Środowisko

Podróż przez skały

Numer 7/2019
Przełom Dunajca w Pieninach. Przełom Dunajca w Pieninach. Tomasz Mazon / Shutterstock
Jak powstały karkonoskie Trzy Świnki? Czym różnią się od krośnieńskich Prządek? Skąd się wzięły lessy pod Szczebrzeszynem i bursztyny na północnym Mazowszu? Jak wyrosły Trzy Korony i które dinozaury przechadzały się 200 mln lat temu po Górach Świętokrzyskich? Polska to kraj zagadek geologicznych.
Trzy Korony – najwyższy szczyt Pienin.Arkadiusz Fajer/Shutterstock Trzy Korony – najwyższy szczyt Pienin.
Widok na Górę Św. Anny od strony północnej.Błażej Duk/Wikipedia Widok na Górę Św. Anny od strony północnej.
Pielgrzymy – majestatyczne ostańce skalne w Karkonoszach, osiągające 25 m wysokości. Rafal Cichawa/Shutterstock Pielgrzymy – majestatyczne ostańce skalne w Karkonoszach, osiągające 25 m wysokości.
Flisz karpacki, z którego zbudowane są m.in. Bieszczady.michal812/Shutterstock Flisz karpacki, z którego zbudowane są m.in. Bieszczady.
Trzy Świnki – skałki granitowe w masywie Karkonoszy.Artur Bogacki/Shutterstock Trzy Świnki – skałki granitowe w masywie Karkonoszy.
Pustynia Błędowska – fenomen krajobrazowy na skalę europejską.Michal Dziedziak/Shoot Shoot Pustynia Błędowska – fenomen krajobrazowy na skalę europejską.
Skamieniałe Miasto w pobliżu Ciężkowic na Pogórzu Ciężkowickim w Karpatach Zewnętrznych.fotohuta/Shutterstock Skamieniałe Miasto w pobliżu Ciężkowic na Pogórzu Ciężkowickim w Karpatach Zewnętrznych.

Dzieje geologiczne Polski były długie i zmienne. Wszystko to, co dzieje się dziś na ziemskim globie, działo się w jakimś momencie także na naszych terenach. Mieliśmy wielkie trzęsienia ziemi, erupcje wulkanów. Byliśmy dnem oceanicznym, archipelagiem wysp i stałym lądem. Stawaliśmy się Saharą, aby następnie upodobnić się do pokrytej wielokilometrowym lodem Antarktydy. Bywało u nas gorąco i bardzo zimno, sucho i bardzo wilgotno. Z głębin morskich wyrastały góry rozmiarów Himalajów, które erozja do spółki z wietrzeniem wyrównywała niczym wielki strug, zmieniając w płaskie jak stół równiny, które także nie były wieczne. Podczas kolejnych ruchów górotwórczych geologiczna winda jedne z nich wynosiła, a inne pogrążała, zamieniając w zapadliska przedgórskie zalewane przez morza.

Na terenie Polski znajdziemy wiele pozostałości z tej dramatycznej przeszłości geologicznej. Są wśród nich największe atrakcje turystyczne naszego kraju, ale też mniej spektakularne obiekty – grupy skałek, głazy narzutowe, moreny, wydmy, formy krasowe i wietrzeniowe, wychodnie skalne czy też liczne odsłonięcia skał powstałe w sposób sztuczny, głównie podczas wydobywania surowców mineralnych w kamieniołomach. Im zawdzięczamy wiele cennych znalezisk paleontologicznych, poczynając od najstarszych na Ziemi śladów czworonoga (Góry Świętokrzyskie) po liczne kości bardzo wczesnych krewniaków dinozaurów (Śląsk Opolski).

Skały mają nam wiele do opowiedzenia i zaoferowania. Tworzony od dekady Centralny Rejestr Geostanowisk Polski, prowadzony przez naukowców z Państwowego Instytutu Geologicznego, zawiera informacje na temat ponad 3700 obiektów. Znajduje się na stronie https://cbdgportal.pgi.gov.pl/geostanowiska/ i jest dostępny dla każdego. To kopalnia wiedzy na temat różnorodności geologicznej naszego kraju. Przyda się każdemu, kto chce aktywnie i świadomie poznawać przeszłość Polski, wbrew pozorom nie tylko geologiczną, ale też historyczną i ekonomiczną. Przyroda nieożywiona – wszystkie te góry, wyżyny, niziny, kotliny, doliny oraz mniejsze formy terenu – kształtowała miejsce życia przebywających tam ludzi, naszych przodków. To im wzgórza służyły do zakładania pierwszych osad i wznoszenia zamków, a skały – do pozyskiwania surowców mineralnych, kluczowych w rozwoju cywilizacji.

Szybko przybywa entuzjastów takiego poznawania świata. Nowy nurt zwany jest geoturystyką, a z jego narodzinami i rozwojem wiążą się takie inicjatywy jak tworzenie ścieżek geologicznych oraz całych geoparków chroniących szczególnie cenne obiekty. Światowa sieć UNESCO Global Geoparks liczy już 147 pozycji, w tym 39 z Chin, 13 z Hiszpanii, 10 z Włoch, 9 z Japonii, 7 z Francji i po kilka z innych krajów (do sieci nie należą Stany Zjednoczone). Polskę reprezentuje na razie tylko geopark Łuk Mużakowa, stworzony wspólnie z Niemcami i chroniący jedną z najwspanialszych na świecie moren spiętrzonych przed czołem olbrzymiego lądolodu. O certyfikat UNESCO stara się też Geoland Świętokrzyski obejmujący pięć gmin: Kielce, Chęciny, Morawica, Sitkówka-Nowiny i Piekoszów. Poza tym istnieje w Polsce około 30 geoparków stworzonych głównie z inicjatywy lokalnych samorządów. Trzem z nich Ministerstwo Środowiska przyznało status krajowych geoparków. Są to: Karkonoski Park Narodowy z otuliną, Góra św. Anny oraz Geopark Kielce. Ich liczba zapewne wzrośnie, jako że w kolejce czekają między innymi Łysogóry, dolina rzeki Kamiennej oraz dolina Wisłoka.

Nie możemy oczywiście przedstawić wszystkich atrakcji geologicznych Polski. Dokonaliśmy więc subiektywnego wyboru. Zaczniemy na południu, a następnie będziemy się stopniowo przesuwali na północ.

Skąd się wzięły Trzy Korony?

Pomiędzy Sromowcami Niżnymi a Krościenkiem (woj. małopolskie) rzeka Dunajec pokonuje górskie pasmo Pienin, wycinając w nim wąski jar o głębokości ponad 400 m. To jeden z najpiękniejszych przełomów rzecznych w Europie. Rzeka, której koryto obniża się z 450 do 420 m n.p.m., płynie wielkimi malowniczymi zakolami, podmywając zbocza doliny. Jej strome białe ściany wznoszą się na wysokość kilkuset metrów. Pieniński przełom Dunajca jest fenomenem geologicznym. Rzeka przecięła na pół twarde skały wapienne, zachowując swoje meandry. Jak to się stało? Skały, które tworzą przełom, pochodzą z jury i kredy, a powstały z osadów gromadzących się na dnie morza. Są tu różnego typu wapienie, w tym bardzo twarde wapienie rogowcowe. Pod koniec kredy skały zostały zgniecione, nasunięte na siebie i wypiętrzone – z morza wyrosły góry. Na krótko jednak, bo wkrótce potem woda znów wygrała i oddała ten obszar dopiero przed 24 mln lat podczas ponownych ruchów górotwórczych. Jednak i te nowe góry uległy zniszczeniu, a po wyrównanym terenie zaczęły płynąć rzeki, w tym Dunajec, który wił się spokojnie, omijając niewielkie skałki wapienne. 2–3 mln lat temu (naukowcy nie ustalili tego dokładnie) cały teren zaczął się bardzo powoli podnosić, a rzeka stopniowo wcinała się w skały, nie zmieniając jednak swojego biegu. Taki przełom nazywamy antecedentnym. Jest też inna hipoteza tłumacząca powstanie przełomu, według której początkowo Dunajce były dwa: jeden płynął na południe od Pienin w kierunku wschodnim, a drugi na północ. Północny wygrał – w wyniku silnej erozji wstecznej przeciął podnoszące się Pieniny i przejął południową rzekę. Niezależnie od przebiegu końcowy efekt znamy – małe skałki wapienne sprzed paru milionów lat zmieniły się w wierzchołkowe partie Pienin ze szczytem Trzy Korony.

Kiedy dymiła góra św. Anny?

Przed 27 mln lat ziemia na Śląsku pękła, a z wnętrza planety zaczęła się wylewać magma. Był to okres gwałtownych zmian zachodzących w krajobrazie terenów południowej Polski, do których dotarły echa wielkich ruchów górotwórczych następujących na świecie. Śląsk stał się wulkaniczną krainą. Powstały tu setki stożków wulkanicznych. Jednym z pierwszych była Góra św. Anny (woj. opolskie). Badania wykazały, że magma wędrowała z głębokości ok. 50 km, aż dotarła do płytkiej komory magmowej ulokowanej tuż pod wulkanem. Następnie kominem wulkanicznym wypływała z krateru pod postacią lawy. Te erupcje nie należały do spokojnych – wulkan regularnie wyrzucał też większe i mniejsze drobiny materiału piroklastycznego, które zachowały się pod postacią tufów i brekcji. W pewnym momencie doszło do katastrofy. W wyniku gigantycznej eksplozji w powietrze wyleciała cała zawartość komory magmowej, a wulkan zapadł się do środka. Stożek w zasadniczej części zniknął, a w jego miejsce pojawiło się zagłębienie zwane kalderą. To był początek końca samego wulkanu, ale jeszcze nie wszystkich zjawisk wulkanicznych. Gorące wody termalne krążyły w szczelinach skalnych, dając początek nagromadzeniom minerałów. W ciągu kolejnych milionów lat wulkanizm ustał, a dawny stożek zniknął za sprawą erozji. Ta sama erozja odsłoniła jednak pozostałości dawnego komina wulkanicznego wypełnionego zastygłą lawą, czyli skałą bazaltową, która okazała się odporna na niszczenie. Tak w krajobrazie Śląska pojawiła się Góra św. Anny. Non omnis moriar. Zresztą nie ona jedna. Na Śląsku więcej jest podobnych pozostałości wygasłych wulkanów, choćby Ostrzyca w Górach Kaczawskich.

Pielgrzymy, Trzy Świnki i reszta karkonoskiej ferajny

Charakterystyczną cechą Karkonoszy (woj. dolnośląskie) są malownicze nagie skałki osiągające nawet 25 m wysokości. W całym paśmie doliczono się kilkuset takich form. Wiele z nich ma swoje nazwy. Najbardziej znane to Pielgrzymy, Słonecznik, Śląskie Kamienie, Czeskie Kamienie, Twarożnik, Trzy Świnki czy też Końskie Łby. Są to ostańce skalne, czyli formy terenu powstałe w wyniku selektywnego wietrzenia skał, w którego wyniku dochodzi do usunięcia materiału mniej odpornego oraz przetrwania partii twardszych i masywniejszych. W Karkonoszach te ocalałe bloki skalne, przybierające czasem niezwykłe kształty, są zbudowane z odporniejszych odmian granitu, który jest jednym z głównych budulców tych gór. Karkonoski granit pochodzi sprzed ok. 300 mln lat, z okresu karbońskiego. Jest spękany w trzech płaszczyznach, co widać doskonale, kiedy ogląda się ostańce. One same są jednak znacznie młodsze. Powstały w neogenie, gdy całe Karkonosze zostały najpierw zniszczone i zmienione w równinę, z której wystawały jedynie najbardziej odporne skały, a następnie ponownie wydźwignięte do góry. W efekcie dawna równina znalazła się na wysokości ponad kilometra nad poziomem morza i w ten sposób stała się unikatem na skalę europejską. Mało jest miejsc na kontynencie, gdzie dawny krajobraz przetrwał w tak dobrym stanie miliony lat pionowych ruchów skorupy ziemskiej i zmian klimatycznych.

Prządki spod Krosna i łupki Wieprzówki

To także są, podobnie jak karkonoskie Pielgrzymy, ostańce skalne, tyle że zbudowane z innego materiału. Jesteśmy na Pogórzu Karpackim – w krainie, której głównym budulcem skalnym jest flisz. W ten sposób określa się serie warstw skalnych, w których zachowany został charakterystyczny porządek – na dole zawsze są skały składające się z grubych okruchów, czyli zlepieńce i piaskowce, które ku górze przechodzą w skały zbudowane z drobnych okruchów. Są to nieco grubsze mułowce i bardzo drobne iłowce. Te ostatnie są często silnie sprasowane i przybierają postać łupków ilastych. Takich serii jest bardzo wiele, a wszystkie powstały w morzu z materiału znoszonego z pobliskich lądów i stopniowo odkładającego się na dnie głębokich basenów oceanicznych. Takie baseny istniały w miejscu, gdzie dziś ciągną się pasma Beskidów i Pogórza Karpackiego. Funkcjonowały z przerwami od środkowej jury (ok. 170 mln lat temu) aż do oligocenu (ok. 30 mln lat temu), a więc bardzo długo. W oligocenie morza zaczęły znikać i w ciągu następnych 10 mln lat cały flisz został zmieniony w góry. Prządki, znajdujące się kilka kilometrów na północ, to wspaniale zachowane ostańce skalne zbudowane z najtwardszego składnika fliszu – gruboziarnistych piaskowców ciężkowickich, które odkładały się na dnie oceanów przed ok. 50 mln lat. Wiele takich atrakcyjnych wizualnie form znajduje się we fliszowej części Karpat (zwanych Karpatami Zewnętrznymi). Przykłady to Skamieniałe Miasto w Ciężkowicach, Diable Skały na Pogórzu Rożnowskim czy most skalny Diable Boisko w Pławnej koło Ciężkowic. Na drugim biegunie znajdziemy miękkie i mało odporne na niszczenie łupki ilaste, które odsłaniają się w dolinach licznych karpackich rzek, np. malowniczej Wieprzówki wypływającej z Beskidu Małego, którą w 2013 r. uznano za Rzekę Roku.

Piekielne wąwozy Szczebrzeszyna

Niedaleko Szczebrzeszyna w zachodniej części Roztocza, pomiędzy dolinami Wieprza na wschodzie i Gorajki (Gorajca) na zachodzie, znajduje się labirynt wąwozów lessowych zwany Piekiełkiem Szczebrzeszyńskim. Niektóre z nich, jak Ukaszowiec, osiągają głębokość 20 m. To miejsce niepowtarzalne na mapie Polski. Less to skała składająca się z drobniutkich ziaren pyłu kwarcowego o średnicy 0,01– 0,05 mm. Powstała podczas ostatniego ze zlodowaceń plejstoceńskich, czyli w ciągu ostatnich kilkudziesięciu tysięcy lat. Jest więc skałą młodą. Kiedy lądolód skandynawski opanował północną część obecnej Polski, na południe od niego rozpościerała się zimna, pozbawiona roślinności pustynia z silnymi wiatrami wiejącymi głównie z kierunku zachodniego. Wiatry te porywały i niosły pył, osadzając go tam, gdzie słabły i traciły swoją siłę transportową. Do takich obszarów należała zachodnia część Roztocza Zachodniego (woj. lubelskie). Pod Szczebrzeszynem grubość pokrywy lessowej sięga aż 20 m.

Największa pustynia Europy

Ma długość około 10 km i maksymalną szerokość 4 km. Jej powierzchnia to 33 km2. Nazwę wzięła od Błędowa, dzielnicy Dąbrowy Górniczej. I już wiadomo, o jaki obiekt chodzi. Pustynia Błędowska to dziw natury, który swoje istnienie zawdzięcza człowiekowi. Nie powstała w odległych epokach geologicznych, ale w ostatnich stuleciach. Przedtem rósł tu las iglasty, który wycięto na potrzeby pobliskich kopalni ołowiu i srebra. A gdy drzewa znikły, wiatr wywiał glebę i odsłonił warstwy piasku, których grubość sięga tu kilkudziesięciu metrów. Ten piasek został naniesiony w plejstocenie przez wody wypływające z wycofującego się lądolodu. Jak widać, geologia trochę jednak pomogła. W ciągu kilku stuleci cały obszar zamienił się w pustynię z typowymi dla niej zjawiskami – usypywaniem wydm przez wiatr, burzami piaskowymi… Podobno w gorące letnie dni obserwowano tu nawet fatamorganę. Niestety, w połowie XX w. człowiek postanowił naprawić swój błąd i posadził na pustyni drzewa. W efekcie znaczna jej część zarosła. Teraz próbuje się uratować to, co pozostało.

Dokąd zmierzały dinozaury ze Sołtykowa?

Góry Świętokrzyskie mają tyle atrakcji geologicznych, że mogłyby nimi obdzielić pół Polski. Jedną z nich jest rezerwat Gagaty Sołtykowskie w północnej części regionu. W środku lasu znajduje się tu wyrobisko nieczynnej glinianki. Jeszcze w latach 70. XX w. wydobywano tu glinkę ceramiczną. Pokopalniany krajobraz przypomina powierzchnię Księżyca. Odsłaniające się w wyrobisku warstwy piaskowców, mułowców i iłowców pochodzą sprzed ok. 199 mln lat, z początku okresu jurajskiego, kiedy to dominującą grupą zwierząt na globie stały się dinozaury. Zamieszkiwały one olbrzymi superkontynent zwany Pangeą, rozciągający się od jednej strefy podbiegunowej do drugiej. W rezerwacie paleontolodzy odnaleźli olbrzymi odcisk stopy drapieżnego dinozaura. Trop ma długość 60 cm i prawdopodobnie pozostawił go sześciometrowy mięsożerny olbrzym spokrewniony z allozaurem. To niejedyna osobliwość rangi światowej. Znaleziono tu również liczne tropy zauropodów – roślinożernych dinozaurów. Ślady układają się w dwa równoległe szlaki osobników dorosłych i cztery ścieżki osobników młodocianych. To była rodzina. Prawdopodobnie dorosłe zauropody chroniły dzieci przed atakiem drapieżników. Część tropów odsłonięto, zabezpieczono impregnatem i wybudowano nad nimi drewnianą wiatę. Dzięki temu możemy je oglądać.

Morasko – meteorytowy raj

W pięknym lesie dębowo-grabowym rosnącym w Morasku w północnej części Poznania znajduje się sześć kraterów. Największy z nich ma średnicę 90 m, najmniejszy – 20 m. Część wypełniona jest wodą. W największym ma ona głębokość 11 m. Ich zagadka długo intrygowała badaczy, aż w końcu większość z nich uznała, że są to kratery impaktowe powstałe w wyniku upadku kawałków meteoroidu, który rozpadł się w ziemskiej atmosferze. Do zderzenia miało dojść jakieś 5 tys. lat temu. Głównym dowodem na to są fragmenty tychże gości z kosmosu regularnie wykopywane w Morasku. Pierwszy odnaleziono w 1914 r. Ważył 77,5 kg. Kolejne znajdowano w latach 1956, 1992, 2000 i 2003. Nie były tak duże jak pierwszy. Aż w końcu w 2006 r. wygrzebano z ziemi okaz ważący 164 kg. Był on oczywiście największym meteorytem znalezionym w Polsce. Ten rekord nie utrzymał się długo. W 2012 r. odnaleziono kolejną bryłę. W najszerszym miejscu miała obwód 2 m i ważyła 261 kg. Można ją dziś oglądać w Muzeum Ziemi Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pięć lat później natrafiono na jeszcze większy meteoryt, ważący blisko 272 kg. Nazwano go Kruszynka. Analizy wykazały, że obiekt, który spadł pod Poznaniem, składał się w 93% z żelaza, a w 6,5% z niklu oraz wielu różnych domieszek. Był to zatem meteoryt żelazny. Unikalność Moraska na skalę światową polega na tym, że w jednym miejscu mamy kratery uderzeniowe i pozostałości samego meteorytu. Nic dziwnego, że pojawia się tu coraz więcej badaczy.

Skarb bałtycki

Bursztyn, czyli kopalna żywica drzew iglastych, występuje na całym świecie. Znanych jest ok. 60 jego odmian. Najmłodsze bursztyny mają kilkaset tysięcy lat, najstarsze – kilkaset milionów. Najpiękniejszy z nich, z którego ozdoby i amulety robiono już 3 tys. lat temu, występuje w rejonie Bałtyku. Bursztyny bałtyckie narodziły się co najmniej 40 mln lat temu. Dziś można je zbierać w Polsce, Rosji, Niemczech, Danii oraz na Litwie i Łotwie. Największa bryła bursztynu bałtyckiego, ważąca 9,75 kg, została znaleziona w 1860 r. w okolicy Kamienia Pomorskiego. Pobicie tego rekordu nie będzie łatwe, ale zawsze warto się rozejrzeć wokół siebie podczas wakacyjnego wyjazdu. Gdzie szukać? Przede wszystkim w okolicach Władysławowa, Jastrzębiej Góry i Gdańska oraz na Mierzei Wiślanej. Ładne okazy znajdowano też w pobliżu Braniewa i Słupska. Pozostaje jeszcze sprawdzić, czy odkryty kamyk jest aby na pewno bursztynem. Potrzyj go o wełnianą tkaninę i zobacz, czy przyciąga skrawki papieru – prawdziwy bursztyn ma właściwości elektrostatyczne, poza tym po podgrzaniu wydziela żywiczną woń.

Ale na bursztynowe łowy nie trzeba wcale jechać nad morze. Można się udać na przykład na północne Mazowsze. Wydobycie i obróbka bursztynu były popularnym zajęciem ludności zamieszkującej Kurpie. Bryłki znajdowano na łąkach i pastwiskach, odławiano z rzek i stawów, wydobywano przy kopaniu studni. Skąd się tam wzięły? Przyniosły je plejstoceńskie lodowce, które – sunąc na południe – porywały ze sobą warstwy osadów wzbogaconych w bursztyny bałtyckie. Następnie zostawiały cały ten balast. Co ciekawe, do dziś nie udało się też ustalić, jakie drzewa produkowały tak gigantyczne ilości żywicy. Zbiorczo nazwano je sosną bursztynodajną. Pnie martwych drzew żywicznych były znoszone przez rzeki w kierunku morza, które zajmowało północną część obecnego terytorium Polski. Żywica gromadziła się w deltach tych rzek i powoli zmieniała w bursztyn. Jedna z takich delt znajdowała się w miejscu dzisiejszej Zatoki Gdańskiej (stąd tyle tam bursztynu), inna… na Polesiu Lubelskim. Niewiele osób wie, że w okolicy Parczewa i Lubartowa znajdują się znaczne ilości bursztynu. Rzadko można go tam zobaczyć na powierzchni. Przeważnie tkwi na głębokości kilkunastu metrów. I jest go mnóstwo.

Andrzej Hołdys
dziennikarz popularyzujący nauki o Ziemi, współpracownik „Wiedzy i Życia”

01.07.2019 Numer 7/2019

Czytaj także

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną