Technologia

Wojna sieciocentryczna

Numer 2/2020
Wojsko coraz rzadziej posługuje się kategorią pola bitwy. Współcześnie zaczyna dominować koncepcja przestrzeni bitwy, w której ludzi będzie wspierać, a z czasem nawet całkowicie zastępować sztuczna inteligencja, informacje zaś będą nieustannie wymienianie pomiędzy wszystkimi systemami bojowymi.

Jeżeli jakiś film SF bliski jest urzeczywistnienia zawartej w nim wizji, to na pewno „Terminator” Jamesa Camerona. Oczywiście nie chodzi tutaj o humanoidalne i w pełni samodzielne cyborgi, które podróżują w czasie, lecz o system podobny do filmowego Skynetu – autonomiczną sztuczną inteligencję o dużej mocy obliczeniowej, która spina wszystkie wojskowe systemy w całość, od pojedynczego żołnierza poprzez samoloty, drony, rakiety balistyczne i satelity aż po okręty. Taka futurystyczna konstrukcja rodzi się na naszych oczach.

Punktem wyjścia jest rewolucja informatyczna, która dotyczy nie tylko świata cywilnego, ale także wojskowego. Wymiana danych w czasie rzeczywistym stała się codziennością. Zapotrzebowanie systematycznie rośnie. Przykładowo jeden tylko zwiadowczy bezzałogowiec Global Hawk potrzebuje łącza o przepustowości do 500 Mb/s – czyli pięć razy większej niż miał 500-tysięczny amerykański kontyngent w czasie wojny w Zatoce Perskiej w 1991 r. Obecnie siły zbrojne państw rozwiniętych uzależnione są od transferu danych – jest to niezbędne, by sprawnie kierować armiami, wykrywać i namierzać cele, a potem precyzyjnie je niszczyć. Dzięki danym satelitarnym rakiety potrafią przelecieć setki kilometrów i zniszczyć dowolny obiekt niezależnie od pory dnia i nocy, a także warunków pogodowych. Jeszcze do niedawna było to niemożliwe.

Szerokopasmowy transfer danych sprawia, że wojskowi nie mówią już o trójwymiarowym polu bitwy (wymiar lądowy, morski i powietrzny), lecz o sześciowymiarowej przestrzeni, obejmującej również kosmos, cyberprzestrzeń (działania informatyczne) i sferę psychologiczno-informacyjną (propaganda). Wraz z dalszym technologicznym rozwojem znaczenie informacji wzrośnie.

System systemów

Łączenie wielorakich komponentów w przestrzeni pola bitwy już działa, o czym świadczą zintegrowane oprogramowanie i sprzęt (software i hardware) w ramach cyfrowych systemów zarządzania polem walki. Przykładem jest polski Fonet, integrujący wyposażenie elektroniczne pojazdu oraz sterujący sieciami przewodowymi i radiowymi. System bojowy Aegis zapewnia automatyczną kontrolę nad pokładowymi urządzeniami wykrywania i neutralizacji zagrożeń. To także już istniejąca metoda remote on launch, wykorzystywana w systemach przeciwlotniczych i przeciwrakietowych.

W przeszłości wyrzutnia, aby wystrzelić rakietę, musiała wykryć i śledzić cel, wykorzystując przy tym własną stację radiolokacyjną. Kiedy obiekt znajdował się daleko, operacja wiązała się z oczekiwaniem, aż wejdzie w zasięg rakiety. Obecnie dzięki rozwojowi sieci sensorów, a także systemu dowodzenia i kontroli można wystrzeliwać rakietę przechwytującą, zanim jeszcze jej własne systemy wykryją cel. System korzysta przy tym z danych zewnętrznych – radarów lądowych lub na okrętach, które mogą znajdować się setki lub tysiące kilometrów od wyrzutni. To one naprowadzają na cel rakietę, którą wystrzeliła „ślepa” wyrzutnia.

Siły zbrojne państw najbardziej rozwiniętych z niecierpliwością czekają na pojawienie się standardu 5G. O ile w świecie cywilnym oznacza to możliwość oglądania ulubionych filmów w doskonałej rozdzielczości lub prowadzenia rozmów z rodziną podczas wakacji, o tyle wojskowym da to możliwość przesyłu danych wywiadowczych o lepszej jakości oraz tworzenie wieloskładnikowego obrazu sytuacji na froncie. Zyskają szansę połączenia w jeden zarządzany przez sztuczną inteligencję system nadzorujący tysiące elementów – od pojedynczego żołnierza (tu sensory monitorujące jego funkcje życiowe i przesyłające obraz z kamery do centralnego komputera) poprzez dane zbierane przez satelity i bezzałogowce aż po kontrolę uzbrojenia. Komputery będą na bieżąco gromadzić i przetwarzać informacje nie tylko o położeniu każdego pojazdu, ale także o zapasie amunicji czy paliwa. Wszystko przeanalizuje sztuczna inteligencja, która na koniec przedstawi wojskowym możliwe scenariusze.

W tak zintegrowanym systemie systemów klasyczny podział na wojska lądowe, lotnictwo i marynarkę wojenną przestaje mieć znaczenie – będą to blisko współpracujące elementy jednej sprawnej maszyny. Wojna nowej generacji zakłada zaawansowane współdziałanie człowieka z systemami bezzałogowymi – sterowanymi przez pilotów samolotów i śmigłowców dronami rozpoznawczymi czy bojowymi. Te w każdej chwili pobiorą dane z innych dronów, okrętów lub satelitów – w zależności od decyzji komputera pokładowego. Jednocześnie zakłada się pełną kompatybilność z sojusznikami – interoperacyjność i usieciowienie sprowadzać się mają więc nie do armii jednego państwa, lecz kilku, kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu. Docelowo oznacza to sieciową strukturę zarządzającą wszystkimi samolotami, radarami, okrętami, żołnierzami i pojazdami.

Zastępowanie człowieka

Planiści liczą, że nowoczesne i bardzo szybkie komputery wzmocnią wojsko na dwóch zasadniczych płaszczyznach. Po pierwsze, będą stanowić wsparcie dla żołnierza. Dotyczy to przede wszystkim pilotów nowoczesnych samolotów bojowych. Przykładem jest chociażby wielozadaniowy odrzutowiec F-35, który zapewnia jednoczesny dostęp do setek informacji w czasie rzeczywistym. Problemem nie jest już posiadanie danych, tylko ich przetworzenie i wykorzystanie – w tym obszarze nawet najlepsze wyszkolenie i doświadczenie nie pokona obiektywnych ograniczeń ludzkiego mózgu. Dotyczy to szczególnie sytuacji stresowych lub zmęczenia, co jest normą przy kilkunastu godzinach lotu (wówczas taki samolot jest tankowany w powietrzu). Innymi słowy, sztuczna inteligencja przetworzy dane za człowieka, ułoży je według znaczenia, a także wyręczy go w podjęciu niektórych decyzji.

Drugi zamierzony cel to całkowite zastąpienie ludzi w pewnych działaniach. Obecnie człowiek występuje w każdym elemencie tak zwanego kill chain – łańcucha decyzyjnego, składającego się z wykrycia i śledzenia zagrożenia, podjęcia decyzji o jego zniszczeniu i – na końcu – wyboru potrzebnych do tego środków. To jednak zajmuje dużo czasu, a w przypadku rakiet balistycznych czy manewrujących – nawet kilka minut lub kilkadziesiąt sekund. Założenia tego systemu dokładnie przedstawił niedawno na dubajskiej konferencji lotniczej gen. David Goldfein, szef sztabu US Air Force. Goldfein jest jednym z wielu, którzy przepowiadali rychłe pojawienie się tzw. multi-domain operations, a więc działań na wielu płaszczyznach realizowanych w całkowicie usieciowionym środowisku.

W tej popularnej wizji każda platforma (samolot, żołnierz, satelita), każdy sensor (stacje radiolokacyjne, kamery obserwacyjne) oraz każdy operator będą ze sobą połączone w ramach tzw. pełnej siatki (full mesh network) – każdy węzeł sieci ma połączenie z każdym innym węzłem. Wymiana danych w czasie rzeczywistym następuje wówczas w dowolnym kierunku, z pominięciem centrum dowodzenia. Namierzanie celu i wybór broni mają następować automatycznie. „Będziemy wymieniać się danymi po całej sieci z prędkością światła” – głosi gen. Goldfein, który zdradził, że takie prace są już mocno zaawansowane. W 2019 r. połączono bowiem wcześniej osobne układy – satelitę, systemy obserwacyjne (drony), naziemne centrum dowodzenia oraz okręty. Wszystkie elementy sieci otrzymały taki sam dostęp do danych i możliwość autonomicznego decydowania, z którym komponentem chcą się połączyć i jakie informacje mu przekazać.

Przebieg scenariusza pokazuje, jak ma wyglądać przyszłe pole walki. Oto w symulowanym działaniu satelita automatycznie wykrył nieprzyjacielski okręt, a ponieważ nie mógł dokładnie określić zagrożenia i wskazać jego położenia, przekazał informacje do bezzałogowca, który zebrał dodatkowe dane. Później dron przesłał je do centrum dowodzenia, gdzie wybrano okręt wojenny jako ten środek, którego należało użyć do neutralizacji zagrożenia. „Najważniejszym elementem tego ćwiczenia było to, że pierwszym człowiekiem w łańcuchu decyzyjnym był dopiero dowódca niszczyciela – wyjaśniał Goldfein. – Wszystkie inne kroki, w tym dotyczące kierunku wymiany informacji i koniecznych działań, podjęły samodzielnie maszyny. Takie procesy nie są już teorią – to rzeczywistość”.

Robert Czulda
Uniwersytet Łódzki

01.02.2020 Numer 2/2020

Czytaj także

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną