Środowisko

Szczyt polityczny

Numer 3/2021
Mount Everest – widok na południowo-zachodnią ścianę, po raz pierwszy zdobytą w 1975 r. Mount Everest – widok na południowo-zachodnią ścianę, po raz pierwszy zdobytą w 1975 r. Shutterstock
Koniec z anarchią, chaosem i zamieszaniem w Himalajach. Przez ponad półtora wieku naukowcy nie mogli się dogadać, jak wysoki jest Mount Everest, więc w rozwiązaniu problemu pomogli im politycy. Zdecydowali, że najwyższa góra świata ma 8848,86 m. Roma locuta, causa finita.
Ważący niemal 500 kg teodolit, za pomocą którego w połowie XIX w. po raz pierwszy zmierzono wysokość Everestu.SSPL/Forum Ważący niemal 500 kg teodolit, za pomocą którego w połowie XIX w. po raz pierwszy zmierzono wysokość Everestu.
Wulkan Chimborazo w Ekwadorze był przez dwa wieki uważany za najwyższą górę Ziemi.Shutterstock Wulkan Chimborazo w Ekwadorze był przez dwa wieki uważany za najwyższą górę Ziemi.
Chińscy badacze weszli na Mount Everest w maju 2020 r., by po raz kolejny zmierzyć jego wysokość.Zuma/Forum Chińscy badacze weszli na Mount Everest w maju 2020 r., by po raz kolejny zmierzyć jego wysokość.
Mapa Tybetu wraz z grzbietem Mount Everestu, opracowana w 1898 r. przez brytyjskiego oficera i uczonego Laurence’a Waddella.Getty Images Mapa Tybetu wraz z grzbietem Mount Everestu, opracowana w 1898 r. przez brytyjskiego oficera i uczonego Laurence’a Waddella.
Himalaje wypiętrzyły się w wyniku zderzenia się dwóch płyt litosfery: indyjskiej i eurazjatyckiej.Indigo Himalaje wypiętrzyły się w wyniku zderzenia się dwóch płyt litosfery: indyjskiej i eurazjatyckiej.
6 maja 2020 r. – początek ekspedycji chińskich geodetów na najwyższą górę świata.AFP/EAST NEWS 6 maja 2020 r. – początek ekspedycji chińskich geodetów na najwyższą górę świata.
27 maja 2020 r. – chińscy himalaiści w bazie pod Everestem cieszą się ze zdobycia góry przez ich kolegów.AFP/EAST NEWS 27 maja 2020 r. – chińscy himalaiści w bazie pod Everestem cieszą się ze zdobycia góry przez ich kolegów.
8 maja 2008 r. – tybetański himalaista Norbu Zhamdu zapala znicz olimpijski na czubku Everestu.AP/EAST NEWS 8 maja 2008 r. – tybetański himalaista Norbu Zhamdu zapala znicz olimpijski na czubku Everestu.
Himalaje wraz z grzbietem Mount Everestu na mapie wysokościowej wykonanej dzięki pomiarom satelitarnym przeprowadzonym przez japońską sondę ALOS.Indigo Himalaje wraz z grzbietem Mount Everestu na mapie wysokościowej wykonanej dzięki pomiarom satelitarnym przeprowadzonym przez japońską sondę ALOS.
8 grudnia 2020 r. – telewizyjna relacja z ogłoszenia przez Nepal i Chiny nowej wysokości Everestu.Indigo 8 grudnia 2020 r. – telewizyjna relacja z ogłoszenia przez Nepal i Chiny nowej wysokości Everestu.
Nepalscy geodeci testują sprzęt pomiarowy przed wyprawą na Everest, która odbyła się w maju 2019 r.AFP/EAST NEWS Nepalscy geodeci testują sprzęt pomiarowy przed wyprawą na Everest, która odbyła się w maju 2019 r.

Dokładnie rzecz biorąc, tym razem nie był to Rzym, ale Chiny i Nepal. Te dwa kraje zdecydowały, że pora zakończyć ciągnącą się od połowy XIX w. historię pomiarów najwyższej góry świata. Pomiarów, które zamiast zmierzać do szczęśliwego finału, wprowadzały coraz większy chaos na mapach i w podręcznikach. Jedni twierdzili, że Everest ma 8848 m n.p.m., inni, że jest o 2 m wyższy, a jeszcze inni, że ma „tylko” 8844 m. W końcu Chiny i Nepal, na których terytorium Everest się znajduje, postanowiły zrobić z tym porządek. Czy jednak paradoksalnie nie pogłębią chaosu? Wszak nowa propozycja wprowadza do obiegu jeszcze jedną liczbę, przy czym nie jest to liczba całkowita, lecz z dwiema cyframi po przecinku, co raczej utrudni jej drogę do atlasów i podręczników, oczywiście z wyjątkiem tych wydawanych w Chinach i Nepalu.

Mount Everest został najwyższą górą Ziemi w 1856 r. To znaczy i wcześniej nią był, ale dopiero w połowie XIX w. ludzie dokonali tego odkrycia. Wcześniej wskazywano inne szczyty. Od XVI w. aż do początków XIX w. był to wulkan Chimborazo (6263 m n.p.m.) w Ekwadorze. Ten andyjski olbrzym leży niemal na równiku, i to oraz jego znaczna wysokość sprawiły, że cieszył się sporym zainteresowaniem europejskich obieżyświatów. W połowie XVIII w. próbowała się na niego wspiąć francuska misja geodezyjna. Geografowie i matematycy wysłani przez króla Ludwika XV (jego żoną była Maria Leszczyńska) nie zdobyli jednak Chimborazo, ale dzięki pomiarom przeprowadzonym przez nich w Ekwadorze, a wcześniej w Laponii pierwsi wykazali, że Ziemia nie jest kulą, lecz nieco spłaszczoną na biegunach elipsoidą obrotową. W 1802 r. na Chimborazo chciał wejść słynny niemiecki podróżnik i geograf Alexander von Humboldt, ale i on poddał się kilkaset metrów poniżej szczytu. Detronizacja andyjskiego wulkanu nastąpiła dopiero na początku XIX w. Wtedy też nastała epoka Himalajów. Nie od razu jednak wskazano na Everest. Musiał on cierpliwie poczekać na swoją kolej.

Herbatę ukradli, górę zmierzyli

Z określaniem wysokości bezwzględnej szczytów górskich zawsze były problemy. Długo służył do tego celu barometr, który mierzy ciśnienie atmosferyczne. To, jak wiadomo, spada wraz z wysokością. Na przykład na wierzchołku Mont Blanc jest w przybliżeniu dwa razy niższe niż na poziomie morza. W 1787 r. wykorzystał tę wiedzę szwajcarski geolog, fizyk i botanik Horace Bénédict de Saussure, który wspiął się z barometrem na najwyższą górę Alp. Z jego pomocą ustalił, że ma ona wysokość ok. 4800 m n.p.m. Wynik odbiegał więc o zaledwie 8 m od faktycznego. Okazał się zatem zadziwiająco precyzyjny. Wcześniej za wyższe uchodziły Matterhorn i Monte Rosa. Dopiero de Saussure ustalił prawidłową hierarchię alpejskich szczytów.

Tę hierarchię potwierdziły późniejsze szczegółowe pomiary geodezyjne przeprowadzone wraz z nastaniem ery sieci triangulacyjnych, którymi zaczęto pokrywać całe kraje. Sieci te składały się z punktów terenowych, których położenie i wysokość ustalano za pomocą teodolitów – instrumentów mierzących kąty pionowe i poziome. Pionierzy robili to już w XVII w., a Francuzi w połowie XVIII w. opublikowali nawet pierwszą mapę topograficzną swojego kraju, wykonaną głównie dzięki triangulacji. Inni podążyli w ich ślady po kilku dekadach. Dopiero wtedy nastał czas Himalajów, których niebotyczne szczyty były znacznie trudniejsze do zdobycia niż Mount Blanc i nie można ich było zmierzyć, wnosząc na nie barometr.

W 1802 r. Brytyjczycy z Kompanii Wschodnioindyjskiej zaczęli tworzyć sieć triangulacyjną w Indiach. Za punkt zero uznali poziom morza w pobliżu miasta Madras (dziś Ćennaj). Sądzili, że ich projekt – nazwali go wielkim pomiarem trygonometrycznym – potrwa pięć lat, ale kontynuowali go przez ponad pięć dekad. Do Nepalu, zamkniętego dla cudzoziemców i rządzonego przez walecznych Gurkhów, wstępu nie mieli, więc ośnieżone szczyty Himalajów mogli oglądać jedynie z daleka. Nie przeszkodziło im to w prowadzeniu pomiarów. Pierwszym ośmiotysięcznikiem, który zmierzyli już w 1808 r., był Dhaulagiri wznoszący się na wysokość 8167 m n.p.m. (współczesny pomiar). To on przez cztery następne dekady uchodził za najwyższą górę Ziemi – do czasu, aż brytyjscy i indyjscy geodeci wdrapali się ze swoimi ważącymi 500 kg teodolitami na wzgórza w pobliżu miejscowości Dardżyling w Bengalu Zachodnim. Leży ona na wysokości 2000 m n.p.m. w pasmie Małych Himalajów, ciągnących się na południe od głównego pasma najwyższych gór świata, i dziś słynie z produkcji herbaty o niepowtarzalnym delikatnym aromacie. Nawiasem mówiąc, krzewy herbaciane pojawiły się w Dardżyling mniej więcej w tym samym czasie co teodolity. Sadzonki wykradł Chińczykom szkocki lekarz Archibald Campbell, a uprawą zajął się inny Szkot, botanik Robert Fortune.

W pogodne dni z Dardżyling można zobaczyć potężną Kanczendzongę (8586 m n.p.m.), odległą o jakieś 100 km. To właśnie ją brytyjscy geodeci uznali w 1847 r. za najwyższy szczyt na globie. Dekadę później zdegradowali ją jednak, nadal zresztą dokonując pomiarów ze wzgórz wokół Dardżyling, skąd, gdy powietrze jest szczególnie przejrzyste, można zobaczyć także Mount Everest oddalony o 200 km. Majaczący na horyzoncie masyw, wówczas roboczo zwany najpierw Szczytem B, a potem Szczytem XV, został pomierzony z sześciu punktów już w 1848 r., ale w tamtych czasach nie było jeszcze komputerów, więc wykonanie wszystkich obliczeń ciągnęło się miesiącami, a nawet latami.

W rezultacie dopiero w 1852 r. bengalski matematyk Radhanath Sikdar pierwszy doszedł do wniosku, że Szczyt XV jest najwyższą górą Ziemi. Informacji tej nie podał jednak do publicznej wiadomości. Przez cztery kolejne lata on i Andrew Scott Waugh, dyrektor projektu triangulacyjnego, wielokrotnie powtarzali obliczenia, a gdy w końcu nabrali pewności, że o błędzie nie ma mowy, napisali list do Royal Geographical Society, komunikując w nim, że góra ma 29 002 stopy, czyli 8839,2 m. Waugh zaproponował, by nazwać ją imieniem George’a Everesta, swojego poprzednika na stanowisku głównego geodety Indii. Dodajmy, że sam Everest, który od wielu lat mieszkał już w Anglii, zaprotestował, ponieważ był zdania, że zmierzonym szczytom należy nadawać lokalne nazwy. W końcu jednak w 1865 r. po wielu latach debat i kłopotach z ustaleniem jednej powszechnie akceptowanej lokalnej nazwy Royal Geographical Society oficjalnie opowiedziało się za nazwą Mount Everest. Tymczasem Kanczendzongę wyprzedził jeszcze jeden szczyt, który odkryto w górach Karakorum w 1856 r. Ponieważ i w jego przypadku nie dało się ustalić jednej nazwy lokalnej, pozostawiono roboczą K2 (8611 m n.p.m.). I tak jest do dziś.

Do pięciu razy sztuka

Pomiar Everestu z połowy XIX w. obowiązywał przez kolejne 100 lat. Gdy 29 maja 1953 r. Edmund Hillary i Tenzing Norgay pierwsi stanęli na jego czubku, wciąż mierzył on oficjalnie 29 002 stopy. Nawiasem mówiąc, te dwie stopy dodał sam Waugh, któremu nie podobał się wynik 29 000 stóp uzyskany przez Sikdara. Uznał, że nikt w niego nie uwierzy, bo wygląda na zaokrąglony. Potem żartowano, że to Waugh pierwszy „postawił swoje dwie stopy” na Evereście. Rok po tym, gdy uczynili to Hillary i Norgay, służba geodezyjna niepodległych już Indii znów wymierzyła teodolity w stronę najwyższej góry świata, uzyskując wynik 29 028 stóp, czyli 8848 m. Został on powszechnie zaakceptowany i na dziesiątki lat trafił do atlasów, utrwalając się w naszych głowach.

W końcu jednak do geografii wtrąciła się polityka, bo pomiar był indyjski, a Mount Everest leży na terytorium Nepalu oraz Tybetu, który dziś jest regionem autonomicznym Chin. Oba kraje potraktowały kwestię określenia jego wysokości prestiżowo, gdy swoje trzy grosze postanowili wtrącić Amerykanie. Kierowała nimi wyłącznie ciekawość naukowa. Chcieli zrekonstruować historię Himalajów oraz procesy geologiczne współcześnie zachodzące w ich wnętrzu.

Idealnym narzędziem do tego jest system GPS. W latach 90. XX w. sięgnęli po niego również sejsmolodzy, by rejestrować z dokładnością do centymetrów wędrówki wielkich płyt tektonicznych tworzących wierzchnią, sztywną warstwę globu zwaną litosferą. Himalaje wypiętrzyły się w wyniku kolizji dwóch takich płyt – indyjskiej i eurazjatyckiej. Pierwsza przywędrowała z południa dziesiątki milionów lat temu i uderzyła w drugą. Nadal zresztą na nią napiera, a ponieważ płyta eurazjatycka stawia jej opór, Himalaje wciąż rosną, a równocześnie tereny sąsiadujące z nimi od południa i północy zbliżają się do siebie.

Wszystko to odbywa się w asyście licznych trzęsień ziemi, nierzadko silnych i katastrofalnych w skutkach. Z tego powodu naukowcy pragnęli monitorować ruchy płyt tektonicznych, określić ilość niszczycielskiej energii kumulującej się w skałach oraz zmierzyć tempo podnoszenia się głównego pasma Himalajów. Aby jednak dowiedzieć się tego ostatniego, trzeba znać wysokość szczytów bez śniegu, który je pokrywa. Klasyczna triangulacja takiej wiedzy nie dostarczy. Poza tym jest za mało dokładna, aby zarejestrować zmiany wysokości rzędu kilku centymetrów – góry rosną powoli. Cała nadzieja w satelitach.

W 1995 r. pewien uparty wspinacz i kartograf uznał, że trzeba wnieść na Everest odbiornik GPS, włączyć go, a wtedy wszystko stanie się jasne. Nazywał się Bradford Washburn i sam już się nie wspinał, ponieważ miał 85 lat, ale zorganizował wyprawę, której sponsorem zostało amerykańskie National Geographic Society. Gdy pierwsza ekspedycja zakończyła się porażką, zorganizowano kolejną, a po niej następną. Dopiero podczas czwartej próby w 1998 r. po dwóch godzinach wiercenia skał zamontowano pod szczytem małą platformę do prowadzenia pomiarów satelitarnych. Tych jednak nie zdążono już wykonać, uczyniono to dopiero rok później podczas piątej próby. Wynik brzmiał: 8850 m n.p.m. W Stanach Zjednoczonych natychmiast uznano go za jedynie słuszny. Zaakceptowało go oczywiście National Geographic Society. Wiele amerykańskich wydawnictw podawało tylko tę wysokość szczytu. Tymczasem sześć lat później również Chińczycy wtaszczyli na najwyższy szczyt Ziemi silne odbiorniki GPS z czułymi antenami. Kilka miesięcy później poinformowali, że Mount Everest ma 8844 m.

Ustalenie wysokości Everestu zaczęło przypominać sprzątanie stajni Augiasza. Każdy kolejny pomiar powiększał galimatias. Zamieszaniu sprzyjało też to, że poszczególne zespoły inaczej wyznaczały punkt zero, od którego liczyły wysokość bezwzględną. Dla jednych punktem odniesienia był rzeczywisty poziom morza w konkretnym miejscu, a dla potrzeb swoich obliczeń przyjmowali, że Ziemia jest elipsoidą obrotową nieco spłaszczoną dla biegunach. Dla innych płaszczyzną odniesienia było morze, które teoretycznie szumiałoby pod Everestem. To niezłe ćwiczenie z wyobraźni, ale tak właśnie postępują czasami geodeci. Przedłużają w myślach powierzchnię mórz pod lądami, aby wyrysować geoidę – bryłę najlepiej oddającą kształt Ziemi. Jej powierzchnia jest w każdym miejscu prostopadła do siły ciężkości. Jednakże w Himalajach przebieg takiej geoidy wcale nie był pewny, ponieważ niewiele prowadzono tam pomiarów grawitacyjnych. Poza tym sieć odbiorników GPS pracujących równocześnie na Evereście i w jego pobliżu była podczas obu pomiarów zbyt rzadka. Dlatego część badaczy uznawała, że nie ma co kruszyć kopii o kilka metrów i należy po prostu uznać, że każdy wynik, jeśli mierniczy wykonali rzetelnie swoją pracę, można uznać za prawidłowy.

Everest zmierzony, ale palca szkoda

W końcu do zabawy pod tytułem „Ile metrów mierzy Everest?” włączyli się Nepalczycy, najwyraźniej ambicjonalnie podrażnieni tym, że wszyscy dookoła ustalili już wysokość ich świętej góry Sagarmāthā, a oni sami jeszcze nie. Przygotowania do zadania ruszyły wkrótce po silnym trzęsieniu ziemi, które nawiedziło Nepal w kwietniu 2015 r. To był najgorszy kataklizm w tym kraju od 8 dekad. Zginęło 9 tys. osób, a setki tysięcy ludzi straciło dach nad głową. Epicentrum wstrząsu znajdowało się pod Himalajami. W lawinie, która po wstrząsie zeszła z Everestu, zginęły 22 osoby. Naukowcy zaczęli się zastanawiać, czy góra, która normalnie rośnie w tempie kilku milimetrów na rok, tym razem nie zmalała z powodu sił tektonicznych. „Postanowiliśmy wykonać pomiary i przy okazji dowieść, że Nepal potrafi to zrobić sam, że mamy dobrze przygotowanych naukowców i wystarczające zasoby sprzętu” – opowiadał Khimal Gautam z Nepalskiej Służby Geodezyjnej, kierownik przedsięwzięcia.

Dwudziestego drugiego maja 2019 r., po trzech latach przygotowań, pięcioosobowy zespół z Gautamem na czele wdrapał się w ciemnościach na Everest. Na wierzchołek dotarli o trzeciej nad ranem. Chcieli zdążyć z pomiarami przed tłumem himalaistów. Uruchomili najpierw odbiornik GPS, a potem radar do pomiaru grubości pokrywy śniegowej. W tym samym czasie inne grupy geodetów, rozmieszczone w ośmiu miejscach, z których widoczny jest Everest, namierzały jego czubek o świcie, gdy atmosfera jest najczystsza, przy pomocy teodolitów laserowych. Nie odbyło się bez poświęceń. Gautam stracił palec u nogi z powodu odmrożenia. Pół roku później nepalscy badacze poinformowali o zakończeniu obliczeń, ale ich wyniku nie podali.

Ważniejsza okazała się polityka. Nauka musiała poczekać. Kilka miesięcy wcześniej, jesienią 2019 r., do Katmandu, stolicy Nepalu, przyjechał chiński przywódca Xi Jinping. Nepal jest uzależniony od inwestycji swojego bogatszego sąsiada z północy. Podczas wizyty ogłoszono, że oba kraje będą współpracowały przy pomiarach Everestu. Dla Chin, tak jak dla Nepalu, najwyższa góra świata jest symbolem tożsamości narodowej. W 1960 r. Mao Zedong polecił zorganizowanie wielkiej wyprawy, podczas której trzech chińskich wspinaczy po raz pierwszy w historii weszło na Everest od strony północnej. W 2008 r. podczas igrzysk w Pekinie na szczyt wniesiono znicz olimpijski.

W zeszłym roku z powodu pandemii tłumów na Evereście nie było. Sezon wspinaczkowy został odwołany. W maju 2020 r. stanęła na nim tylko jedna grupa śmiałków. Byli to chińscy geodeci, którzy dokonali ponownego pomiaru wysokości góry, korzystając tym razem ze zbudowanego przez Chiny systemu nawigacji globalnej Beidou, składającego się z 30 satelitów. Równocześnie z pokładu samolotu przeprowadzono pomiary grawitacji. „To najbardziej precyzyjne ze wszystkich badań” – zadeklarował po zejściu ze szczytu jeden z liderów ekspedycji, Yang Yuanxi z Chińskiej Akademii Nauk. Zapowiedział też, że wynik poznamy w ciągu dwóch, trzech miesięcy. Okazało się jednak, że uzgadnianie kompromisowej wartości trwa dłużej.

Nową wysokość Everestu poznaliśmy w końcu w grudniu 2020 r. Wynik 8848,86 m n.p.m. oznacza, że Chiny i Nepal powiększyły go o 86 cm w stosunku do wciąż najpopularniejszego pomiaru indyjskiego z 1954 r. oraz obniżyły o 114 cm w stosunku do pomiaru amerykańskiego z 1999 r. Przedstawiciele obu krajów, prezentując nową wartość, wypowiadali się z dużą pewnością co do jej wyjątkowo dużej dokładności. Jednak Gautam, jak wielu innych geodetów, zwraca uwagę, że niezależnie od tego, jak dokładnie wykonany zostałby taki pomiar, i tak będzie miał on pewien margines błędu. „Nie da się idealnie zmierzyć Everestu. Możemy jedynie próbować odnaleźć wartość, która z największym prawdopodobieństwem odpowiada wysokości góry” – mówi. No i nie zapominajmy, że Everest cały czas rośnie. Zakładając, że co roku przybywa mu 5 mm, za 100 lat będzie wyższy o 0,5 m.

01.03.2021 Numer 3/2021

Czytaj także

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną