Środowisko

Z kalendarza: Światowy Dzień Szympansa

Z kalendarza: Światowy Dzień Szympansa. Pisze Jane Goodall

Numer 12/2019
O czym rozmyśla? O czym rozmyśla? Sergey Uryadnikov / Shutterstock
Skąd się biorą obyczaje w świecie zwierząt? Możemy chyba zaryzykować tezę, że są dziełem matek; no, może przy pewnym udziale doświadczeń z dzieciństwa i dziedziczności. /Z archiwum WiŻ/
Szympansy noce spędzają w koronach drzew.Coulanges/Shutterstock Szympansy noce spędzają w koronach drzew.
Szympans z prymitywnym narzędziem. Niektórzy twierdzą, że te małpy są jak nasi przodkowie 2 mln lat temu.Kletr/Shutterstock Szympans z prymitywnym narzędziem. Niektórzy twierdzą, że te małpy są jak nasi przodkowie 2 mln lat temu.
Wydłubywanie pożywienia z dziury w kamieniu. Szympansy korzystają jeszcze np. z kamiennych i drewnianych narzędzi do rozdrabniania twardych owoców.Danny Ye/Shutterstock Wydłubywanie pożywienia z dziury w kamieniu. Szympansy korzystają jeszcze np. z kamiennych i drewnianych narzędzi do rozdrabniania twardych owoców.
Samica rodzi jedno, rzadko dwoje młodych.Oleg Senkov/Shutterstock Samica rodzi jedno, rzadko dwoje młodych.

Ocena roli wychowania i natury powodowała wiele zażartych sporów w kołach naukowych. Ale spory ucichły i ogólnie przyjęto pogląd, że nawet u niższych zwierząt zachowanie jest wynikiem nakładania się czynników dziedzicznych i doświadczenia osobniczego. Im bardziej skomplikowany mózg zwierzęcia, tym większa rola uczenia się w kształtowaniu zachowania i tym większe różnice napotkamy między osobnikami. Informacje i lekcje otrzymane w czasie niemowlęctwa i dzieciństwa, gdy zachowanie jest najbardziej podatne na wpływy, mają prawdopodobnie największe znaczenie.

Dla szympansów, których mózg bardziej przypomina ludzki niż mózg któregokolwiek innego zwierzęcia, doświadczenie nabyte w dzieciństwie może mieć olbrzymi wpływ na zachowanie w wieku dojrzałym. Szczególnie istotny jest, jak sądzę, charakter matki, jej pozycja w rodzinie, a jeśli jest rodzeństwo, to również jego wiek i płeć. Bezpieczne dzieciństwo najprawdopodobniej prowadzi do pewności siebie i niezależności u dorosłego. Zakłócenia we wczesnym dzieciństwie mogą pozostawić trwałe ślady. W warunkach naturalnych prawie wszystkie matki opiekują się swoimi dziećmi wystarczająco sprawnie; ale również i tu obserwujemy wyraźne różnice w sposobach wychowania u różnych osobników.

Fifi i Pom

Trudno znaleźć dwie samice traktowane przez matki w dzieciństwie w sposób bardziej odmienny niż Fifi, córka Flo, i Pom, córka Passion. Flo i Passion stoją na przeciwległych krańcach skali; większość matek zajmuje miejsce pomiędzy nimi. Fifi miała cudowne, beztroskie dzieciństwo. Stara Flo była bardzo doświadczoną matką, serdeczną, cierpliwą, opiekuńczą i wesołą. W czasie gdy Fifi rosła, Figan był stałym członkiem rodziny i bawił się z nią, gdy matka nie miała na to ochoty, często pomagając młodszej siostrze w dziecinnych bójkach. Faben, starszy syn Flo, kręcił się również często w pobliżu. Flo, zajmująca wtedy najwyższą pozycję w hierarchii samic, była istotą towarzyską. Spędzała dużo czasu z innymi członkami społeczności, utrzymywała swobodne i przyjazne stosunki z większością samców. W tym otoczeniu Fifi była pewnym siebie, beztroskim dzieckiem.

Dzieciństwo Pom było ponure. Osobowości Passion i Flo były tak różne jak woda i ogień. Jeszcze w latach 60., gdy ją poznałam, Passion była samotniczką, nie miała żadnych bliskich towarzyszek, a w obecności samców pozostawała napięta i czuła się niezręcznie. Jako matka była zimna, niecierpliwa i ostra, rzadko bawiła się z dziećmi, zwłaszcza w pierwszych dwóch latach ich dzieciństwa. Pom, jako pierwsze dziecko, które przetrwało, nie miała rodzeństwa do zabawy i spędzała czas samotnie z matką; przeżyła trudne chwile w pierwszych miesiącach życia i była dzieckiem płochliwym, trzymającym się nerwowo Passion w obawie, że matka pójdzie sobie i ją zostawi. Nic dziwnego, że Pom i Fifi różnie reagowały na wyzwania, jakim sprostać musi młoda samica, dorastająca w leśnej głuszy.

Wszystkie młode szympansy przeżywają wstrząs i są przygnębione, gdy matka odstawia je od piersi, zabraniając nie tylko ssać, ale i jeździć na jej plecach. Następuje to zwykle w czwartym roku życia. Fifi w tym okresie przez kilka miesięcy była zdecydowanie mniej radosna i skora do zabawy; coraz więcej czasu spędzała, siedząc skulona, możliwie najbliżej matki. Szybko jednak przezwyciężyła depresję i gdy urodził się jej młodszy brat Flint, była znowu sobą: otwartą, radosną i pewną siebie. Depresja Pom trwała bez końca. Interesujące, że stosunek Passion do córki w trzecim roku jej życia ulegał czasami poprawie, stawała się bardziej cierpliwa i nieraz bawiła się z dzieckiem; prawdopodobnie dzięki temu Pom stała się stopniowo mniej lękliwa. Ale te oznaki poprawy stanu psychicznego znikły w czasie kryzysu odstawienia od piersi.

Niewątpliwie dla Pom było to znacznie cięższe doświadczenie niż dla Fifi, mimo że, ku mojemu zdumieniu, Passion stała się wtedy zaskakująco tolerancyjna: prawie zawsze spełniała prośby Pom o iskanie jej, a nawet pozwalała jej jeździć sobie na grzbiecie, tylko lekko protestując. Jeszcze kilka tygodni po zaniku pokarmu pozwalała Pom siedzieć przy sobie, z sutkiem w pyszczku i przymkniętymi oczyma, czasami nawet 20 minut. Ale nic to nie pomagało. Trudności Pom w przezwyciężeniu załamania z pewnością wynikały z szorstkiego traktowania w wieku niemowlęcym. Tak często jedyną pociechą dla niej było mleko matki, że teraz, gdy została go pozbawiona, dziecięce poczucie zagrożenia wróciło. Pom zaprzestała prób ssania matki dopiero na kilka tygodni przed urodzeniem się następnego dziecka Passion.

Dla wszystkich młodych szympansów pojawienie się nowego dziecka w rodzinie oznacza koniec dzieciństwa, zasadniczy krok ku niezależności – chociaż dopiero po trzech, a nawet sześciu latach zaczną opuszczać matkę i samodzielnie wkraczać w świat dorosłych. Fifi miała prawie pięć i pół roku, gdy urodził się Flint; opiekując się małym niemowlęciem, Flo nie mogła całej uwagi poświęcać starszej córce. Fifi nie była jednak przygnębiona, lecz zafascynowana i zachwycona nowym dzieckiem, i przez pierwsze dwa lata godzinami bawiła się z nim, wyczesywała i nosiła w czasie rodzinnych wędrówek. Zazdrośnie odpędzała inne dzieci, które chciały się z nim bawić, i wspólnie z Flo ratowała go z sytuacji grożących niebezpieczeństwem.

Pom, podobnie jak Fifi, była początkowo zainteresowana i zafascynowana urodzeniem się Profesora, ale wkrótce, gdy nowość przestała być atrakcją, wróciła do poprzedniego stanu depresji. I pozostała letargiczna i roztargniona przez większość pierwszego roku życia Profesora, rzadko okazując mu większe zainteresowanie. Nawet gdy w wieku pięciu miesięcy zaczął stawiać pierwsze niepewne kroki, co w przypadku Flinta stanowiło dla Fifi nieodpartą atrakcję, Pom pozostawała obojętna. Rzadko go nosiła, a gdy zaczynali się bawić, inicjatorem był z reguły Profesor. W końcu, stopniowo, Pom wyrwała się z depresji i braciszek bardziej ją zainteresował, a nawet stała się opiekuńcza.

Zalotnicy

Następny przełom w życiu młodej szympansicy to moment, gdy w wieku ok. 10 lat po raz pierwszy zaczyna być seksualnie atrakcyjna dla samców. Fifi była zachwycona tym nowym doświadczeniem. Czasami, gdy samiec nie był wystarczająco zainteresowany tym, co miała do zaoferowania, nachylała się i, zawsze pełna nadziei, wpatrywała w niego lub, ściślej, w jego narządy płciowe. Kiedyś posunęła się do dotknięcia ręką narządów samca, co zresztą przyniosło oczekiwany rezultat. Wkrótce samce traktowały Fifi jako najbardziej pożądaną partnerkę seksualną.

Gdy Pom stała się atrakcyjna płciowo dla dorosłych samców, podobnie jak Fifi uznała nowe doświadczenie za przyjemne i spieszyła do każdego samca, który wykazywał oznaki zainteresowania nią. Ale podczas gdy Fifi, poddając się seksualnym potrzebom samców, była spokojna i zrelaksowana, Pom kucała przed samcem napięta i zdenerwowana, a po zakończeniu stosunku odskakiwała, często z piskiem. Pojawiły się u niej dziwne, neurotyczne formy zachowania. Na przykład często, gdy podchodziła do samca, by się przywitać, w podnieceniu wydawała głośne warczące okrzyki poddania się i kucając przed nim, wyciągała rękę, dotykając jego twarzy, po czym odskakiwała. Irytowało to samce, które niekiedy odpowiadały grożącymi gestami, a nawet ją atakowały. I tak wzmagało się błędne koło nerwowości i napięcia. Trudno się więc dziwić, że Pom jako partnerka seksualna była znacznie mniej popularna niż Fifi w tym samym wieku.

Dorastające samice szympansa przechodzą okres bezpłodności pomiędzy pierwszą miesiączką a pierwszą ciążą. Okres ten trwa około dwóch lat. Zarówno Fifi, jak i Pom przez 10 dni cyklu w każdym miesiącu były seksualnie bardzo atrakcyjne dla samców i chętnie przyjmowały ich zaloty. Te dwa lata były najwyraźniej niezwykle korzystne dla Fifi. Flo czasem towarzyszyła córce, gdy ta udawała się na spotkania z samcami, ale była już stara i Fifi często szła bez niej, nabierając doświadczenia w samodzielnym obracaniu się w środowisku dorosłych, bez uciekania się do wsparcia matki, wysoko postawionej w społeczności. Dojrzewała społecznie i stawała się bardziej doświadczona i niezależna, a przy tym coraz silniejsza, mogła więc lepiej sprostać trudnościom macierzyństwa. Po każdym romansie Fifi wracała jednak do matki. Nadal więc była aktywnym członkiem rodziny, gdy Flo urodziła swoje ostatnie dziecko. Niestety, maleńka Flame przeżyła jedynie sześć miesięcy. Fifi, gdy tylko miała okazję i gdy nie była seksualnie zajęta samcami, uwielbiała ją nosić, wyczesywać i delikatnie bawić się maleńkim niemowlęciem, nabierając przy okazji macierzyńskiego doświadczenia.

Pod koniec dwuletniego okresu bezpłodności Fifi była często zabierana przez któregoś z samców zalotników w odległe zakątki terytorium szympansiej społeczności. Jeśli partnerowi się udało, para pozostawała tam, odseparowana od innych samców, przez cały okres nabrzmienia pośladków Fifi, sygnalizującego jej pobudzenie seksualne. W czasie takich „małżeńskich” epizodów samiec miał okazję począć dziecko. Jest jednak prawie pewne, że pierwsze dziecko Fifi zostało poczęte nie przez samca z własnej społeczności, lecz przez któregoś z sąsiedniej społeczności z Kalande na południu, gdyż Fifi wielokrotnie odwiedzała ich terytorium, posłuszna dziwnemu wewnętrznemu przymusowi wędrowania i parzenia się z obcymi samcami. Obserwowaliśmy to u wielu młodych szympansic w końcowym okresie dojrzewania. Wydaje się, że Fifi poczęła w czasie jednej z takich wędrówek, a do rodzinnej społeczności wróciła już w ciąży. Teraz, gdy pobudzenie seksualne ucichło, jej stosunki z Flo i siedmioletnim Flintem stały się jeszcze bliższe.

Dojrzewanie Pom przebiegało bardziej burzliwie. W tym czasie więzi między matką i córką znacznie się zacieśniły, w niektórych zachowaniach nawet bardziej niż pomiędzy Flo i Fifi. Passion zawsze wspierała córkę w starciach z innymi samicami w społeczności, a Pom stała się pewniejsza siebie i agresywna. Gdy w pobliżu nie było Passion, inne samice brały rewanż, wszczynając bójki z Pom. Ale jeśli Passion mogła usłyszeć krzyki córki, zawsze pędziła na ratunek i obie odgrywały się na napastniczkach.

Nawet gdy pośladki Pom były zaróżowione i wędrowała w poszukiwaniu samców, Passion często jej nie odstępowała. A jeśli Pom samotnie wędrowała z samcami, zwykle wracała do matki i maleńkiego Profesora, bo w ich towarzystwie czuła się pewniej. Dopiero po szóstym okresie zaróżowienia pośladków zobaczyliśmy Pom śpiącą wśród samców, daleko od rodziny. W odróżnieniu od Fifi Pom rzadko była zapraszana do „małżeńskiego” odosobnienia. Jednym z powodów było jej nienaturalnie intensywne przywiązanie do Passion.

Własne dziecko

Urodzenie pierwszego dziecka jest dla samicy wydarzeniem o zasadniczym znaczeniu. Potomka Flo zobaczyliśmy po raz pierwszy w maju 1971 r., gdy miał zaledwie dwa dni; dla upamiętnienia burzliwych przygód seksualnych matki nazwaliśmy go Freud. Tak jak oczekiwałam, Fifi była od początku spokojną i kompetentną matką; podobnie jak wcześniej Flo, chętnie bawiła się z synem, cierpliwa, pełna uczuć.

Pewnego dnia, gdy Freud miał zaledwie kilka miesięcy, jeden ze studentów zawołał mnie: „Czy to nie jest to, co robiła Flo?”. Fifi zawiesiła sobie dziecko na stopie wyciągniętej do góry nogi i zabawiała się z nim tak jak Flo z Flintem; nigdy przed nimi żadna z matek nie bawiła się z dzieckiem w ten wyjątkowy sposób. Fifi próbowała wcześniej, jeszcze jako dziecko, bawić się tak z maleńkim bratem, ale wtedy jej nogi były jeszcze zbyt krótkie; teraz naśladowała Flo doskonale. W ciągu pierwszego roku życia Freuda Fifi spędzała większość czasu z matką, ale ku mojemu rozczarowaniu Flo w niewielkim stopniu interesowała się wnukiem. Czasami przyglądała mu się i tolerowała, gdy wczepiał się jej we włosy. Była jednak wtedy już bardzo stara i z trudem wystarczało jej sił na poruszanie się w ciągu dnia. Nie miała ochoty na luksusy w rodzaju zabaw z niemowlęciem córki. Gdy umarła, Freud miał zaledwie 15 miesięcy.

A jak było z Pom i jej pierwszym dzieckiem? Miała dokładnie 13 lat, gdy urodził się Pan. Oczekiwałam, że będzie go traktowała tak, jak sama była traktowana w dzieciństwie, ale tym razem, na szczęście dla Pana, pomyliłam się znacznie w przepowiedniach. Pom była zdecydowanie bardziej czułą i cierpliwą matką niż Passion. Gdy widziałam, jak ostrożnie podtrzymywała w czasie wędrówki niemowlę, które zbyt słabo wczepiało się w jej futro, wydawało mi się, że będzie naprawdę wspaniałą matką. Jednak czegoś jej brakowało: w odróżnieniu od Fifi u Pom nie wykształciła się matczyna sprawność i koncentracja uwagi. Zachowanie Pom odzwierciedlało w pewnym stopniu sposób, w jaki matka odnosiła się do niej w dzieciństwie. Miała trudności z wygodnym utuleniem synka w ramionach, gdy był mały, lub być może po prostu nie zwracała na to uwagi. Często, gdy siedziała na drzewie, niemowlę ześlizgiwało się jej z kolan i wisiało na rękach, rozpaczliwie kopiąc nogami w czasie prób podciągnięcia się z powrotem. Dopiero gdy Pan zaczynał żałośnie piszczeć, spoglądała na niego i, jakby zdziwiona, sadowiła go z powrotem na kolanach. Ale nie próbowała go usadzić bezpieczniej, po chwili znowu ześlizgiwał się w dół i cała sekwencja wydarzeń się powtarzała. Podobnie jak Passion często ruszała w drogę, nie zabierając dziecka ze sobą, jednak w odróżnieniu od swej matki prawie natychmiast wracała do niego na najcichszy nawet pisk niepokoju. Zdawała się oczekiwać, że Pan pójdzie za nią, ale reagowała natychmiast, gdy okazywało się, że tego nie robi. Pom, podobnie jak Passion, nie przepadała za zabawami z dzieckiem, ale Pan nie cierpiał z tego powodu. Pom spędzała nadal wiele czasu z Passion i jej nowym dzieckiem, Paxem, o rok starszym od Pana, który był wspaniałym towarzyszem zabaw.

Pomimo że była lepszą matką, niż oczekiwałam, Pom straciła swe pierwsze dziecko. Byłam świadkiem przerażającego wypadku, który doprowadził do jego śmierci. Był to jeden z tych wietrznych poranków sierpniowych, gdy gwałtowne porywy wiatru pędzą doliną, szarpiąc koronami drzew, i spadają na jezioro, podnosząc wielkie fale. Od pół godziny leżałam na plecach i obserwowałam Pom i Pana, zajadających owoce palmy oliwnej, 15 m nad moją głową. Pan miał wtedy prawie trzy lata i był w stanie wyłuskać sobie owoc z jego twardej łupiny, ale na ogół wolał wypraszać garstkę na wpół przeżutą od matki. Przez pewien czas, wystraszony huraganowym wichrem, jak to się często zdarza małym szympansom, trzymał się kurczowo futra Pom. Ale potem nabrał śmiałości i wspiął się nieco wyżej. Nagle wyjątkowo gwałtowny podmuch wichru uderzył w liście palmy i Pan, jak pluszowa zabawka, poleciał z drzewa. Wydawało się, że płynie w powietrzu, z szeroko rozpostartymi nogami i rękami, jakby leżąc na niewidocznym materacu. Uderzył w spieczoną, twardą jak skała ziemię z głuchym, przerażającym łoskotem.

Chwilę potem usłyszałam dwa zduszone, łamiące serce wdechy i zapanowała cisza. Trzęsłam się, podchodząc do jego ciała: leżał tak, jak upadł, na plecach, z zamkniętymi oczami. Spojrzałam na Pom, osamotnioną w koronie drzewa; bardzo powoli, jakby przestraszona, zeszła na ziemię, zbliżyła się do synka i podniosła maleńkie ciałko. Ku mojemu zdumieniu Pan zacisnął palce na jej włosach i trzymał się sam, bez pomocy, podczas gdy matka powlokła się przed siebie; oczekiwałam, że to już jego ostatnie chwile. Przez następne dwie godziny Pom pozwalała dziecku odpocząć i wyczesywała jego futro – żadna matka nie mogłaby być troskliwsza. Pan długo ssał matkę, potem przytulił się do niej i zamknął oczy. Gdy się poruszał, czynił to bardzo wolno i, co bynajmniej nie dziwi, zdawał się otępiały. Doszłam do wniosku, że doznał co najmniej wstrząsu.

Pom zabrała potłuczone dziecko i wspięła się na wysokie drzewo, aby dalej jeść. Na nieszczęście zdarzyło się to w dniu, w którym musiałam wyjechać z Gombe; łódź czekała i nie mogłam śledzić dalszego ciągu tragedii. Gdy zobaczono Pom trzy dni później, dziecko już nie żyło. Prawdopodobnie doznało wewnętrznych obrażeń lub pęknięcia czaszki albo obu tych uszkodzeń równocześnie. Dziwnym zbiegiem okoliczności trzy tygodnie później, w Dar es-Salaam, siedmioletni synek kucharza moich sąsiadów spadł z palmy, lądując jak Pan na plecach. Zawieziono go do szpitala, gdzie stwierdzono liczne obrażenia wewnętrzne, łącznie z pęknięciem wątroby. Próbowano go ratować, jak umiano, ale wkrótce zmarł.

Byłoby niesprawiedliwe całą winą za wypadek obciążać Pom, oskarżając ją o zaniedbanie. Mogło się to przydarzyć każdemu dziecku. A jednak trudno mi sobie wyobrazić, żeby Fifi mogła utracić dziecko w ten sam sposób, ponieważ tak jak Flo i inne bardzo troskliwe szympansie matki była wyczulona na możliwe niebezpieczeństwa. Często rzucała się na ratunek dziecku, zanim jeszcze ono samo zaczęło wykazywać jakiekolwiek oznaki strachu czy niepewności.

Sukces rozrodczy i samiec alfa

Po śmierci Pana zaczęłam uważnie obserwować, jak Fifi żeruje z dziećmi na wysokich palmach podczas silnych wichrów; dziecko zawsze trzymało się blisko niej. Jakkolwiek nie wiem, czy było to wynikiem troskliwości Fifi, czy ostrożności samego dziecka, to obie możliwości sprowadzają się chyba do tego samego: jeśli dziecko jest ostrożne, to dlatego, że poprzednio, w podobnych okolicznościach, jego ruchy były ograniczane przez matkę.

Po tragicznej śmierci małego Pana Pom zachorowała, poruszała się jak w letargu i tak wychudła, że baliśmy się, iż nie przeżyje. Jej stosunki z matką stały się jeszcze bliższe i rzadko widywaliśmy je osobno. Pamiętam dzień, kiedy przypadkowo zostały rozłączone. Pom szukała Passion prawie przez godzinę, często cicho postękując, od czasu do czasu wspinając się na wysokie drzewa i rozglądając z wysoka na wszystkie strony. W szukaniu pomagał jej charakterystyczny zapach Passion; wędrując, obwąchiwała ziemię, czasami podnosiła z ziemi liść i również starannie go obwąchiwała. Gdy wreszcie matka i córka się spotkały, Pom podbiegła do Passion z cichymi piskami podniecenia i radości, po czym iskały się przez godzinę.

Jak potoczyły się dalsze losy Fifi i Pom? Otóż Pom po śmierci matki pozostawała bardzo samotna i w końcu opuściła społeczność. Fifi natomiast stała się jedną z szanowanych i najwyżej usytuowanych w hierarchii samic swojej społeczności. Utrzymywała bliskie, przyjazne stosunki z wieloma samcami i samicami. Osiągnęła również największy sukces rozrodczy w populacji Kasakela. Nie wiemy, czy o tym sukcesie zadecydował wkład genetyczny Flo, czy jej talenty macierzyńskie i wychowawcze, a może oba te czynniki łącznie. W każdym razie dwaj najstarsi synowie Flo, którzy odziedziczyli połowę genów po matce i najprawdopodobniej byli wychowani w ten sam sposób, również odnieśli sukces; szczególnie młodszy z nich, Figan, który przez pewien czas był najpotężniejszym, dominującym samcem alfa w udokumentowanej historii Gombe.

***

Fragment pochodzi z książki Jane Goodall „Przez dziurkę od klucza. 30 lat obserwacji szympansów”, Prószyński i S-ka 2019.

01.12.2019 Numer 12/2019

Czytaj także

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną