Technologia

Podwodne ekstremalne etaty

Numer 7/2019
Skoro natura nie wyposażyła nas w odpowiednie narzędzia, by ekspansję naszej cywilizacji w równym stopniu przeprowadzać pod wodą, jak i na lądzie, musieliśmy poradzić sobie sami.

Większości osób nurkowanie kojarzy się z podziwianiem przepięknych raf koralowych, względnie podwodną fotografią czy eksplorowaniem zatopionych wraków. O czymś takim jak podwodny etat ciężko myśleć w kategoriach normalnej pracy. Ale takie formy stałego zarobku istnieją i rzeczywiście odnieść ich do karier lądowych nie sposób. Co więcej, część z tych zajęć jest wyjątkowo lukratywna. Z dużymi pieniędzmi wiąże się jednak olbrzymie ryzyko, które rośnie w miarę zanurzania się w otchłani.

Podwodna ekstrawagancja

Prawdopodobnie najlepiej płatnym zajęciem dla nurka jest… wyławianie piłeczek golfowych. Liczby w tym przypadku bywają obłędne: podczas jednego sezonu gracze potrafią posłać do stawów i rzek, stanowiących integralną część pól golfowych, nawet 1,5 mln piłeczek. Jeden kurs dla dobrze znającego się na swojej pracy zawodowca to łup w postaci nawet 4 tys. sztuk zgub, które można odsprzedać z powrotem klubowi. Przy cenie wynoszącej nawet do dolara za piłeczkę łatwo zrozumieć, że zajęcie to jest bardzo kuszące dla adeptów nurkowania. W pakiecie pojawiają się jednak zagrożenia w postaci zanieczyszczonej wody i lokalnej, niekoniecznie nieszkodliwej fauny. Na przykład okolice florydzkich zbiorników to idealne miejsce lęgowe dla licznie występującego na południu Stanów Zjednoczonych gatunku aligatora amerykańskiego. Według relacji poławiaczy mimo zachowania wzmożonych środków ostrożności sporadycznie dochodzi do niebezpiecznych spotkań nurków z tymi zwierzętami.

O tego typu emocje nie musi z kolei martwić się Rob Doyle, licencjonowany instruktor Profesjonalnego Stowarzyszenia Instruktorów Nurkowania (PADI), który na co dzień trudni się… dostarczaniem pizzy gościom podwodnego hotelu Jules’ Undersea Lodge na florydzkim Key Largo. Umieszczony na głębokości ponad 10 m pod powierzchnią wody przybytek jest jedynym tego typu miejscem na świecie, do którego pensjonariusze mogą dostać się, wyłącznie nurkując. Służąca w latach 70. za podwodne laboratorium w Portoryko (La Chalupa Research Laboratory) mobilna konstrukcja zmieniła się w hotel w 1986 r. W jego ofercie obok niezwykłego widoku przez iluminatory, w pełni wyposażonej kuchni i dwóch sypialni znajdują się również kursy nurkowe i zapewniona przez Roba Doyle’a dostawa zamkniętej w wodoszczelnym pojemniku gorącej pizzy.

W służbie społeczeństwu

O ile wymienione wcześniej przykłady są do tego stopnia nietypowe, że z punktu widzenia mieszkańca Starego Kontynentu trudno uznać je za coś więcej niż ciekawostkę, o tyle z nurkami pracującymi w służbie publicznej każdy z nas może się spotkać. Wśród nich wymienia się kilka typów specjalizacji, m.in. dochodzenie w miejscu przestępstwa, działania związane z terroryzmem oraz ratowanie/odnajdywanie ofiar wypadków wodnych. Pomimo pracy w warunkach ograniczonej widoczności, niskiej temperatury czy silnych prądów przy większości zadań zawodowcy korzystają z konwencjonalnego sprzętu. Składają się nań maska pełnotwarzowa, bezprzewodowa łączność podwodna i wytrzymały skafander, suchy bądź mokry, co zależy od konkretnego zadania. Skafander mokry wiąże cienką warstewkę wody, która – ogrzana przez ciało nurka – stanowi dodatkową izolację termiczną i najlepiej sprawdza się w przypadku krótkich nurkowań. Z kolei przeznaczony do dłuższych zanurzeń skafander suchy dzięki uszczelnieniom wokół nadgarstków i szyi oraz zintegrowanym butom umożliwia włożenie pod niego odzieży. Dodatkowym zabezpieczeniem przed utratą ciepła jest wypełniający go gaz (np. argon), którego dopływ regulowany jest przez zawór dopustowy (używany w miarę zanurzania się ze względu na rosnące ciśnienie) i upustowo-nadmiarowy.

Śledczy poszukujący dowodów przestępstwa to najczęściej policjanci, wiedzący, w jaki sposób wydobywać i odpowiednio zabezpieczać takie materiały czy sporządzać szczegółowe mapy terenu. Niewątpliwie najbardziej obciążającą psychikę pracę mają jednak profesjonaliści zajmujący się ratownictwem bądź odnajdywaniem ofiar wypadków.

W Polsce taka grupa elitarnych zawodowców oficjalnie nazywa się starszymi nurkami ratownictwa (potocznie: nurkami głębokowodnymi). Aby uzyskać odpowiednie uprawnienia do wykonywania zawodu, kandydaci muszą odbyć kilka lat kursów. Dodatkowo wymagany jest doskonały stan zdrowia. Przed rekrutacją przeprowadza się szczegółowe testy medyczne i psychologiczne, a potem w trakcie kursów nawet 14 typów badań lekarskich, co zdecydowanie zawęża krąg kandydatów. Nurkowie głębokowodni nie tworzą jednak grupy. Są rozlokowani w Dywizjonie Okrętów Wsparcia oraz Ośrodku Szkolenia Nurków i Płetwonurków Wojska Polskiego. Do ich podstawowych zadań należy niesienie pomocy załogom okrętów podwodnych, choć pozostają w gotowości cały czas i pomagają np. w badaniu wraków czy poszukiwaniu ofiar wypadków. Szkolenie w tej dziedzinie musi obejmować zatem nie tylko techniki obchodzenia się ze szczątkami, poszukiwawcze czy obserwacji otoczenia, ale i sposób zachowania, gdy w grę wchodzą emocje ocalałych bądź ich najbliższych. Niewątpliwy trud wynagradzany jest za to możliwością przyniesienia choćby częściowej ulgi rodzinom ofiar.

Co ciekawe, najbardziej bodaj śmiała próba odzyskania zwłok została przeprowadzona nie przez profesjonalistę, ale przez amatora. W 2005 r. ekstremalnie trudnej akcji wydobywczej podjął się australijski pilot linii lotniczych i światowy rekordzista w nurkowaniu jaskiniowym na obiegu zamkniętym David Shaw. Rok wcześniej podczas swego rekordowego, niemal dziesięciogodzinnego pobytu pod wodą Shaw odkrył w owianej złą sławą południowoafrykańskiej jaskini Boesmansgat unoszące się na głębokości 270 m ciało innego nurka, Deona Dreyera. Gdy wrócił w to miejsce, podczas próby uwolnienia ciała niestety zaplątał się w jedną z linek i, straciwszy orientację, utonął. Cała ta dramatyczna akcja została uwieczniona przez kamery umieszczone na hełmie nurka i do dziś jest dostępna w serwisie YouTube, gdzie można zapoznać się też z detaliczną analizą przyczyn tragedii.

Reaktory atomowe

Nurkowanie wiąże się z ekstremalnym ryzykiem nie tylko podczas pracy w naturalnych zbiornikach wodnych. Na przykład bloki reaktorów atomowych, chłodzone dziesiątkami tysięcy litrów wody, muszą być serwisowane jak każdy inny sprzęt, a ze względu na specyfikę ich funkcjonowania nie można ich po prostu osuszyć. Ponieważ zapotrzebowanie energetyczne wymusza budowę kolejnych elektrowni atomowych, zwiększa się też zapotrzebowanie na specjalistów z żyłką hazardzisty. A zabezpieczyć się nurkowie pracujący w reaktorach atomowych muszą przede wszystkim przed temperaturą oraz promieniowaniem. Sposób na poradzenie sobie z temperaturą, często przekraczającą 35°C, sprowadza się do zastosowania kombinezonu z czynnikiem chłodzącym bądź kamizelki z lodem, wykorzystywanej w przypadku krótkich prac. Chociaż kombinezon całkowicie izoluje człowieka od kontaktu z wodą, to jednak nie chroni przed promieniowaniem. Dlatego na wyposażeniu znajdują się dozymetry pozwalające kontrolować ilość pochłoniętego promieniowania, co oczywiście zależy m.in. od czasu pracy w szkodliwym otoczeniu.

Większość nurkowań w reaktorach z reguły nie przekracza godziny, w trakcie której praca jest nieustannie monitorowana przez zespół z powierzchni. Mimo zastosowania rygorystycznych środków bezpieczeństwa i braku dodatkowych czynników komplikujących zadanie, jak ograniczona widoczność, zawód ten jest w dalszym ciągu uważany za jeden z najbardziej wymagających pośród toczących się pod wodą.

W tej pracy zdarzają również i wyjątkowo dramatyczne momenty. 1 maja 1986 r., zaledwie pięć dni po katastrofie w elektrowni nuklearnej w Czarnobylu, przybyli na miejsce ratownicy odkryli, że większość z 211 prętów kontrolujących pracę reaktora się stopiła i konieczne było natychmiastowe jego osuszenie. Kontakt stopionej masy z wodą groził kolejną – jeszcze większą – eksplozją. By tego uniknąć, należało ręcznie otworzyć zawór znajdujący się pod wodą. Samobójczej misji podjęło się trzech mężczyzn. Aleksiej Ananenko, Walery Bespałow i Borys Baranow wspólnie zanurkowali do skażonego promieniowaniem labiryntu pomieszczeń, by umożliwić prowadzenie operacji ratunkowej. Dalszy los nurków pozostaje nieznany – według jednych źródeł zmarli oni niespełna tydzień po bohaterskim wyczynie, choć niektórzy badacze katastrofy wskazują, że przynajmniej Aleksiej Ananenko żył jeszcze w 2012 r. Jakkolwiek jednak potoczyły się losy całej trójki, znaczenie tego wyczynu jest ogromne.

Komory spawalnicze

Jeśli może być jeszcze bardziej ekstremalnie, to tylko w morzu. Oprócz zanurzeń eksploracyjno-badawczych wymienić można tu w zasadzie dwa sporadycznie łączące się ze sobą obszary: podwodne spawanie oraz nurkowanie saturowane, oba wykonywane w związku z konserwacją tam, śluz dla statków czy elementów infrastruktury przemysłu naftowego.

Podwodne spawanie może się odbywać na trzy sposoby: mokry, zdecydowanie popularniejszy, suchy i pośredni, polegający na wykorzystaniu lokalnych komór spawalniczych. Ten pierwszy oznacza ciągły kontakt nurka i samego spawu z wodą – z tego też względu, mimo że teoretycznie wymaga nieco mniejszego zaplecza technicznego, uchodzi za metodę bardziej zawodną i ryzykowną. Zbyt szybkie chłodzenie wodą zwiększa bowiem ryzyko pękania spawu. Na dodatek praca na głębokościach oznacza ograniczoną widoczność. Dlatego najczęściej technikę tę stosuje się w nagłych sytuacjach albo jako rozwiązanie tymczasowe. Znacznie skuteczniejsza jest metoda spawania na sucho z wykorzystaniem komory izolującej zarówno nurka, jak i obszar roboczy od kontaktu ze środowiskiem zewnętrznym. Jeżeli w komorze panuje podwyższone ciśnienie, wynikające z określonej głębokości, mówimy o spawaniu hiperbarycznym. Z kolei podwodne spawanie symulujące warunki na powierzchni określane jest jako izobaryczne. Ze względu na konieczność zastosowania specjalistycznej infrastruktury spawanie na sucho jest jednak zdecydowanie droższe od mokrego – dlatego coraz częściej wykorzystuje się metodę pośrednią, czyli lokalne komory spawalnicze. Pierwsze lokalne komory pojawiły się w latach 70. XX w., a dynamiczny rozwój tego typu konstrukcji nastąpił w latach 80. Idea tego zastosowania opiera się na oddzieleniu od kontaktu z wodą jedynie samego miejsca powstawania spawu. Wykonujący pracę nurek cały czas pozostaje w różnym stopniu w środowisku wodnym. Wykorzystanie lokalnych komór oznacza wprawdzie poświęcenie komfortu pracy człowieka, ale pozwala zredukować koszty napraw i zapewnia jakość spawu porównywalną z tradycyjnym spawaniem suchym.

Symulowane w laboratoriach eksperymenty wykazały, że podwodne spawanie w wariancie suchym mogłoby się odbyć nawet na tak kolosalnej głębokości jak 2500 m p.p.m. Praktyczne jego zastosowanie ze względu na możliwości człowieka to w tej chwili ok. 400 m.

Jeszcze dalej w mrok

Na głębsze zanurzenie się i wykonywanie prac nawet na głębokości 600 m pozwala tzw. nurkowanie saturowane. O saturacji mówimy wtedy, gdy organizm nurka zaabsorbuje maksymalną możliwą ilość gazów dla danej głębokości. Po tym czasie niezbędna przed wynurzeniem na powierzchnię dekompresja trwa już zawsze tyle samo, niezależnie od tego, czy samo nurkowanie liczone było w dniach, czy tygodniach. Aby zaoszczędzić pieniądze i zminimalizować ryzyko utraty zdrowia przez nurków w wyniku nawet kilkunastokrotnie powtarzanej dekompresji (powstają wtedy pęcherzyki azotu, co może doprowadzić do zatorów czy rozerwania tkanek), w nurkowaniu saturowanym używa się nie tylko skafandrów, ale i habitatów symulujących warunki lądowe, w których nurkowie mogą przebywać nawet do kilku tygodni. Dzięki temu, że w habitatach utrzymywane jest ciśnienie dostosowane do warunków panujących na głębokości, na której odbywa się praca, procedura dekompresji jest przeprowadzana jedynie raz: po zakończeniu zadania.

W taki sposób funkcjonuje polski kompleks nurkowy AF-2, wyposażony w dwuprzedziałową komorę hiperbaryczną, stanowiącą miejsce zamieszkania (maksymalnie czterech) nurków na czas realizacji zadania. Przedział mieszkalny ma objętość 7,5 m3. Kolejne 3,8 m3 jest zarezerwowane dla przedziału transferowego – to właśnie tam nurkowie przechodzą do dzwonu nurkowego, który transportuje ich na docelową głębokość prac. W tego typu habitatach do oddychania najczęściej używa się mieszanki tlenowej, np. helioksu, przy stężeniu helu wynoszącym nawet 94%. AF-2 jest mobilny i może być transportowany na każdym obiekcie pływającym, dysponującym wolną powierzchnią 150–180 m2. Zezwala nurkom na pracę na głębokości do 120 m.

Nurkowanie saturowane to jedna z najwęższych specjalizacji pośród podwodnych zawodów. Dość wspomnieć, że w samych tylko Stanach Zjednoczonych w 2015 r. na 3300 zawodowych nurków tylko niewiele ponad 10% parało się zajęciami związanymi z pozostawaniem pod wodą liczonym w dniach. Powodów tego można wskazać przynajmniej kilka. Obok samych zdolności psychofizycznych ochotników, wśród których konieczne jest udźwignięcie presji braku kontaktu ze światem zewnętrznym i ciągłego narażenia na niekorzystne warunki, z zimnem i ograniczoną widocznością na czele, wymagane są doświadczenie i odpowiednie umiejętności. Te ostatnie muszą być dopasowane do rodzaju prac obejmujących rozmaite czynności – od konserwacji osprzętu przez malowanie konstrukcji farbami polimerowymi po montaż zupełnie nowych elementów instalacji wykorzystywanych głównie (choć nie tylko) w przemyśle naftowym.

Mimo że w ostatnich latach gwałtownie wzrosło zainteresowanie użyciem ROV-ów – zdalnie sterowanych pojazdów podwodnych – mogących funkcjonować w warunkach, które dla ludzi byłyby zbyt niebezpieczne, koszt ich zastosowania oraz niewątpliwe ograniczenia przy wymagających większej dokładności zadaniach wciąż faworyzują człowieka. Wygląda więc na to, że w sprawie podboju oceanicznych głębin to wciąż Homo sapiens będzie miał najwięcej do powiedzenia przez najbliższe lata – udowadniając przy tym, że jak żaden inny gatunek na błękitnej planecie jest zdolny do przekraczania naturalnych granic.

01.07.2019 Numer 7/2019

Czytaj także

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną