Środowisko

Imigrant z Dalekiego Wschodu

Numer 6/2018
Jesienią jenoty przywdziewają gęste puszyste futro pozwalające im na przetrwanie ciężkich zim, podczas których zwierzęta te, jako jedyne z ­rodziny psowatych, ­zapadają w sen zimowy. Jesienią jenoty przywdziewają gęste puszyste futro pozwalające im na przetrwanie ciężkich zim, podczas których zwierzęta te, jako jedyne z ­rodziny psowatych, ­zapadają w sen zimowy. Michal Masik / Shutterstock
Jenot przybył do nas wskutek działań człowieka. Nie ma w Polsce łatwego życia.

Mówią na niego również junat, kunopies, lis japoński, szop ussuryjski, tanuki. Należy do rodziny psowatych, a z wyglądu przypomina po trochu psa, szopa pracza i borsuka. Jest nieco mniejszy od lisa. Długość ciała dorosłego osobnika wynosi 60–80 cm, ogona 15–25 cm. Wysokość w kłębie nie przekracza 25 cm. Waga mieści się w granicach 5–10 kg (samce są większe od samic). Jenot ma długą, gęstą i puszystą brązowożółtą lub ciemnosrebrzystą sierść, którą zmienia dwa razy do roku. Dość charakterystyczne cechy to rysunek krzyża utworzony z czarnych włosów na grzbiecie i na łopatkach, a także czarna maska w okolicach oczu oraz swoiste bokobrody z dłuższych włosów.

Przybysz nie z własnej woli

Ulubionym siedliskiem jenota są wilgotne wielogatunkowe lasy w pobliżu zarośniętych mokradeł, jezior, trzcinowisk i rzek. Pojawił się w Europie już w latach 30. ub.w. Populacja kilku tysięcy tych zwierząt została przywieziona przez Rosjan z dalekiej Azji i wypuszczona w dawnych republikach radzieckich, takich jak Białoruś czy Ukraina, w celu wzbogacenia fauny pod kątem łowieckim. Na ziemie polskie jenot przybył 20 lat później i dość szybko rozprzestrzenił się po całym kraju. Niestety jego pojawienie się nie zyskało aprobaty. Obarczono go winą za spadającą liczbę zajęcy, głuszców, cietrzewi czy innych ptaków gnieżdżących się na ziemi.

Wprowadzenie do środowiska nowego gatunku często skutkuje wieloma problemami. Króliki w Australii czy norka amerykańska lub szop pracz w Europie są tego doskonałymi przykładami. Jednak jenot w porównaniu z nimi wypada zdecydowanie lepiej. Nie można go tak bezwzględnie winić za spadek populacji ptaków, bo po utracie lęgu często przystępują one do kolejnego, aby zachować gatunek. Jenot zaś nie niszczy ich więcej niż lis, borsuk, wilk czy kuna. Powiem więcej, nawet bocian czy żuraw powodują większe straty w lęgach ptaków naziemnych, nie wspominając już o ptakach drapieżnych.

Na korzyść jenota przemawiają też liczby. Ptaki i ich lęgi stanowią zaledwie 5–7% jego menu. O wiele większy udział – ok. 20% – ma w nim padlina, podobnie jak myszy i inne gryzonie. A więc jenoty przyczyniają się także do redukcji gryzoni i oczyszczania lasów z padliny. Nie gardzą też rybami, żabami, wężami, jaszczurkami. Jako pokarm uzupełniający zjadają pędy ziół, kłącza oraz różne owoce, co pozwala im przetrwać trudniejsze okresy.

Wszystko to nie zmienia faktu, że zasiedlenie jenota w Europie nie było dobrym pomysłem. Czy mógłby sam przywędrować na swoich krótkich nóżkach z Dalekiego Wschodu w ciągu setek lat? Prawdopodobieństwo tego jest zapewne niewielkie, ale też nie można tego całkowicie wykluczyć, patrząc, jak sprawnie poszerza swój zasięg w Europie. Gdyby tak się stało, zwierzę to kwalifikowano by jako naturalnego przybysza.

Trudne życie

Same jenoty też są pożywieniem, i to wcale niemałym, większych drapieżników i ptaków szponiastych. I tak wilk czy ryś zjadające jenoty w mniejszym już stopniu skuszą się na ptasie lęgi. Na własne oczy widziałem przed kilku laty, jak duża samica jastrzębia gołębiarza próbowała atakować dorastającego jenota. Było to nad Nettą, która leniwie płynie wzdłuż granicy rezerwatu Czerwone Bagno i rozdziela miejscami łąki uprawne od dzikich krzaków, zarośli i trzcin. Na tych pierwszych po pokosach łatwo jest o zdobycz w postaci różnych gryzoni, ale jednocześnie zwierzę samo narażone jest na atak. Tak właśnie było, gdy jenot wyszedł na otwartą „stołówkę”. Jastrząb zaatakował niedoświadczonego jeszcze młokosa. Pierwsze natarcie udało się jenotowi odeprzeć, ale gołębiarz nie zrezygnował. Przy drugim podejściu młodzieniec zorientował się, że nie poradzi sobie z tak silnym skrzydlatym łowcą, dlatego wskoczył do rzeki i to prawdopodobnie go uratowało. Gołębiarz zrezygnował z ataku na otwartej wodzie. Jenot zaś, jako doskonały pływak, swobodnie pokonał kilkanaście metrów i schował się w gęstych krzakach porastających drugą stronę rzeki.

Jak widać, jenoty, choć same są drapieżnikami, nie mają takiego łatwego życia, jak można by sądzić. Nie są lubiane ani przez ludzi, ani przez inne drapieżniki zamieszkujące ich teren. Rzadko też się zdarza, by żyły w pobliżu dużych kolonii borsuka czy lisa. Ani borsuk, ani lis nie tolerują jenotów na jednym podwórku, za to potrafią dzielić ze sobą terytorium nor. Co więcej, w borsuczych koloniach spotykane były nawet wilcze mateczniki. Jeżeli dodam do tego, że dane łowisko zamieszkuje na stałe wilk, to nie ma mowy o zbyt dużym pogłowiu jenota i innych drapieżników na danym terenie, gdyż wilk bardzo skutecznie redukuje za duże ich zagęszczenie, eliminując niepotrzebną konkurencję do pokarmu.

Jakie więc miejsca pozostają jenotom do schronienia i wyprowadzenia młodych? Ponieważ zwierzęta te nie są wymagające, często zajmują stare mieszkania lisów i borsuków. Zadowalają się jednokomorowymi, bez dodatkowych wyjść czy okien wentylacyjnych. Jenot rzadziej kopie sobie sam schronienie, a z braku możliwości akceptacji starych wykopów wykorzystuje miejsca pod wykrotami, powalonymi drzewami, w stogach siana lub nawet w większych trawach bądź krzakach.

Nory służą jenotom także do zimowego snu. Zwierzęta te, jako jedyne z psowatych żyjących w naszym kraju, zapadają w taki krótkotrwały sen, o wiele lżejszy niż borsuki czy niedźwiedzie. W dłuższe surowsze zimy może on trwać nawet dwa miesiące, natomiast w warunkach zasięgu północnego – i całą zimę. Aby przygotować się na tak długą przerwę w aktywności, jenoty przed zimą bardzo intensywnie żerują. Pod skórą odkłada im się wtedy gruba warstwa tłuszczu. Jeśli jest jej zbyt mało, budzą się, aby uzupełnić kalorie, co często w tym okresie jest bardzo trudne. Dlatego wiele z nich może nie przeżyć ostrzejszych przeciągających się mrozów.

Jenotom należy się też pochwała, bowiem w odróżnieniu od lisów, które nie trzymają porządku w norze i jej okolicy, są bardzo czyste. Ich wychodki (jamki) wypełnione kałem, zwane latrynami, znajdują się w odległości co najmniej 10 m od domów, nierzadko pod zwisającymi nisko gałęziami. Trzeba też zaznaczyć, że te zwierzęta są bardzo towarzyskie. Łączą się w pary na wiele lat i bardzo często wspólnie żerują czy odpoczywają. Potrafią też razem spać w norach nawet całymi rodzinami. Ich ruja przypada na przedwiośnie. Przeważnie w maju rodzi się 4–8 młodych. Rodzice troskliwie opiekują się potomstwem.

Aktywność jenotów przypada na godziny nocne, jednak w spokojnych siedliskach żerują także w dzień. Miałem możliwość niejednokrotnie przyglądać się tym zwierzętom z racji codziennego monitoringu nor drapieżników w Biebrzańskim Parku Narodowym. Przed laty kurowaliśmy też przez kilka dni w naszej leśnej chacie zwierzaka, któremu mocno spuchnięta noga z wbitym kilkucentymetrowym drutem uniemożliwiała normalne funkcjonowanie w środowisku. Ranne zwierzę samo przyszło pod nasz dom, jakby szukając ratunku, a my opatrzyliśmy biedaka, starając się zbytnio z nim nie spoufalać, aby mógł ponownie wrócić do normalnego życia w lesie. Ale dało się zauważyć, że zwierzę to dość łatwo można by oswoić, tym bardziej gdy w domu mieszkają na stałe przyjazne psy.

Jestem martwy

Warto wspomnieć, jak jenoty bronią się przed wrogami. Otóż reagują w dość komiczny sposób poprzez warowanie i próbę wtopienia się w tło. Jeszcze zabawniej wyglądają, gdy udają martwe. Pamiętam, jak któregoś dnia przedzierałem się przez gęste krzaki i w pewnym momencie na niewielkiej polanie zobaczyłem parę żerujących jenotów. Gdy byłem już bardzo blisko, jeden z nich wyczuł moją obecność i w tym samym momencie dał sygnał partnerowi. Oba zwierzęta zaczęły w pierwszej chwili uciekać… Bez namysłu ruszyłem za nimi i w pośpiechu całym ciężarem nadepnąłem na grubą suchą gałąź, która z trzaskiem pękła. Odgłos łamanej gałęzi, podobny nieco do strzału pistoletu, zelektryzował jednego z jenotów. Błyskawicznie zatrzymał się, odwrócił w moją stronę i padł jak zabity, zamykając oczy. Za chwilę jego towarzysz obejrzał się za nim i postąpił identycznie. W mistrzowski sposób zwierzęta te udały, że są martwe, a więc w ich mniemaniu były mało interesującą zdobyczą… Roześmiałem się z tej teatralnej sceny w głos i zostawiłem je w spokoju, aby uwierzyły, że przechytrzyły największego ze swych wrogów.

Darek Karp, biebrzański Indianin zwany Szarym Wilkiem;
Pracuje w Biebrzańskim Parku Narodowym jako strażnik obwodu ochronnego w Basenie Środkowym Północ (Grzędy, Czerwone Bagno, Piekielne Wrota). Od urodzenia związany z Puszczą Augustowską i Bagnami Biebrzańskimi.

01.06.2018 Numer 6/2018

Czytaj także

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną