Technologia

Podwodny łyżwiarz

Numer 1/2020
Robot NASA jeździ po lodzie od spodu – jego następca ma polecieć kiedyś na Enceladusa.

Podczas antarktycznego lata na południowy kraniec Ziemi ściągają naukowcy z całego świata. W tym roku jest wśród nich ekipa badaczy z amerykańskiej agencji kosmicznej NASA, którzy w połowie grudnia zjawili się w australijskiej stacji naukowej Casey położonej w Antarktydzie Wschodniej nad brzegiem Oceanu Indyjskiego. Przywieźli oni ze sobą dość nietypowy pojazd podwodny, którego testy mają potrwać do końca stycznia 2020 r. Jego szczególną cechą jest zdolność po poruszania się po lodzie morskim, ale nie po powierzchni, co jest oczywiście łatwizną, lecz po spodniej stronie, czyli mającej kontakt z wodą.

– Chcemy zobaczyć, jak sprawuje się nasz samobieżny robot w najbardziej skrajnych warunkach, jakie panują na Ziemi. To element przygotowań do przyszłych misji kosmicznych na globy takie jak Europa czy Enceladus – mówi Kevin Hand, główny twórca pojazdu o nazwie BRUIE (skrót od ang. buoyant rover for under-ice exploration). Europa to jeden z czterech największych księżyców Jowisza, z kolei niewielki Enceladus krąży wokół Saturna. Oba są pokryte lodem, pod którym znajdują się oceany, będące potencjalnym siedliskiem życia. Aby to jednak sprawdzić, trzeba wysłać pod lód sondę, która musiałaby sobie sama radzić w niecodziennych warunkach: przetrwać, poruszać się, nawigować, zbierać dane i utrzymywać łączność. Wody antarktyczne są najbliższym odpowiednikiem środowiska obu oceanicznych księżyców.

BRUIE ma około metra długości i jest wyposażony w dwa koła, dzięki którym może toczyć się po lodzie od spodu. Robi zdjęcia i wykonuje pomiary w strefie granicznej lodu i wody, chętnie wybieranej przez żywe organizmy. Do lodu przywiera dzięki temu, że jest wypierany ku górze przez słoną wodę. Poza tym sam włącza się i wyłącza, przechodząc w stan czuwania w okresach pomiędzy zbieraniem danych zleconych przez naukowców. Dzięki temu może przebywać pod lodem wiele miesięcy. Ale to jeszcze nie w tym roku. Na razie ma przetrwać kilka tygodni, przy czym nie jest pewne, czy pozwolą mu na to ciekawskie pingwiny i foki, które podobno już zainteresowały się nowym towarzyszem.

01.01.2020 Numer 1/2020

Czytaj także

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną