Technologia

Nowinki techniczne

Numer 11/2019
structuresxx / Shutterstock

Jak wykryć, czy kierujący autem korzysta ze smartfona

Australijscy eksperci zajmujący się ruchem drogowym są zaniepokojeni rosnącą liczbą wypadków spowodowanych przez kierowców, których uwaga skupiła się na ekranie telefonu, a nie na drodze. Dlatego planują umieszczenie w kluczowych miejscach nad drogami 45 kamer wykrywających smartfony. Są to w zasadzie zestawy składające się z dwóch urządzeń – jedna kamera wykrywa i fotografuje tablicę rejestracyjną pojazdu, a druga, z wysokorozdzielczym obiektywem, robi zdjęcie wnętrza przez przednią szybę (z góry). Specjalny algorytm analizuje obraz, wykrywając obecność smartfona oraz to, co kierowca robi z rękoma. System automatycznie wyklucza obrazy, na których człowiek nie dotyka telefonu. Ostateczną decyzję o ukaraniu podejmuje jednak osoba, która dostaje zdjęcia odsiane przez algorytm. Półroczne próby pozwoliły na wykrycie 100 tys. takich sytuacji (na 8,5 mln zdjęć). Kuriozalnym przypadkiem było namierzenie kierowcy, który używał jednocześnie smartfona i iPada.

Hakowanie aparatów fotograficznych

Wiele najnowszych cyfrowych aparatów fotograficznych ma wbudowaną możliwość komunikacji za pomocą wi-fi. Jest to wygodna opcja, pozwalająca na szybkie przesyłanie zdjęć do rozmaitych urządzeń (laptopy, tablety itp.). Niestety, każda tego typu technologia miewa słabe punkty. Eyal Itkin, specjalista do spraw cyberbezpieczeństwa pracujący w izraelskiej firmie Check Point, odkrył, że system Picture Transfer Protocol (PTP), który obsługuje przesyłanie zdjęć, jest podatny na działanie hakerów. Atak może nastąpić na dwa sposoby. Pierwszy polega na uruchomieniu publicznego punktu dostępowego wi-fi (access point), z którym aparat się łączy. Wtedy przestępca przejmuje kontrolę nad sprzętem, wysyłając konkretną sekwencję komend. Możliwa jest też pośrednia modyfikacja pracy aparatu. W tym przypadku haker atakuje połączony z nim komputer i infekuje go odpowiednim programem szpiegującym.

Itkin zademonstrował to działanie na aparacie EOS firmy Canon, która szybko stworzyła specjalną łatkę zapobiegającą możliwości ataku. Specjaliści uważają jednak, że urządzenia innych firm też są narażone na podobne włamania. Warto sprawdzić, czy oprogramowanie w naszym aparacie jest aktualne, w przeciwnym razie czekają nas niepotrzebne kłopoty.

Nowy typ protezy

Już od jakiegoś czasu protezy kończyn dolnych przestały być zwykłymi urządzeniami mechanicznymi. Coraz częściej są naszpikowane elektroniką, której zadaniem jest przystosowanie ich do pełnienia funkcji jak najbardziej zbliżonych do prawdziwych nóg. W przypadku amputacji pacjenci często odczuwają tzw. bóle fantomowe, czyli nieprzyjemne doznania w miejscu odjętej części ciała. Specjaliści z dziedziny neuroinżynierii, pracujący pod kierunkiem prof. Stanišy Raspopovicia na Eidgenössische Technische Hochschule Zürich (ETH), skonstruowali protezę nogi wyposażoną w zespół siedmiu czujników mierzących nacisk na podłoże na spodzie protezy oraz czujnik mierzący kąt zgięcia w stawie kolanowym. Sygnały elektryczne z czujników poprzez elektrody stymulują nerw kulszowy, który znajduje się nad miejscem amputacji. Testy protezy przeprowadzono u dwóch pacjentów z nogami amputowanymi powyżej stawu kolanowego. Obaj stwierdzili, że znacznie łatwiej i szybciej im się chodzi nawet po trudnym piaszczystym terenie. Co ważne, jeden z pacjentów po miesiącu przestał zupełnie odczuwać bóle fantomowe, a drugi określił je jako sporadyczne. W najbliższym czasie naukowcy planują kolejne testy na większej grupie osób po amputacjach.

Waga łazienkowa do monitorowania serca

Choroby układu sercowo-naczyniowego dotykają milionów ludzi na całym świecie. Opieka kardiologiczna jest ważna, ale nikt nie chce chodzić do lekarza codziennie. Dlatego rozmaite zespoły badawcze ciągle pracują nad urządzeniami, które bezinwazyjnie sprawdzałyby stan serca i układu krążenia w zaciszu domowym. Z ciekawą propozycją wyszli badacze z Georgia Institute of Technology, którzy zmienili wagę łazienkową w specjalistyczne urządzenie monitorujące. Wystarczy stanąć w odpowiednim miejscu na wadze, rękoma chwycić dwie elektrody, a resztę załatwi technika. Procesor elektroniczny zarejestruje balistokardiogram i dzięki wykorzystaniu algorytmów poinformuje pacjenta o stanie jego serca. Technika balistokardiografii jest dość stara, ale dopiero teraz dzięki elektronice przeżywa renesans. Jest to metoda nieinwazyjna, polegająca na rejestracji niewielkich ruchów powierzchni ciała wywołanych skurczami mięśnia sercowego. Testy przeprowadzone na 43 pacjentach z chorobami serca potwierdziły użyteczność skonstruowanego urządzenia. Jest szansa, że za jakiś czas pojawi się ono na rynku. Projektanci przewidują, że w komercyjnej wersji waga będzie mogła automatycznie wysyłać wyniki badań do lekarza prowadzącego.

Kwantowa teleportacja

Teleportacja od zawsze pobudza wyobraźnię ludzi. Wszyscy oczywiście pamiętają słynne teleportacje z serialu „Star Trek” („Beam me up, Scotty!”), ale tego typu przenoszenie ludzi czy innych dużych obiektów materialnych nadal pozostaje tylko domeną fantastyki naukowej.

Od jakiegoś czasu jednak uczeni pracują nad kwantową teleportacją informacji, opartą na niesamowicie ciekawym zjawisku splątania kwantowego. Zjawisko to pozwala na transmisję tzw. kubitów, czyli najmniejszych jednostek informacji kwantowej (odpowiednik stanów 0 i 1). Współpraca mieszczącego się w Hefei (prowincja Anhui) chińskiego uniwersytetu technologicznego z Uniwersytetem Wiedeńskim zaowocowała teleportacją kutritu. To jednostka informacji kwantowej większa niż kubit, odpowiednik stanów 0, 1 i 2. Można powiedzieć, że jeśli foton w kubicie potraktujemy jako dwuwymiarowy, to w kutricie może on przyjmować trzy stany prostopadłe, a więc jest trójwymiarowy. Dotychczas uczonym udało się teleportować kutrity z wiernością 75%, co uznaje się za doskonały wynik jak na początek badań.

Tani sposób generowania prądu w nocy

Urządzenia fotowoltaiczne są już powszechnie stosowane do uzyskiwania energii elektrycznej na całym świecie. Energię tę można oczywiście do pewnego stopnia magazynować, ale naukowcy poszukują sposobów pozyskiwania jej także w nocy, gdy fotowoltaika nie daje rady. Zespół naukowców z University of California w Los Angeles wspólnie z kolegami ze Stanford University zaprojektował proste urządzenie wykorzystujące do produkcji elektryczności różnicę temperatur. Uczeni połączyli zwykły radiator z metalizowanej folii mylar z pomalowanym na czarno emiterem. Urządzenie pobiera ciepło z otaczającego powietrza, a czarny element, działając na zasadzie konwekcji, wysyła je po prostu w górę. Powstająca różnica temperatur umożliwia generowanie prądu elektrycznego o niewielkiej mocy – dotychczas udało się uzyskać 25 mW z 1 m2. Wystarczyło to do zasilenia pojedynczej lampki LED, ale jak podkreślają twórcy układu, całość da się bez problemu przeskalować i uzyskać dzięki temu więcej energii.

01.11.2019 Numer 11/2019

Czytaj także

Reklama
Reklama