Środowisko

Gorąca przesyłka z jądra Ziemi

Numer 7/2020
Shutterstock
Pod Nową Zelandią odnaleziono prastary ocean zastygłej lawy.

Ponieważ nie możemy zajrzeć zbyt głęboko do wnętrza naszego globu, aby sprawdzić, co się tam znajduje, musimy pozostać przy metodach pośrednich, czyli analizowaniu fal sejsmicznych inicjowanych podczas trzęsień ziemi. Przypomina to trochę badanie ultrasonograficzne, dzięki któremu uzyskuje się obraz ludzkich narządów. W tym przypadku obiektem zainteresowania jest jednak planeta, a podgląda się ją za pomocą techniki nazwanej tomografią sejsmiczną. Po tę właśnie metodę sięgnęli Tim Stern i Simon Lamb, geofizycy z Victoria University of Wellington w Nowej Zelandii, aby ustalić, co znajduje się pod ich wyspiarskim krajem. Odkrycie okazało się zaskakujące.

– Nowa Zelandia leży na gigantycznym bąblu magmy, który dawno temu utworzył się na głębokości blisko 3 tys. km, na granicy jądra i płaszcza Ziemi. Następnie bąbel uniósł się, przebił skorupę ziemską i dotarł do powierzchni globu – opowiada Stern. Wszystko to wydarzyło się jakieś 120 mln lat temu, czyli w czasach dinozaurów.

Tego rodzaju strumienie gorącej magmy naukowcy określają pióropuszami płaszcza. Do ich powstania przyczynia się ciepło umykające z jądra Ziemi. Następnie ten impuls cieplny wędruje w górę wraz z płynną materią, która w końcu napotyka sztywną skorupę ziemską. Magma nie od razu pokonuje tę przeszkodę, ale rozlewa się pod nią, tworząc gigantyczne wybrzuszenie o średnicy wielu tysięcy kilometrów i wysokości nawet 2 km. Taką właśnie strukturę pod Nową Zelandią zobaczono na obrazach uzyskanych dzięki tomografii sejsmicznej. Wyniki badań ukazały się w „Science Advances”.

Pióropusz płaszcza, ponad którym znacznie później wyrosła Nowa Zelandia, w końcu przebił się przez skorupę ziemską, a wtedy na dno oceanu zaczęły się wylewać gigantyczne ilości lawy. Powstał z nich podwodny płaskowyż wielkości kontynentu. Gdy rozleciał się na trzy części, każda z nich powędrowała w inną stronę. Dziś są oddalone od siebie o wiele tysięcy kilometrów. Jeden kawałek tkwi pod północną wyspą Nowej Zelandii, drugi w pobliżu Wysp Cooka, a trzeci niedaleko Wysp Salomona. Dodajmy, że współcześnie taki pióropusz płaszcza funkcjonuje pod południową i wschodnią Afryką, podnosząc ją i zarazem stopniowo rozpoławiając wzdłuż ryftu (pęknięcia tektonicznego) noszącego nazwę Wielkie Rowy Afrykańskie.

01.07.2020 Numer 7/2020
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną