Nauka

Dziewczynka z ziębami przyszła ze Szwedami

Józef Brandt (1841-1915), Pochód Szwedów do Kiejdan Józef Brandt (1841-1915), Pochód Szwedów do Kiejdan Wikipedia
Miała mniej więcej 12 lat. Pochowano ją w jaskini Tunel Wielki z czaszką zięby w ustach i drugą ptasią czaszką przy policzku. Zespół naukowców ustalił właśnie, że przybyła do Polski podczas potopu szwedzkiego.

Szkielet dziewczynki znaleziono kilkadziesiąt lat temu. Jednak dopiero w ostatnich latach naukowcy przyjrzeli się odkryciu i dokonali jego szczegółowych analiz, w tym genetycznych

– To nie były zwyczajne badania archeologiczne – mówi szefowa zespołu dr Małgorzata Kot z Wydziału Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego. – Aby dojść do takiego wniosku, musieliśmy zastosować szerokie spektrum metod badawczych. To była detektywistyczna praca.

Po pierwsze pochówek ten był bardzo nietypowy, jak na obszar Polski. Z analiz genetycznych wynikło, że zmarła nie była Słowianką − tropy prowadziły przede wszystkim w kierunku ziem zamieszkałych przez Finów.

Badacze rozejrzeli się więc za zbliżonymi rytuałami pogrzebowymi w ówczesnej Skandynawii. Nie udało im się znaleźć bezpośrednich analogii, ale zwrócili uwagę, że w niektórych regionach Finlandii kilkaset lat temu chrześcijaństwo nie było jeszcze tak mocno zakorzenione i nierzadkie były praktyki nawiązujące do czasów pogańskich. Jak mówi dr Kot, w niektórych jej częściach, jak w Karelii, jeszcze w XIX wieku osoba, która zginęła w lesie, musiała być tam pochowana.

– Nasz fiński kolega, doktor Frog, zwrócił uwagę na to, że ptaki symbolizowały nawet wówczas wędrówkę duszy po śmierci. Jednak pochówków z głowami ptaków nie znamy z terenu północno-wschodniej Skandynawii – mówi dr Kot.

Naukowcy mieli problemy z precyzyjnym określeniem czasu śmierci. Dzięki zastosowaniu metody radiowęglowej ustalili, że doszło do niej w drugiej połowie XVII lub w XVIII w.

– Zaczęliśmy szukać okoliczności, kiedy w XVII i XVIII w. ludzie z północy mogli się znaleźć w rejonie Ojcowa. Na plan pierwszy zdecydowanie wysuwa się tutaj czas potopu szwedzkiego, podczas którego najeźdźcy jeszcze w 1655 r. zajęli ojcowski zamek, obsadzając go swoją załogą – opowiada dr Michał Wojenka z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

Ale skąd wzięła się mała dziewczynka z Finlandii? I na to naukowcy mają odpowiedź. Ze źródeł historycznych wiadomo, że w szwedzkim garnizonie na Wawelu było wówczas 3 tys. żołnierzy, głównie Finów. Wojska te dotarły do Małopolski na jesieni, a analiza szczątków ptasich wskazuje, że obie zięby zostały uśmiercone jesienią. Zdaniem badaczy część tego garnizonu znajdowała się na zamku w Ojcowie, który jest nieopodal jaskini Tunel Wielki.

– Często sobie wyobrażamy, że w czasie potopu do Polski wkroczyła wyłącznie regularna armia, ale z ówczesnych relacji wiemy, że w taborach było też całkiem sporo kobiet i dzieci. Tak też było i przypadku szwedzkiego garnizonu na zamku w Ojcowie – uważa dr Wojenka.

Z analiz kości wynika, że dziewczynka nie miała lekkiego życia. Widoczne na kościach długich tzw. linie Harrisa świadczą o tym, że w czasie swojego życia cierpiała głód. Naukowcy nie są jednak pewni, jak dziewczynka zmarła. Czy tragicznie w lesie lub w jaskini i dlatego zgodnie ze zwyczajem musiała zostać pochowana w pobliżu miejsca zgonu? Tego nie da się wykluczyć.

– Jak z cytryny wycisnęliśmy z dostępnych analiz, tyle informacji, ile było to możliwe. Uważamy, że na 95 proc. nasza wersja wydarzeń jest właściwa – mówi dr Wojenka.

Artykuł na temat analiz nietypowego pochówku ukazał się w „Praehistorische Zeitschrift”.

____________________________________________

źródło: Nauka w Polsce

Reklama

Czytaj także

Reklama