Środowisko

Zagadki Madagaskaru

Numer 8/2020
Madagaskar na zmodyfikowanym przez naukowców z NASA zdjęciu satelitarnym, na którym uwypuklono rzeźbę terenu oraz szatę roślinną. Madagaskar na zmodyfikowanym przez naukowców z NASA zdjęciu satelitarnym, na którym uwypuklono rzeźbę terenu oraz szatę roślinną. Anton Balazh / Shutterstock
Na tysiąc lat przed Kolumbem, który pokonał Atlantyk, i Magellanem, który pokonał Pacyfik, pierwsi żeglarze zaczęli przemierzać Ocean Indyjski. I tak odkryli wielką wyspę odizolowaną od świata od prawie 100 mln lat. Niestety, pojawienie się ludzi przyniosło kres temu dawnemu dziewiczemu światu.
Cryptoprocta spelea – wymarły, największy ssak drapieżny Madagaskaru.Wikimedia Commons Cryptoprocta spelea – wymarły, największy ssak drapieżny Madagaskaru.
Voay ­robustus – krokodyl z Madagaskaru; wymarł ok. 2 tys. lat temu.Wikimedia Commons Voay ­robustus – krokodyl z Madagaskaru; wymarł ok. 2 tys. lat temu.
Archaeolemur edwardsi – wymarły gatunek dużego lemura z Madagaskaru.Wikimedia Commons Archaeolemur edwardsi – wymarły gatunek dużego lemura z Madagaskaru.
Replika ­okrętu, na którym w VIII w. Malajowie przemierzali Ocean Indyjski. Zbudowano go 20 lat temu i nazwano „Borobudur”, od nazwy buddyjskiej świątyni na Jawie, w której znajduje się płaskorzeźba przedstawiająca okręt.Wikimedia Commons Replika ­okrętu, na którym w VIII w. Malajowie przemierzali Ocean Indyjski. Zbudowano go 20 lat temu i nazwano „Borobudur”, od nazwy buddyjskiej świątyni na Jawie, w której znajduje się płaskorzeźba przedstawiająca okręt.
Kobiety z ludu Ma’anyan, zamieszkującego Borneo i zarazem blisko spokrewnionego z mieszkańcami Madagaskaru.Wikimedia Commons Kobiety z ludu Ma’anyan, zamieszkującego Borneo i zarazem blisko spokrewnionego z mieszkańcami Madagaskaru.
Tradycyjna łódź rybaków z Madagaskaru z dwoma pływakami po bokach, niewiele różniąca się od łodzi innych ludów austronezyjskich.Wikimedia Commons Tradycyjna łódź rybaków z Madagaskaru z dwoma pływakami po bokach, niewiele różniąca się od łodzi innych ludów austronezyjskich.
Rodzina języków austronezyjskich – mowa dwóch oceanów.Wikimedia Commons Rodzina języków austronezyjskich – mowa dwóch oceanów.
Wóz ciąg­nięty przez woła – tradycyjny ­środek ­transportu na Borneo i Madagaskarze.sunsinger/Shutterstock Wóz ciąg­nięty przez woła – tradycyjny ­środek ­transportu na Borneo i Madagaskarze.
Mieszkańcy południowego Madagaskaru.iman satria/Shutterstock Mieszkańcy południowego Madagaskaru.

Gigantyczne trzymetrowe ptaki-słonie, ważące ponad 500 kg i znoszące jaja osiem razy większe od strusich. Lemury rozmiarami dorównujące samcowi goryla. Drapieżniki wielkości pumy, ale niemające nic wspólnego z kotami. Karłowate hipopotamy, pięciometrowe krokodyle z małymi rogami na głowie i dziesiątki innych osobliwych zwierząt. To nie kraina z dziecięcej bajki czy nieznanej powieści Jules’a Verne’a, ale Madagaskar sprzed półtora tysiąca lat, a także sprzed setek tysięcy i milionów lat.

Przyroda tej odizolowanej od świata wyspy ewoluowała po swojemu od czasu, gdy ten półtora raza większy od Polski ląd najpierw przed 130–140 mln lat pożegnał się z Afryką, a potem jakieś 50 mln lat później oddzieliły się od niego Indie wraz z mikrokontynentem Seszeli. Tak oto siły tektoniczne globu skazały Madagaskar na samotność. Dystans ok. 400 km, dzielący go od Afryki, okazał się przepaścią nie do pokonania przez afrykańskie gatunki. Madagaskarska flora i fauna rządziły się własnymi regułami. Aż pojawili się ludzie.

W ciągu kilkuset lat z wyspy zniknęły ptaki-słonie, wielkie lemury i potężne pumokształtne drapieżniki oraz karłowate hipopotamy. Ironia losu polega na tym, że ludzie, którzy tu dotarli i zamieszkali na stałe, także byli wyjątkowi pod względem dziedzictwa genetycznego. Izolacja geograficzna pozostała fundamentalną cechą Madagaskaru.

Zapisane w stalagmicie

Zagłada megafauny plejstoceńskiej, czyli dużych gatunków zwierząt żyjących na Ziemi podczas epoki lodowcowej (plejstocenu), była zjawiskiem powszechnym w wielu częściach świata. Wraz z ociepleniem klimatu i ekspansją człowieka przed 14–10 tys. lat z umiarkowanych szerokości geograficznych półkuli północnej zaczęły znikać mamuty włochate, lwy jaskiniowe, smilodony (tygrysy szablozębne), nosorożce włochate czy też gigantyczne jelenie, których głowy zdobiło poroże o rozpiętości 3,5 m. W Ameryce Środkowej i Południowej wymarł leniwiec wielki, który wagą dorównywał współczesnemu słoniowi, a gdy stawał na dwóch łapach, osiągał wysokość żyrafy. Szacuje się, że w samej tylko Ameryce Północnej pod koniec plejstocenu zniknęło ok. 90 gatunków zwierząt o masie większej niż 44 kg. Rozmiary wymierania w Eurazji z pewnością nie były mniejsze.

Dlaczego tak się stało? Zwykle podawane są dwa powody: zmiana klimatu oraz masowe polowania urządzane przez ludzi, których populacja szybko rosła. Ten drugi czynnik coraz częściej wskazuje się jako istotniejszy, a jednym z argumentów na jego rzecz są odkrycia dokonywane na rozlicznych wyspach. Okazuje się, że wkrótce po pojawieniu się tam ludzi dochodziło do zagłady miejscowych gatunków megafauny. Działo się to wiele tysięcy lat po zakończeniu epoki lodowcowej, gdy panował ciepły i stabilny klimat. Z arktycznej Wyspy Wrangla oraz z kalifornijskiego archipelagu Channel Island zniknął w ten sposób mamut karłowaty, na Nowej Zelandii wytępiono m.in. ptaka moa i orła haasta, indonezyjska wyspa Flores straciła karłowatego stegodona – krewniaka słoni. Rozmaite gatunki karłowatych słoni zniknęły też z Sycylii, Malty, Krety i innych wysp Morza Śródziemnego.

Areną identycznych zdarzeń stał się Madagaskar, przy czym większość z nich rozegrała się zaledwie tysiąc, półtora tysiąca lat temu. Nie ma żadnych wątpliwości, że sprawcą tej zagłady byli ludzie. Z niedawno przeprowadzonych badań paleontologicznych wynika, że główna rzeź dokonała się latach 700–1000. Wystarczyły trzy stulecia, aby fauna wyspy zmieniła się nie do poznania. Praktycznie znikły z niej wszystkie gatunki zwierząt o masie powyżej 10 kg. Niedobitki przetrwały jeszcze kilkaset lat w nielicznych niszach, ale i one w końcu odeszły w przeszłość. Antropolog Laurie Godfrey wraz z zespołem współpracowników rozprawił się ostatnio z popularną teorią, że za to wszystko odpowiada klimat, który stał się bardziej suchy, co doprowadziło do zniknięcia lasów ze znacznych fragmentów wyspy, a wraz z nimi wszystkich większych gatunków je zamieszkujących. Zdaniem naukowca co innego mówią jednak stalagmity zachowane w kilku jaskiniach Madagaskaru.

Stalagmit, powiększający się co roku o kolejne warstewki węglanu wapnia, może być doskonałym źródłem informacji o dawnym klimacie. Odkładające się w nim izotopy rozmaitych pierwiastków opowiadają m.in. o intensywności opadów – w kolejnych latach, dekadach i dłuższych cyklach. W ten właśnie sposób Godfrey i jego koledzy zrekonstruowali historię klimatu Madagaskaru w ciągu ostatnich dwóch tysięcy lat. I stwierdzili, że lata 780–960 należały do najbardziej wilgotnych w badanym okresie. Zatem monsun docierający znad Oceanu Indyjskiego nie żałował wyspie wody. O suszy nie mogło być mowy.

Zarazem stalagmity kryły pewną niespodziankę. Potwierdziły, że mniej więcej na przełomie IX i X w. – czyli niemal dokładnie wtedy, gdy populacje madagaskarskiej megafauny gwałtownie się zmniejszyły – lasy na wyspie zaczęły być powszechnie zastępowane przez trawy. Naukowcy dowiedzieli się tego, zabierając do laboratorium chemicznego próbki pobrane z kolejnych rocznych przyrostów stalagmitów i mierząc w tych warstewkach proporcję dwóch stabilnych izotopów węgla: 13C i 11C. Takie pomiary pozwalają prześledzić zmiany zachodzące w szacie roślinnej i środowisku naturalnym. Bez wątpienia ok. 900 r. coś ważnego wydarzyło się na Madagaskarze. Ale co, skoro nie były to zmiany klimatyczne? Nasuwała się oczywista odpowiedź: motorem zmian musiał być człowiek. Problem polegał na tym, że taka konkluzja kłóciła się z wcześniejszymi ustaleniami archeologów i antropologów, których zdaniem ludzie pojawili się na wyspie już wcześniej – choć i tak zdumiewająco późno, biorąc pod uwagę, jak mały dystans w linii prostej dzieli ją od afrykańskiej kolebki Homo.

Zapomniana wyspa

Długo uważano, że pierwsi ludzie pojawili się na Madagaskarze 3–4 tys. lat temu. Najpierw w zachodniej części wyspy znaleziono liczące 2,5 tys. lat ślady nacięć pozostawionych na kościach lemurów przez kogoś, kto najwyraźniej sprawiał upolowaną zdobycz. Potem w innym miejscu natrafiono na podobne nacięcia wykonane na kościach hipopotamów. Pochodziły sprzed 3,5–4 tys. lat. Inne odkrycia z tego samego okresu sugerowały, że jacyś ludzie mogli tymczasowo zamieszkiwać skalne nisze na zachodnim brzegu wyspy. Jednak w 2018 r. paleontolog James Hansford i antropolożka Patricia C. Wright wywołali małą sensację. Na łamach prestiżowego czasopisma „Science Advances” poinformowali o znalezieniu na kościach ptaków-słoni śladów przypominających nacięcia wykonane ludzką ręką uzbrojoną w jakieś narzędzie. Zaskakująca była podana przez badaczy data tego znaleziska. Twierdzili, że liczy ono 10,5 tys. lat, co oznaczało, że ludzie mogli pojawić się na wyspie wiele tysięcy lat wcześniej, niż zakładano, zaraz po zakończeniu ostatniej epoki lodowcowej. Nadal jednak jest to okres znikomy w porównaniu z historią rodzaju Homo, rozgrywającą się na nieodległym Czarnym Lądzie. Aż wierzyć się nie chce, jak potężną barierą geograficzną okazał się Kanał Mozambicki, oddzielający Madagaskar od Afryki od grubo ponad 100 mln lat.

Wyobraźmy to sobie: z jednej strony mamy olbrzymi ląd, po którym już od kilku milionów lat przechadzają się rozmaite hominidy. Wiele z nich zamieszkuje wschodnią i południową część kontynentu, skąd ich następcy wyruszą na podbój Ziemi, kolonizując stopniowo kolejne kawałki Starego Świata. Ale do niedalekiego Madagaskaru żadne nowinki ewolucyjne nie docierają. Jedynymi przedstawicielami naczelnych pozostają lemury, a w przerwaniu izolacji nie pomaga nawet to, że podczas kolejnych chłodnych faz epoki lodowcowej, gdy poziom oceanu opada o kilkadziesiąt metrów, dystans od Afryki zmniejsza się do jakichś 300 km. Dla trzymających się lądu hominidów przeszkoda wodna wciąż była zbyt wielka. Pokonana została dopiero 10 tys. lat temu. Jednak brak jakichkolwiek przedmiotów pozostawionych przez tych pierwszych, a także kolejnych przybyszy (nie mówiąc o ich kościach) sugeruje, że nawet jeśli regularnie tu przypływali, to raczej nie pozostawali długo. Może organizowali sekretne wyprawy po jakieś cenne trofea? Ta okazjonalna obecność ludzi nie miała większego wpływu na oryginalną przyrodę Madagaskaru. Jeszcze bardzo długo pozostawał on dziewiczą wyspą.

O jego istnieniu wiedzieli nieliczni. Grecki historyk Herodot opisuje wyprawę, którą ok. 600 r. p.n.e. zorganizował faraon Necho II, wysyłając fenickich żeglarzy w podróż dookoła Afryki. Wypłynęli z Morza Czerwonego i powrócili do Egiptu przez Morze Śródziemne. Po drodze pokonali oczywiście Kanał Mozambicki, płynąc wzdłuż lądu afrykańskiego, ale o Madagaskarze się nie dowiedzieli. Wyspy nie znajdziemy też na mapie świata sporządzonej ponad 500 lat później przez Ptolemeusza, matematyka i geografa żyjącego w II w. w Aleksandrii. W końcu jednak izolacja została przełamana, przynosząc zagładę przyrodzie. Wróćmy do przełomowych wydarzeń z ostatnich wieków pierwszego tysiąclecia naszej ery, na których trop wpadł Godfrey ze współpracownikami.

Stalagmity nie były jedynym źródłem wiedzy dla naukowców. Równie cenne informacje znaleziono na dnie kilku madagaskarskich jezior. Muł denny, akumulujący się przez tysiące lat, bywa zaskakująco precyzyjnym źródłem informacji o dawnym środowisku naturalnym w jakiejś okolicy. Trzeba go tylko umiejętnie nawiercić, a wydobyte rdzenie poddać analizom laboratoryjnym. Na Madagaskarze w próbkach takiego mułu z lat 700–1000 odnaleziono znaczne ilości drobnych fragmentów węgla drzewnego oraz… liczne zarodniki grzybów z rodzaju Sporormiella, lokalizowanych na odchodach dużych zwierząt roślinożernych, np. bydła. Wszystko to mogło świadczyć o jednym: masowym wypalaniu lasów i ekspansji rolnictwa. „Nawet jeśli wcześniej Madagaskar zamieszkiwały na stałe jakieś społeczności zbieracko-łowieckie, to były one nieliczne i żyły w symbiozie z przyrodą. Prawdziwa fala Homo sapiens pojawiła się ok. 1300 lat temu i wkrótce potem zaczęła przekształcać środowisko naturalne, likwidować lasy, a zamiast nich zakładać pola uprawne i hodować krowy i inne zwierzęta. Trzy wieki później megafauna wyspy znalazła się na krawędzi zagłady” – konkludował Godfrey ze współpracownikami.

Pierwsi oceaniczni żeglarze

Kim byli ludzie, którzy skolonizowali Madagaskar? Skąd przybyli? Jak to się stało, że zapomniana wyspa, która przez miliony lat znajdowała się na marginesie historii, nagle została zaludniona? Najkrótszą odpowiedź można zawrzeć w dwóch słowach: żegluga i handel. Pierwszymi żeglarzami, którzy odważnie wyruszyli na podbój oceanów, byli… No właśnie, kto? Fenicjanie? Wikingowie? A może Chińczycy w swoich dżonkach? Nic z tego. Pionierami były ludy austronezyjskie, których przodkowie – jak się obecnie uważa – ponad 3 tys. lat temu wyemigrowali z Tajwanu, kierując się na południe i zasiedlając najpierw Filipiny, a następnie cały Archipelag Malajski, skąd zaczęli stopniowo podejmować coraz odleglejsze wyprawy, kolonizując kolejne wyspy Pacyfiku aż po Hawaje, Wyspę Wielkanocną i Nową Zelandię.

Niektórzy uważają, że Austronezyjczycy mogli dotrzeć nawet do Ameryki. Nie jest to wykluczone. Z pewnością byli doskonałymi żeglarzami. Budowali wielkie oceaniczne łodzie żaglowe zwane waka, które czasami łączyli po dwie – w ten sposób dali początek katamaranom – a czasami wyposażali je w boczne pływaki, co upodabniało je do trimaranów. Sztukę budowania łodzi, a potem statków doskonalili przez tysiące lat, podobnie jak sztukę nawigacji i znajomość prądów morskich i wiatrów. Tak stworzyli pierwszą thalassokrację – cywilizację, której celem było panowanie nad akwenami, a nie lądami.

Z czasem ten morski lud podzielił się na wiele narodów i państw. I podczas gdy jedni podążali na wschód, inni skierowali się na zachód – ku Oceanowi Indyjskiemu. Jakieś 1,5 tys. lat temu zdominowali handel pomiędzy Chinami a Sri Lanką i Indiami, który przechodził przez kontrolowaną przez nich cieśninę Malakka, oddzielającą indonezyjską wyspę Sumatrę od Półwyspu Malajskiego. Sami stali się kupcami. Pośredniczyli w wymianie cudzych towarów, ale oferowali też własne, przede wszystkim przyprawy, np. cynamon, który poprzez Indie i Bliski Wschód docierał do Cesarstwa Rzymskiego. W drugą stronę importowano religię, np. buddyzm z Indii. W VII w. hegemonem w tym handlu stało się na 500 lat buddyjskie państwo Śriwidźaja, założone przez jeden z ludów austronezyjskich – Malajów. W czasach świetności obejmowało Sumatrę i drugą wyspę Jawę, niemal cały Półwysep Malajski oraz wybrzeża Wietnamu i Kambodży. To ono zapewniało płynny obrót towarami na wschodnim odcinku Morskiego Szlaku Jedwabnego.

I to właśnie żeglarze wysłani przez władców państwa Śriwidźaja wytyczyli drogę morską przez Ocean Indyjski bezpośrednio do portów w Afryce i z pominięciem Indii. Ze wszystkich czterech oceanów ten pokonany został pierwszy. Malajscy żeglarze, a potem kupcy wiedzieli, jak wykorzystać passaty do bezpośredniej podróży na zachód i jak wracać do domu, korzystając ze sprzyjających wiatrów monsunowych. Tak powstał Cynamonowy Szlak o długości ok. 6 tys. km, który połączył Indonezję z Afryką Wschodnią, Madagaskarem i leżącym pomiędzy nimi archipelagiem Komorów.

Malgaska mieszanka

Nie skończyło się jednak na handlu. Po kupcach na drugim końcu Oceanu Indyjskiego zjawili się austronezyjscy migranci. Przypłynęli statkami niewiele różniącymi się od tych, którymi ich krewniacy podróżowali po Pacyfiku. Kontynent afrykański zupełnie ich nie interesował, ale wyspy w jego pobliżu – już tak.

Co ciekawe, tymi migrantami nie byli wcale Malajowie z Sumatry i Jawy, ale mieszkańcy Borneo, trzeciej pod względem wielkości wyspy świata. Ich geny odnaleźli naukowcy u współczesnych mieszkańców Madagaskaru, a szczegółowe badania przeprowadzone w ostatnich latach wykazały, że przybysze reprezentowali austronezyjską grupę etniczną Banjar, do dziś żyjącą w południowych prowincjach Borneo. Aby to ustalić, przebadano DNA ponad 3 tys. ludzi reprezentujących ok. 30 populacji z Indonezji, Madagaskaru i Komorów.

Naukowcy różnych specjalności – lingwiści, archeolodzy, antropolodzy i genetycy – od dawna próbują rozwiązać jedną z największych zagadek Madagaskaru, czyli pochodzenie zamieszkujących wyspę Malgaszy, których populacja liczy obecnie ok. 25 mln ludzi. Język malgaski składa się w 90% ze słów zapożyczonych z języka plemienia Ma’anyan, które także mieszka na Borneo, podobnie jak lud Banjar; oba są ze sobą spokrewnione.

Z drugiej strony Oceanu Indyjskiego pochodzi nie tylko język Malgaszy, ale też znaczna część ich kulturowej tożsamości. Sposoby obróbki żelaza, wygląd domów, łodzie z bocznymi pływakami, instrumenty muzyczne i niektóre tańce, a także uprawa wielu roślin, w tym ryżu, bananów, trzciny cukrowej, palmy kokosowej, pochrzynu i taro (wszystkie wywodzą się z Azji Południowo-Wschodniej), wskazują, że austronezyjscy koloniści przywieźli na Madagaskar także cały swój bagaż kulturowy. Prawdopodobnie najpierw pojawili się na Komorach, gdzie wymieszali się z rdzenną ludnością afrykańską, posługującą się językiem suahili, a dopiero po pewnym czasie kolejne ich fale skierowały się w stronę Madagaskaru, zajmując najpierw jego wschodnie wybrzeże (to od strony oceanu) i przystępując do wypalania tropikalnych lasów deszczowych. Później na północy i zachodzie wyspy pojawili się też Afrykanie, a następnie obie społeczności stopniowo wymieszały się w różnych proporcjach, wspólnie zamieniając dziewiczą wyspę w kraj rolniczy, przy czym jej centralne wyżyny zajęli głównie potomkowie Austronezyjczyków, którzy wycinali drzewa i zakładali poletka swojego ukochanego ryżu. Do dziś mieszkańcy centralnych wyżyn Madagaskaru, na których jest położona stolica kraju Antananarywa, zachowali najwięcej azjatyckich genów.

I pomyśleć, że cała ta historia zaczęła się od tego, że ktoś komuś zapragnął sprzedać trochę cynamonu, imbiru i innych przypraw. Jak zawsze zaczęło się od wymiany towarów, a skończyło na wędrówce ludów, wymianie genów i idei. Wciąż jednak nie wiadomo, dlaczego właściwie mieszkańcy Borneo postanowili opuścić swoje domy i poszukać innej wyspy do życia.

Andrzej Hołdys
dziennikarz popularyzujący nauki o Ziemi, współpracownik „Wiedzy i Życia”

01.08.2020 Numer 8/2020
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną