Technologia

Nowinki techniczne

Numer 4/2020
Darpa.mil / materiały prasowe

Dron transportowany powietrznym lotniskowcem

Nadchodzi zupełnie nowa era militarnego wykorzystania dronów. Dotychczas bezzałogowe statki powietrzne działały tak jak normalne samoloty. Startowały, wykonywały misję, a następnie lądowały w pierwotnym lub innym miejscu. Amerykańska wojskowa agencja badawczo- -rozwojowa DARPA od jakiegoś czasu pracuje nad całkiem nową koncepcją. Inspiracją są tu lotniskowce, które dostarczają samoloty w pobliże miejsca, w którym mają operować, a następnie przyjmują je po wykonanym zadaniu. W przypadku dronów funkcję lotniskowca ma pełnić samolot transportowy. Na wojskowym poligonie w Utah przeprowadzono właśnie testy drona X-61A, zwanego popularnie gremlinem. Został on podczepiony pod skrzydło samolotu transportowego C-130 Hercules. Co prawda pierwsza próba nie do końca była udana, ponieważ testowy dron nie został odzyskany (awaria spadochronu), ale docelowo ma to wyglądać tak: transportowiec dostarcza dron w pobliże miejsca wykonywania misji, uwalnia go, a następnie oczekuje na powrót po misji. Firma Dynetics, która współpracuje w tej kwestii z Pentagonem, uważa, że każdego gremlina będzie można wykorzystać do 20 misji. Zadaniem dronów może być zakłócanie radioelektroniczne, namierzanie radarów przeciwnika czy też szacowanie zniszczeń.

Robot do odchwaszczania

Każdy, kto miał kiedyś wątpliwą przyjemność wyrywania chwastów na polu lub działce, na pewno z zainteresowaniem przywita Odd.Bota. Jest to pierwsze urządzenie, które może zastąpić żmudne odchwaszczanie. Zwykle to bowiem ludzie muszą ręcznie usuwać chwasty z pól uprawnych. Odd.Bot szczególne by się przydał na farmach ekologicznych, gdzie stosowanie herbicydów jest praktycznie zakazane. Jest to urządzenie całkowicie autonomiczne. Porusza się na trzech solidnych kołach, a wyposażono je w zestaw kamer oraz czujników i efektorów, które pozwalają na rozpoznanie niechcianych roślin i trwałe ich usunięcie. Co ważne – niekoniecznie trzeba kupować takiego robota, firma oferuje wynajem.

Bridgestone wprowadzi rewolucyjne opony

Już na tokijskich igrzyskach olimpijskich latem tego roku firma Bridgestone zamierza zaprezentować zupełnie nowy typ opon, które nie wymagają pompowania, a więc będą też odporne na przedziurawienie. Cały sekret polega na żebrowanej strukturze wewnętrznej, przy czym te elementy wykonane są z termoplastycznej żywicy o dużej wytrzymałości. W Tokio Bridgestone zaprezentuje tylko rowery wyposażone w takie opony, ale docelowo planuje stworzenie ich do pojazdów ciężarowych. Jest to odpowiedź firmy na zapotrzebowanie flot samochodowych, ponieważ problemy z oponami, z których ucieka powietrze, są powszechne. Szacuje się, że pojawiają się średnio co kilkanaście tysięcy kilometrów, co generuje niepotrzebne koszty i zabiera czas. Bardzo wytrzymałe opony do pojazdów ciężarowych mają mieć nośność 2,5 t na jedno koło, co pozwoli na ich zastosowanie nawet w bardzo wymagających warunkach. Bridgestone nie wyklucza późniejszego wprowadzenia podobnych opon także w samochodach osobowych.

Prąd elektryczny z deszczu

Okazuje się, że padające krople deszczu mogą się przydać do generowania prądu elektrycznego. Nie chodzi tutaj jednak o prostą energię mechaniczną tych kropel, ale o wykorzystanie tzw. efektu tryboelektrycznego. Zjawisko to polega na generowaniu ładunków elektrycznych wskutek kontaktu i tarcia o siebie dwóch różnych materiałów. Konwencjonalny generator wykorzystujący ten efekt został wymyślony już jakiś czas temu, ale ilość prądu elektrycznego, którą można za jego pomocą wytworzyć, była śladowa. Zespół badaczy z City University of Hongkong stworzył źródło zdecydowanie bardziej efektywne. Wykorzystał do tego strukturę zbliżoną do konstrukcji tranzystora polowego (FET). Pozwoliło to na uzyskanie tysiące razy większej energii. Urządzenie składa się z trzech warstw – elektrody zbudowanej z tlenku indu i cyny (ITO), cienkiej powłoki teflonowej i drugiej elektrody z aluminium (Al). Krople wody, uderzając w teflon, generują ładunki elektryczne zbierane przez elektrody. Gdy kropla się rozlewa, łączy elektrody, zamykając obwód elektryczny. Badania laboratoryjne wykazały, że krople spadające z wysokości 15 cm mogą wytworzyć prąd o napięciu 140 V i natężeniu pozwalającym na uruchomienie aż do 100 niewielkich LED-ów.

Ciepłe dłonie

Firma Zippo znana jest jako producent kultowych zapalniczek benzynowych. Okazuje się, że teraz za sprawą niewielkiego urządzenia o nazwie HeatBank 9s będzie można ją kojarzyć z zupełnie innym wyrobem. Jest to bardzo zgrabny, wyprofilowany podobnie do uchwytu pistoletowego elektryczny ogrzewacz dłoni. Wbudowana bateria o pojemności 5200 mAh może służyć także jako powerbank. Ładowanie odbywa się przy użyciu kabla USB – z komputera albo ładowarki. Do dyspozycji mamy sześć ustawień mocy, największa pozwala na uzyskanie temperatury do 50ºC. W pełni naładowany ogrzewacz pracuje nawet przez 9 godz. Poziom naładowania wskazują diody. O dziwo, chociaż jest to produkt firmy Zippo, urządzenie nie ma wbudowanej zapalniczki. Można je kupić za niecałe 50 dol.

Dłonie można ogrzać też pośrednio. Tutaj z pomocą przychodzi rozwiązanie przygotowane dla armii amerykańskiej. Są to elektryczne opaski-ogrzewacze, które zakłada się na przedramiona. Podniesienie temperatury powoduje rozszerzenie naczyń krwionośnych i ogrzanie krwi, która następnie dociera do naczyń krwionośnych dłoni. Przeprowadzone w niskich temperaturach testy wykazały, że sprawność dłoni ogrzewanych pośrednio opaskami na przedramionach rośnie o ok. 50%. Zdecydowanie wzrasta też siła palców.

Urządzenie do naklejania skóry

Ciężkie oparzenia wymagają często usunięcia dużych fragmentów uszkodzonych tkanek i pokrycia powierzchni nową skórą. Najczęściej wykonuje się w tym przypadku przeszczep skóry z innej części ciała. Jeśli jednak oparzenie jest na tyle głębokie, że obejmuje też tzw. skórę właściwą i tkankę podskórną, sytuacja staje się trudniejsza. Nie zawsze też można znaleźć odpowiednią powierzchnię skóry do przeszczepu. W takich przypadkach z pomocą może przyjść urządzenie stworzone przez kanadyjskich naukowców i inżynierów. Przypomina ono nieco profesjonalny dyspenser do taśmy klejącej, ale w tym przypadku zamiast taśmy mamy odpowiednio przygotowany bioatrament, którego główny składnik stanowi fibryna, proste białko pełniące istotną funkcję podczas krzepnięcia krwi. Bioatrament nanosi się bezpośrednio na ranę, a testy wykazały, że warstwa jest jednolita. Co więcej, nie zaobserwowano występowania stanów zapalnych, a proces leczenia przebiega podobnie jak przy użyciu siateczki kolagenowej. Badania przeprowadzono na razie na świniach, ale planowane są już testy kliniczne z udziałem ludzi.

01.04.2020 Numer 4/2020

Czytaj także

Reklama
Reklama