszkujących organizm dochodzi do zasadniczej zmiany i że ma ona charakter powtarzalny, tak że na podstawie mikrobiomu da się określić czas śmierci). Bierzemy udział w Wieczorze z Kuchnią Robalową, podczas którego serwuje się np. pastę z dżdżownic czy cieplutkie poczwarki jedwabnika.

Z książki dowiadujemy się też, czy zwierzęta zjadają swoich właścicieli po ich śmierci; co się dzieje z ciałem topielca (badania tej kwestii były bardzo istotne dla ustalenia, dlaczego w Kolumbii Brytyjskiej morze wyrzuca na brzeg tylko stopy nieboszczyków w butach); jak muchy plujki mogą namieszać na miejscu przestępstwa. Czytamy o górach tłuszczowych blokujących kanały (uwaga, tłuszcz świetnie się gromadzi na chusteczkach dla niemowląt), przeszczepach głowy (tak, byli tacy, co na to wpadli), nekrofilii, przemianach moczu w basenie (pływalnie to w gruncie rzeczy ogromne muszle klozetowe), o tym, czy choroba ma zapach… Jest tych obrzydliwości sporo, ale autorka przedstawia temat tak pasjonująco, że nie ma się ochoty przerwać czytania. Warto wspomnieć o niej coś więcej. Otóż Engelhaupt od ponad 10 lat współpracuje z różnymi czasopismami, m.in. „National Geographic” czy „Scientific American”, a zamiłowanie do snucia zajmujących opowieści zawiodło ją też na scenę, gdzie występowała jako komik.

Erika Engelhaupt, Co za ohyda! Po mrocznej stronie nauki, przeł. Andrzej Goździkowski, Burda Media, Warszawa 2020

01.11.2020 Numer 11/2020
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną