Środowisko

Wilki oceanu

Numer 9/2020
Orki oceaniczne pomimo osiąganej masy 6–9 t potrafią wyskoczyć nawet 4 m nad powierzchnię wody. Orki oceaniczne pomimo osiąganej masy 6–9 t potrafią wyskoczyć nawet 4 m nad powierzchnię wody. Tory Kallman / Shutterstock
Orki oceaniczne to mieszanka siły, inteligencji oraz znakomitych technik łowieckich, co czyni je drapieżnikami doskonałymi.
Opadnięta ­płetwa grzbietowa jest przypadłością osobników żyjących w ­niewoli. Loro Parque, Teneryfa.slava296/Shutterstock Opadnięta ­płetwa grzbietowa jest przypadłością osobników żyjących w ­niewoli. Loro Parque, Teneryfa.
Orki lubią obserwować okolicę, wystawiając głowę pionowo nad powierzchnię wody (tzw. spy hopping).Tory Kallman/Shutterstock Orki lubią obserwować okolicę, wystawiając głowę pionowo nad powierzchnię wody (tzw. spy hopping).
Zwierzęta posiadają 40–57 ostrych zębów, które ulegają ścieraniu, co widać zwłaszcza u starszych osobników.FineShine/Shutterstock Zwierzęta posiadają 40–57 ostrych zębów, które ulegają ścieraniu, co widać zwłaszcza u starszych osobników.
Orki w pogoni za zdobyczą potrafią płynąć z prędkością nawet 40 km/h.Tory Kallman/Shutterstock Orki w pogoni za zdobyczą potrafią płynąć z prędkością nawet 40 km/h.
Budowa wewnętrzna samicy orki oceanicznej.Wikimedia Commons Budowa wewnętrzna samicy orki oceanicznej.
Czaszka orki oceanicznej z zębami, które u dorosłych osobników osiągają 7 cm długości.pr2is/Shutterstock Czaszka orki oceanicznej z zębami, które u dorosłych osobników osiągają 7 cm długości.
Sprytne orki ­podczas polowania sprawnie wślizgują się na plażę i chwytają ­zaskoczone uchatki. Patagonia, Argentyna.Foto 4440/Shutterstock Sprytne orki ­podczas polowania sprawnie wślizgują się na plażę i chwytają ­zaskoczone uchatki. Patagonia, Argentyna.
Szkielet niezwykłej orki zwanej Old Tom, eksponowany w Killer Whale Museum, Australia.Indigo Szkielet niezwykłej orki zwanej Old Tom, eksponowany w Killer Whale Museum, Australia.
Pokaz orek w Puerto de la Cruz, Teneryfa.Vladimir1984/Shutterstock Pokaz orek w Puerto de la Cruz, Teneryfa.
Łatwe do połknięcia nieduże ryby są ulubioną przekąską łaciatych waleni.Danny Ye/Shutterstock Łatwe do połknięcia nieduże ryby są ulubioną przekąską łaciatych waleni.

Te żyjące stadnie towarzyskie zwierzęta można spotkać w zasadzie we wszystkich zakątkach oceanów. Wykazują się logicznym myśleniem oraz odczuwają emocje takie jak gniew, strach, radość i smutek. Dosyć szybko uczą się nowych umiejętności, a swą wiedzę potrafią przekazywać innym osobnikom w stadzie. Dożywają 90 lat, a długość ciała dorosłych wynosi 7–10 m przy masie 6–9 t. Pokaźne rozmiary powodują, że orki oceaniczne są największymi przedstawicielami spośród 35 gatunków delfinów. I dlatego – zamiast wielorybami – poprawniej należałoby je zwać wielodelfinami. Dzięki czarno-białym łatom na skórze przypominają pocieszne pandy, jednak orki w swoim środowisku są drapieżnikami szczytowymi w łańcuchu pokarmowym. W starciu z ich grupą większość zwierząt oceanu jest bez szans. Obecnie światową populację orek szacuje się na 50 tys. osobników.

Bezsenny demon

Już sama nazwa – orka – powinna budzić respekt, gdyż w mitologii rzymskiej Orkus był bóstwem podziemnego świata, demonem śmierci. W dawnych czasach niejednokrotnie widziano stada orek atakujące nawet potężne wieloryby. Z tego względu pierwotnie angielska nazwa zwierzęcia brzmiała whale killer, czyli „zabójca wielorybów”. Z czasem przestawiono w niej wyrazy i obecnie to killer whale – „zabójczy wieloryb”. Ta drobna modyfikacja doskonale pasuje do tych łaciatych delfinów, które nie pogardzą żadnym pływającym w oceanach zwierzęciem. Grozy dodaje fakt, że podobnie jak każdy delfin w zasadzie są one ciągle aktywne i w ludzkim rozumieniu snu nigdy nie zasypiają. Jedna połowa ich mózgu stale czuwa. Po pewnym czasie półkule zamieniają się obowiązkami, a więc czuwająca zapada w sen, a odpoczywająca się budzi. Dzięki temu każda orka nawet podczas snu wie, co się wokół niej dzieje. Jednak wbrew przypiętej łatce zabójcy zwierzęta te w rzeczywistości nie są zainteresowane polowaniem na płetwonurków czy człowieka w ogóle. Do tej pory brak rzetelnych doniesień o atakach orek na ludzi w ich środowisku naturalnym. Człowiek w wodzie albo tylko je zainteresuje, albo po prostu zignorują go i popłyną dalej. Inaczej sytuacja wygląda w oceanariach i różnych parkach rozrywki. Nawet pokaźny basen nie będzie zapewniał im takiej przestrzeni do pływania, jaką mają w oceanach, a wskutek tego często wiotczeją im mięśnie płetwy grzbietowej, która w następstwie opada na bok ciała. Dodatkowo stworzenia wykazują oznaki depresji, co może doprowadzić do zachowań nerwowych, a nawet wręcz agresji w stosunku do obcujących z nimi ludzi. Odnotowano kilkanaście takich ataków na człowieka, z których część niestety okazała się śmiertelna w skutkach. Szczególnie nieobliczalny był samiec o imieniu Tilikum, bo podczas swego życia w parku rozrywki w Orlando na Florydzie zabił trzy osoby.

Dialekt klanu

Orki są zwierzętami towarzyskimi, żyjącymi w stadach o liczebności wahającej się od kilku do kilkudziesięciu osobników. Lubią się ze sobą bawić, przy czym często wykorzystują inne zwierzęta, które niczym piłkę przepychają pod wodą lub podrzucają w powietrze. Dominującą rolę odgrywają tu samice, natomiast dorosłe samce z reguły nie wchodzą im w drogę i pływają na obrzeżach gromady. Pomiędzy osobnikami wytwarzają się silne więzi. Każda matka chroni swoje potomstwo i zapewnia mu pożywienie oraz przygotowuje do życia w społeczeństwie orek. Wydawanymi dźwiękami, stuknięciami pyska, ruchami ciała, czasem lekkimi ugryzieniami pokazuje dominację oraz to, jak zrobić coś, co można, a czego nie wolno.

Podstawową jednostką w społeczeństwie orek jest grupa rodzinna składająca się z dominującej samicy oraz jej córek i dorastających synów. Więzi pomiędzy rodzeństwem nie ustają zarówno po śmierci matki, jak i wówczas, gdy poszczególne osobniki zakładają swoje rodziny. Kilka takich grup o wspólnych przodkach tworzy klan. Każdy z klanów ma swój schemat wydawanych dźwięków, jakby dialekt, za którego pomocą orki rozpoznają się i utrzymują ze sobą kontakt. Ta osobliwa mowa wydaje się jedną z najbardziej zaawansowanych spośród wszystkich zwierząt na Ziemi. Dialekt jest przekazywany z pokolenia na pokolenie, stanowiąc swoisty element kultury językowej orek. Młode osobniki na początku swojego życia wydają z siebie mało zróżnicowany repertuar dźwięków, który z czasem głównie wskutek nauk matki zostaje wzbogacony. Niekiedy – podobnie jak w przypadku ludzi z różnych rejonów świata – dialekty te są zupełnie odmienne. Nawet jeśli obszary zajmowane przez klany się zazębiają, to zwierzęta trzymają się raczej w obrębie swojej grupy językowej i nie wchodzą w interakcje z innymi, ale pomimo istotnych różnic w „języku” prawdopodobnie wszystkie potrafią się ze sobą w jakimś stopniu porozumiewać. Zaobserwowano, że czasem w momencie spotkania dwa klany zaczynają wydawać z siebie trochę inne tony niż zazwyczaj – być może zwierzęta posiadają schemat podstawowych dźwięków, który jest zrozumiały dla każdego z nich niezależnie od przynależności klanowej.

Mówiący nosem

Orki oceaniczne, podobnie jak i inne gatunki delfinów, wydają dźwięki umiejscowionym na czubku głowy nosem. Poniżej nozdrzy w jamie nosowej znajdują się worki powietrzne, w których powietrze jest sprężane. Odbywa się to najpierw w jednym z worków, a następnie wskutek silnego skurczu mięśni przepompowywane jest do drugiego. Podczas przemieszczania się powietrze przeciska się przez obecne pomiędzy workami tkanki miękkie, które zaczynają wibrować i tym samym generować dźwięk. Orka może wielokrotnie przepompowywać powietrze nawet przy zaciśniętych nozdrzach pod wodą. Dzięki temu w przeciwieństwie do człowieka może emitować nawet donośne tony, nie martwiąc się, że zabraknie jej powietrza (wprawdzie czasem w trakcie podwodnych rozmów orek widać wydobywające się z ich nozdrzy pęcherzyki powietrza, ale powstają one raczej przypadkowo, może nawet dla zabawy).

Orki wydają z siebie cały repertuar przeciągłych i krótkich dźwięków nawet o bardzo wysokim poziomie natężenia, z których najsilniejsze przekraczają 120 dB. Niekiedy pływające po powierzchni wody stado jest tak hałaśliwe, że słychać je zarówno w powietrzu, jak i pod wodą w promieniu wielu kilometrów. Wyróżnić wtedy można piskliwe, terkoczące, klaszczące i świszczące tony, z których część z reguły jest stale powtarzana niczym refren jakiejś piosenki, a pomiędzy nimi wtrącane są inne. Naukowcom jednak ciągle nie udało się zrozumieć sensu tej rozmowy, gdyż liczba brzmień emitowanych przez poszczególne osobniki jest znaczna. Pod tym względem wzajemna komunikacja w stadzie orek bardzo przypomina ludzką.

Widzieć echem

Echolokację w skrócie można określić jako widzenie uszami. Polega ona na wysyłaniu dźwięków o różnym natężeniu i częstotliwości, a następnie wsłuchiwaniu się w nie, gdy zostaną odbite od różnych elementów otoczenia. Część z nich stanowią ultradźwięki, znajdujące się poza górnym zakresem słyszalności dla człowieka, wynoszącym 20 kHz. Orki zwłaszcza podczas polowania generują serię trwających milisekundy klików, zwykle o częstotliwości z zakresu 45– 80 kHz. System echolokacyjny składa się z melona, czyli zbiornika tłuszczu w okolicach czoła, worków powietrznych i kanału w dolnej szczęce, wypełnionego oleistą substancją. Generowane w workach dźwięki dostają się do melona, który pełni funkcję soczewki – skupia wibracje i wysyła je w określonym kierunku. Odbite od podwodnych obiektów echo jest wychwytywane przez dolną szczękę, wypełnioną galaretowatą substancją, której drgania są przenoszone do ucha środkowego, a następnie do mózgu. W mózgu sygnał jest odpowiednio przetwarzany, aby powstał obraz tego, co znajduje się wokół zwierzęcia. System detekcji jest na tyle sprawny, że nawet w kompletnej ciemności orka może dostrzec zdobycz wielkości piłeczki tenisowej z odległości ok. 200 m.

Ekotypy

Poszczególne grupy orek z reguły zamieszkują jakiś rejon oceanu i nie odbywają dalekich migracji. Obecnie najlepiej przebadana jest populacja, która zasiedla wschodnią część Pacyfiku, niedaleko zachodnich wybrzeży Ameryki Północnej. W obrębie występujących tam zwierząt wyróżniono trzy ekotypy orek, różniące się pod względem budowy, repertuaru wydawanych dźwięków oraz specjalizacji w polowaniu na określony typ zwierząt. Dlatego naukowcy sugerują, że być może należałoby w obrębie rodzaju orka wydzielić osobne gatunki lub podgatunki. Pierwszy ekotyp to tzw. orki osiadłe, które żyją na małym obszarze, bliżej brzegów, a ich głównym pokarmem są różne ryby, szczególnie z gatunków śledziokształtnych i łososiowatych. Drugi to orki wędrowne, często przemierzające znaczne rejony wzdłuż wybrzeży kontynentu. Wyspecjalizowały się w polowaniu na ssaki morskie, spośród których najczęściej atakują foki, uchatki, a czasem nawet kaszaloty i humbaki. Trzeci stanowią orki szelfowe, które żyją z dala od brzegu i penetrują rejon na granicy szelfu kontynentalnego i otwartych wód oceanu. Polują głównie na rekiny, co widać po licznych ranach i bliznach zostawianych przez zęby rekinów na ich ciałach.

Zuchwali łowcy

Pokarmem wilków oceanu jest w zasadzie wszystko, co nadaje się do zjedzenia, a więc głównie ryby, głowonogi oraz różne ssaki i ptaki morskie. Czasem w rejonie Arktyki udaje im się schwytać dość nietypowy i zarazem dorodny kąsek w postaci łosi, jeleni i niedźwiedzi polarnych. Te zwierzęta niekiedy przepływają pomiędzy krami i niewielkimi wyspami, a więc okazyjnie padają łupem czyhających na nie pod wodą łaciatych drapieżników. Orki mają doskonałą umiejętność zorganizowanego polowania w grupie. W poszukiwaniu pokarmu pokonują nawet 150 km dziennie. Poszczególne osobniki płyną w odległości do 100 m od siebie i bacznie obserwują toń oraz przeczesują ją skanerami echolokacyjnymi. Na łowach zachowują się jak świetnie wyszkolona wataha. Gdy zauważą ofiarę, w momencie ataku wykonują szereg dość złożonych i skoordynowanych czynności, które wyglądają, jakby były dobrze przemyślane. Orki często wręcz zadziwiają w takich sytuacjach kreatywnością. Grupy wyspecjalizowane w polowaniu na ławice ryb zataczają wokół nich coraz mniejsze kręgi i wypuszczają bąbelki powietrza. W efekcie przerażone stworzenia zbijają się w ciasną kulę obronną. Na to tylko czekają orki, które szybko podpływają i – robiąc podwodnego fikołka – uderzają potężnym ogonem w ściśnięte ryby. Za tak ogłuszonymi i poturbowanymi ofiarami nie trzeba się uganiać. Podobną taktykę stosują też delfiny polujące na duże rekiny. Najpierw osaczają ofiarę z boków i od dołu, a następnie – zataczając kręgi – zmuszają ją do ucieczki ku powierzchni. Później na przemian podpływają do niej i wynurzając masywną płetwę ogonową nad wodę, wymierzają jej potężny cios z góry. W ten sposób ogłuszony rekin nie ma sił ani do pływania, ani do obrony, a więc staje się łatwą zdobyczą.

Niektóre klany są tak zuchwałe, że polują nawet na stada humbaków i kaszalotów, zwłaszcza gdy zauważą pomiędzy dorosłymi osobnikami ich niewielkie potomstwo. Często w wyniku szybkiego, lecz pozorowanego ataku udaje im się wywołać zamieszanie w stadzie, a następnie odpędzić od matki i złapać małego bezbronnego wieloryba. Z kolei niektóre grupy orek z rejonu Antarktydy wyspecjalizowały się w polowaniu na pingwiny, foki i uchatki. Są na tyle sprytne, że wślizgują się przodem ciała na brzeg kry i chwytają wypoczywającą na niej zdobycz. Jeśli znajduje się ona poza bezpośrednim zasięgiem, to starają się pyskami wywrócić krę lub ją skruszyć i w ten sposób dopaść swoją ofiarę. Gdy kra jest solidna, orki najpierw ustawiają się w linii jedna obok drugiej, a następnie zwartym szykiem ruszają gwałtownie w jej kierunku. Płyną szybko tuż pod powierzchnią wody, co wytwarza solidną falę, która przetaczając się przez krę, spłukuje fokę lub stadko pingwinów wprost do wody. W przypadku orek zamieszkujących wody przybrzeżne Ameryki Południowej zaobserwowano chyba najbardziej zuchwałą technikę polowania. Z impetem wślizgują się na plażę z wypoczywającymi na niej uchatkami, po czym chwytają je w pysk i mozolnie wyginając ciało, wracają do wody. Jedynymi zwierzętami, których orki raczej nie atakują, są samce kaszalotów, z natury bardzo bojowe. Również rzadko interesują się największymi zwierzętami oceanu, czyli dorosłymi płetwalami błękitnymi.

Inteligentni towarzysze

Orki są ciekawskimi i mało bojaźliwymi stworzeniami i dlatego chętnie nawiązują kontakt z człowiekiem. W wodach przybrzeżnych Australii niedaleko miasta Eden na przełomie XIX i XX w. funkcjonowała przez kilkadziesiąt lat niezwykła kooperacja wielorybników z grupą kilkunastu orek. Dostając wyrzucane za burtę łodzi smaczne kąski, będące szczątkami upolowanych wielorybów, szybko pojęły, że człowiek umie schwytać zwierzęta, które dla nich są dość trudnym przeciwnikiem. W efekcie w zamian za smakołyki co jakiś czas z własnej inicjatywy i bez udziału ludzi przypędzały wieloryby do zatoki. W czasie tej skoordynowanej nagonki większość łowców odgradzała drogę ucieczki wielkim ssakom na otwarte wody oceanu, a kilku podpływało bliżej brzegu. Następnie donośnie gwiżdżąc oraz wyskakując z wody, orki informowały wielorybników, że czas na łowy. Szczególnie pomocny był samiec nazwany Old Tom, który podczas polowań płynął przed łodziami i podekscytowanymi piskami wskazywał, gdzie w danej chwili są ścigane wieloryby. Niestety pewnego dnia znaleziono go martwego na plaży i od tamtego czasu niezwykła współpraca zaczęła ustawać. Na cześć tej kooperacji orki z człowiekiem w 1938 r. w tym australijskim mieście powstało Eden Killer Whale Museum, w którym honorowe miejsce zajmuje szkielet niezwykłego Old Toma. Oprócz niego znajdują się tam sprzęt wielorybniczy oraz setki pisemnych dokumentów, zdjęć i nagranych relacji wielu świadków, które potwierdzają tamtejsze wydarzenia.

Również przetrzymywane w niewoli orki często zaskakują swymi umiejętnościami i współpracą z człowiekiem. Doskonale odróżniają swoich opiekunów od obcych ludzi, nawet gdy wszyscy zostaną jednakowo ubrani. Potrafią nauczyć się wielu sztuczek, gdyż rozumieją komendy treserów, zarówno głosowe, jak i wydawane za pomocą rysunków na tablicach czy gestów. Dodatkowo są zdolne imitować zasłyszane odgłosy innych zwierząt oraz ludzką mowę. Szczególne uzdolnienia wykazuje znajdująca się w Parku Rozrywki Marineland we Francji orka Wikie, którą opiekunowie nauczyli kilku słów po angielsku. Na razie umie się przywitać (hello), pożegnać (bye-bye) i policzyć do trzech (one, two, three). Wprawdzie zapewne nie rozumie sensu wypowiadanych słów, ale skoro wydaje je nosem, można jej zdolności językowe uznać za wybitne.

dr Radosław Żbikowski

01.09.2020 Numer 9/2020
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną