Środowisko

Gdzie zniknęły ryby?

Numer 11/2019
Sławomir Swerpel
Rybacy skarżą się, że w Zatoce Gdańskiej połowy drastycznie spadają, a w jej wewnętrznej części, czyli w Zatoce Puckiej, brakuje już ryb. Co doprowadziło do takiego stanu?
Mapa Zatoki Puckiej i lokalizacja dyfuzorów solanki (zaznaczone na czerwono). W latach 70. wody te były jednymi z najbardziej zanieczyszczonych rejonów Bałtyku.Infografika Zuzanna Sandomierska-Moroz Mapa Zatoki Puckiej i lokalizacja dyfuzorów solanki (zaznaczone na czerwono). W latach 70. wody te były jednymi z najbardziej zanieczyszczonych rejonów Bałtyku.
S/S „Stuttgart” został zatopiony w czasie ­nalotu aliantów na Gdynię jesienią 1943 r.Wikipedia S/S „Stuttgart” został zatopiony w czasie ­nalotu aliantów na Gdynię jesienią 1943 r.
Wnętrzności makreli zainfekowane nicieniami z rodzaju AnisakisPurino/Shutterstock Wnętrzności makreli zainfekowane nicieniami z rodzaju Anisakis
Zmiany ­zasobów dorsza, ­szprota i śledzia w Bałtyku na przestrzeni lat (wg ICES/HELCOM). SSB to biomasa stada tarłowegoInfografika Barbara Swerpel Zmiany ­zasobów dorsza, ­szprota i śledzia w Bałtyku na przestrzeni lat (wg ICES/HELCOM). SSB to biomasa stada tarłowego
Obszary składowania bojowych środków toksycznych w południowym Bałtyku (wg danych projektu Chemsea). Rozmiar ­okręgów oznacza względną ilość BST w danym miejscu.Infografika Barbara Swerpel Obszary składowania bojowych środków toksycznych w południowym Bałtyku (wg danych projektu Chemsea). Rozmiar ­okręgów oznacza względną ilość BST w danym miejscu.
Jedną z ryb chętnie spożywanych przez kormorany jest inwazyjna babka bycza.Dziurek/Shutterstock Jedną z ryb chętnie spożywanych przez kormorany jest inwazyjna babka bycza.

Według rybaków przyczyny mogą być różne. Bardzo często wskazują oni na wprowadzanie do wód zatoki solanki. Gdy koncern PGNiG zaczął tak postępować, nastał również początek mizernych połowów. Jaka jest prawda? Ustaleniem tego zajęli się polscy naukowcy, którzy podeszli do zagadnienia z uwzględnieniem zasady zwanej traditional environmental knowledge (TEK). – Najpierw należy wysłuchać tych ludzi, którzy z tego środowiska żyją, a potem sprawdzić każdą, nawet najbardziej absurdalną hipotezę, aby wykluczać po kolei fałszywe – mówi prof. Jan Marcin Węsławski z Instytutu Oceanologii PAN (IO PAN).

Sól spoza zatoki?

Od kilku lat koncern PGNiG przygotowuje podziemne kawerny do składowania importowanego gazu w złożach soli wieku permskiego, zalegających na obszarze lądu przyległym do Zatoki Puckiej. Metoda jest prosta – sól zostaje wypłukana oczyszczonymi ściekami, a następnie odprowadzona rurociągiem do Zatoki Puckiej. Tam solanka jest rozpraszana poprzez dyfuzory. Powstało podejrzenie, że ryby zatruły się związkami, które wypływają razem z solanką. W złożach soli występują bowiem zanieczyszczające ją utwory siarczanowe, a także przekładki metali ciężkich. – Monitoruje się stężenie tych metali w solance i jest ono znacznie poniżej alarmującego progu, lecz metale ciężkie mogą się odkładać w osadach i akumulować w organizmach morskich – wyjaśnia prof. Węsławski. – Dokładnie nie wiemy, co dzieje się w morzu. Sama sól rozprowadzana jest jednak bardzo dobrze i raczej nie ma powodów do niepokoju, że następują drastyczne zmiany gęstości wody czy ograniczenie wymiany gazowej w niej.

Sprawę ewentualnej szkodliwości występujących w solance metali ciężkich czy innych związków wyjaśniłyby niewątpliwie badania prowadzone podczas hodowli ryb w samej solance. Takie badania chciałby przeprowadzić Morski Instytut Rybacki (MIR) i próbuje przekonać niechętnego do tych prac inwestora.

Szkodliwe wycieki?

Na dnie Zatoki Gdańskiej znajdują się dwa wraki ze zbiornikami wypełnionymi paliwem, które może wyciec i spowodować niebezpieczne zanieczyszczenie środowiska wodnego. Są to „Stuttgart”, spoczywający w pobliżu Gdyni, i „Franken”, leżący na wschód od interesującego nas rejonu. Ich stan był sprawdzany przez Zakład Oceanografii Operacyjnej Instytutu Morskiego, a obecnie jest stale monitorowany przez Urząd Morski. Z badań wynika, że raczej to nie one spowodowały kłopoty rybaków z połowami. Takie niebezpieczeństwo mogłoby jednak zaistnieć w przyszłości.

Ze względu na występujące na ciałach ryb różne owrzodzenia podejrzewano także wyciek bojowych środków toksycznych (BST). Oczywiście owrzodzenia na skórze mogą być także skutkiem pasożytów, grzybów, bakterii czy wirusów. W całym Bałtyku zatopiono w sumie 50 tys. t BST, lecz z tego tylko niewielką część w Głębi Gdańskiej. Istnieją jednak przesłanki, że część broni chemicznej została wyrzucona za burtę w innych miejscach Zatoki Gdańskiej. Naukowcy z IO PAN znaleźli np. śladowe ilości związków arsenu w osadach w rejonie Jastarni. Znane składowiska są stale monitorowane.

Niektóre z BST mogą być szczególnie groźne dla środowiska morskiego, np. iperyty czy te zawierające arsen. Iperyt nawet po uwolnieniu z pojemników pozostaje przy dnie w formie stałej i powoli ulega przemianie do nietoksycznych form. Arsen może kumulować się w organizmach, jego nieorganiczna forma występuje przy tym w środowisku morskim dosyć powszechnie. Dopuszczalne jego stężenie w rybach wg ekspertów z FAO to 0,1 mg/kg. W latach 2016–2017 naukowcy z MIR sprawdzali je u dorszy pozyskiwanych na kilku łowiskach południowego Bałtyku. Najwyższe ze stwierdzonych stężeń było na szczęście 10-krotnie niższe od dopuszczalnego poziomu.

Chorobotwórcze organizmy?

Według części rybaków sprawcą zapaści połowowej jest jakaś choroba nękająca ryby. Tym bardziej że w patroszonych osobnikach widują pasożyty, najczęściej nicienie z rodzaju Anisakis, które występują w morzach na całym świecie. A winą za roznoszenie tych pasożytów rybacy obarczają foki. Cykl życiowy tych nicieni przebiega jednak z udziałem szeregu morskich organizmów, od skorupiaków i głowonogów poprzez różne gatunki ryb (m.in. dorsze, makrele, morszczuki, tuńczyki, sardynki, śledzie, turboty) aż po końcowych żywicieli – najczęściej walenie czy foki zjadające zarażone wcześniej nicieniami ryby. Foki wydalają potem z odchodami jajeczka do wody i cykl zaczyna się od początku. Wyginięcie fok może spowodować chwilowy spadek ilości nicieni w wodach, ale po pewnym czasie te znajdą inny sposób na zamknięcie swego cyklu życiowego. Być może z jeszcze gorszym skutkiem dla ryb.

– Wybijanie populacji ryb przez pasożyty byłoby sprzeczne z istotą pasożytnictwa. Pasożyt nie zabija żywiciela, tylko go osłabia. Co innego choroba powodowana przez wirusy czy bakterie, np. wrzodzienica, która atakuje najczęściej łososiowate, czasami dorsze i płastugi. Powoduje u ryb zanik śluzu i wówczas w tych miejscach na skórze pojawiają się wrzodziejące rany. Choroba pojawia się okresowo, dając w populacji często wysoki stopień zachorowań – przypomina prof. Węsławski. W latach 80. pojawiła się u węgorzy i ryb dennych, w 90. martwe ryby leżały w zatoce wzdłuż brzegu. – Ostatnio pojawiła się znowu, ale ryb jest znacznie mniej w zatoce, więc trudno określić jej rozmiar – dodaje profesor. Od 1994 r. MIR prowadzi monitoring – obserwacje zewnętrznych zmian patologicznych u ryb. Kiedy ostatnio zakończono 2-letnie badania dotyczące stanu zdrowia dorszy, to najwięcej owrzodzeń zanotowano u ryb w Zatoce Gdańskiej. Infekcje skórne powstają także wtórnie na ranach, a te mogą być spowodowane np. przez narzędzia połowowe czy minogi – przez ugryzienie. Przenoszą one wówczas bakterie na uszkodzoną skórę ryby. – Określenie zasięgu zmian chorobowych będzie jednak niezwykle trudne – uważa prof. Węsławski. – Będziemy prosili rybaków łowiących na wodach zatokowych, żeby nam dostarczali pozyskane ryby z uszkodzeniami widocznymi na skórze.

Żarłoczne foki?

Kolejnym sprawcą braku ryb w Zatoce Puckiej, wskazywanym przez rybaków, są foki. Dowodem mają być porozrywane sieci i zaplątane w nie morskie ssaki. Nie są to przypadki masowe, lecz jednak się zdarzają. Czy foka może tak znacznie uszczuplić zasoby ryb? Według Bartłomieja Arciszewskiego ze Stacji Morskiej Uniwersytetu Gdańskiego w Helu nie udało się tego dokonać fokom przez kilka tysięcy lat ich bytności w Bałtyku, także w okresie, kiedy ich populacja liczyła nawet 100 tys. sztuk. Tym bardziej nie uda im się teraz, kiedy populacja jest dwuipółkrotnie mniejsza. – Foki jedzą tylko tyle ryb, ile potrzebują. To drapieżniki, w swej naturze mają polowanie. Wybierają te osobniki, które łatwo chwycić. Kiedy ryby są unieruchomione w rybackiej sieci, stanowią łatwy cel, po który część fok sięga, oszczędzając w ten sposób energię. Nie jest to jednak zachowanie naturalne i niejednokrotnie ma dla fok tragiczne konsekwencje. Stosowane przez zatokowych rybaków sieci skrzelowe są tak skonstruowane, że stanowią śmiertelną pułapkę nie tylko dla ryb, ale i dla fok – wyjaśnia Arciszewski. Z tego powodu od ponad 40 lat rozwijana jest w krajach skandynawskich technika bezpiecznych narzędzi połowowych, takich jak klatki do połowów dorszy czy żaki pontonowe do połowu m.in. ryb łososiowatych. Ich konstrukcja uniemożliwia foce dostanie się do ryby, a przy tym nie może się ona w nie zaplątać.

Jedyne duże stado fok szarych bytuje w ujściu Wisły, a więc na granicy rozpatrywanego obszaru. Z obserwacji Stacji Morskiej UG w Helu wynika, że foki są obecne przez cały rok i stale migrują, stąd przypuszczenie, że mogą przynależeć do wielu stad. Występują tam osobniki obu płci, spotyka się też i młode. Stado liczy do 200 sztuk. – Jest ono rzeczywiście utrapieniem tamtejszych rybaków, ale niewiele o nim wiadomo – wyjaśnia prof. Węsławski. – A warto wiedzieć, czy grupa ta np. stanowi stale wymieniającą się część licznego, nawet kilkutysięcznego stada z północnych rejonów morza. Albo czy są to osobniki eksplorujące nowy rejon na krawędzi swego występowania i tak dalej. Są to podstawowe pytania biologiczne, na które wciąż nie mamy odpowiedzi.

Kormorany?

Kormoran jest naturalnym ptakiem bałtyckiej Europy, którą zasiedlił jakieś 9 tys. lat temu. Już w XIII w. był ptakiem bardzo licznym, ale ówcześni rybacy nie widzieli w nim jeszcze swego wroga. Od połowy XIX w. ich podejście zaczęło się zmieniać. Wskutek intensyfikacji produkcji rolnej wzrosło przeżyźnienie zbiorników wodnych i zaczęło roić się w nich od ryb, zwłaszcza planktonożernych. Szybko wzrastały połowy, lecz w rybakach wykiełkowała obawa, że stada wyławiających rybę kormoranów mogą zahamować ten wzrost. Zaczęto ptaka w sposób niemal bezwzględny tępić. Jego populacja radykalnie się zmniejszyła, ale gdy wprowadzono ochronę gatunku, bardzo szybko przekroczyła poprzedni stan. W ciągu ostatnich dziesięcioleci kormoran błyskawicznie zasiedlił bałtycką Europę.

Według dr. Szymona Bzomy z Grupy Badawczej Ptaków Wodnych KULING oprócz eutrofizacji także przełowienie zbiorników wodnych spowodowało taki rozwój populacji tych ptaków. – Zgodnie z zasadą drabiny troficznej, jeżeli wyłowimy 10 t ryb drapieżnych (np. szczupak, dorsz, śledź), to pozostanie w zbiorniku aż 100 t nieskonsumowanych przez nie ryb roślinożernych, które stanowią najczęstsze menu kormorana. Kormoran ma także pozytywny wpływ na ekosystemy, usuwa bowiem ryby nasilające zjawisko eutrofizacji – wyjaśnia dr Bzoma.

Około 2005 r. prawie we wszystkich nadbałtyckich krajach nastąpiło wyhamowanie liczebności kormorana, po czym zaznaczył się kilkuletni nieznaczny spadek. Od kilku lat jego populacja utrzymuje się na mniej więcej takim samym poziomie. Według obliczeń dr. Bzomy w 2010 r. przebywało w Polsce ok. 55 tys. dorosłych kormoranów.

Wstydliwa hipoteza

Do sprawdzenia jest także kilka innych hipotez. – Rybacy donoszą np., że zniknął pokarm tych ryb, czyli małże i skorupiaki – mówi prof. Węsławski. – Jednak według naszych badań wszystko wygląda prawidłowo, nie dostrzegamy żadnych tego rodzaju objawów. Przeciwnie, trawa morska w zatoce przyrasta, coraz więcej jest widlika, planktonu. Są skorupiaki. Ale być może pojawiły się skorupiaki, których ryby nie jedzą, mogliśmy też coś przeoczyć w dotychczasowych badaniach. Brak jest także stałego monitoringu środowiska w tej części Zatoki Gdańskiej.

Prof. Sapota z Instytutu Oceanografii UG zwraca uwagę na jeszcze jedno. Śledź, dorsz czy szprot to gatunki migrujące. Nie ma czegoś takiego jak śledź czy dorsz z Zatoki Gdańskiej. To, że są one tutaj albo gdzie indziej, zależy nie tylko od warunków biologicznych, lecz także fizycznych – np. temperatury wody, prądów, falowania.

Jednej z kolejnych przyczyn, która jest jak i poprzednie do sprawdzenia, rybacy nie lubią wymieniać. W latach 2009–2010 Stacja Morska UG w Helu prowadziła obserwacje rozmieszczenia sieci postawionych przez rybaków na Zatoce Puckiej. Wówczas okazało się, że prawie cała jest nimi zastawiona. Prof. Węsławski przyznaje, że wygląda to upiornie: – Chociaż rybacy narzekają na brak ryb, to z roku na rok stawiają coraz więcej sieci, które są coraz lepszej jakości i coraz dłuższe. A przykład negatywnych skutków wywołanych przełowieniem oraz niewłaściwymi narzędziami połowowymi mamy tuż za drzwiami zatoki – na Bałtyku.

Ciężki żywot dzisiejszego dorsza

W przeciwieństwie do śledzia, który składa ikrę w płytszych wodach przybrzeżnych, dorsz odbywa tarło w głębszych rejonach morza. Składa on ikrę w wodzie na tyle słonej (powyżej 14 PSU), żeby jaja mogły się swobodnie unosić. Warunkiem do rozwoju z nich narybku jest również natlenienie wody wynoszące co najmniej 6 ml/l. Dobre natlenienie głębinowych wód Bałtyku jest zaś możliwe tylko dzięki wlewom słonych i natlenionych wód z Morza Północnego, o czym decyduje cyrkulacja atmosferyczna. W latach 60. i 70. wlewy były bardzo częste, odnotowano ich kilkanaście, więc pustynie beztlenowe przy dnie miały niewielki zasięg, a dorsz miał dobre warunki do składania ikry. Dorsza było w bród, rybołówstwo przeżywało boom, połowy osiągnęły niespotykany wcześniej poziom. Kilka lat później nastąpiło załamanie. Częste wlewy się skończyły, rzeki odprowadzały do morza wody przepełnione związkami organicznymi, co w konsekwencji spowodowało powiększenie się beztlenowych obszarów przy dnie. Najbardziej traciły na tym stada dorszy bytujące we wschodniej części, bowiem wlew nie zawsze tam docierał. Tak było np. w 2014 r.

Negatywny wpływ na rozwój gatunku miało także stosowanie przez wiele lat niewłaściwych sieci. Rybacy woleli łowić dorodne ryby, więc rozmiar oczek sieci dobierano tak, żeby wyławiać z morza tylko duże sztuki, a zostawiać małe. Dla populacji ryb był to wyraźny ewolucyjny sygnał: nie opłacało się rosnąć, bo zostaniesz złapany i zabity. Pozostawała jedyna sensowna strategia rozwoju – rozmnażać się przy małych rozmiarach.

– Usuwając z populacji geny dorodnych ryb, doprowadzono do pozostawienia genów sztuk małych i słabych – podkreśla prof. Węsławski. – Kiedy więc szprot, którego na Bałtyku jest obecnie w bród, przemieścił się bardziej na północ, to osłabiony dorsz nie za bardzo jest skłonny wędrować tam za swoim ulubionym pokarmem. W dodatku w jeszcze bardziej słodkie wody, których unika. A jeżeli uwzględnimy do tego wpływ zmian klimatycznych, to możemy z dużym prawdopodobieństwem założyć, że jego populacja we wschodnim Bałtyku jest praktycznie na stopniowym wykończeniu.

Zagadka „zniknięcia” ryb czeka więc na swoje wyjaśnienie. Jeśli jednak uwzględnić postulat rybaków, żeby pozbawiony ryb obszar Zatoki Gdańskiej obwołać rejonem klęski ekologicznej, to przyniosłoby to kolejne negatywne skutki – na pewno nie przyjadą tu turyści na wypoczynek. A to niczym bumerang uderzy po pewnym czasie w samych rybaków.

***

Działania ICES i Komisji Europejskiej

W maju Międzynarodowa Rada Badań Morza (ICES) zaleciła znaczną redukcję połowów ryb (zwłaszcza dorsza i śledzia) na niektórych obszarach Bałtyku. Dwa miesiące później zareagowała Komisja Europejska. Wprowadzono do końca 2019 r. zakaz połowów dorsza we wschodniej części morza.

01.11.2019 Numer 11/2019

Czytaj także

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną