Technologia

Śmiercionośne bezzałogowce

Numer 5/2018
Bezzałogowcem o względnie ­dużej autonomii jest kołowy Amstaf, który może samodzielnie wykonywać szereg misji. Bezzałogowcem o względnie ­dużej autonomii jest kołowy Amstaf, który może samodzielnie wykonywać szereg misji. Robert Czulda
Przewiduje się, że na polu walki przyszłości będzie mniej żołnierzy, a więcej bezzałogowych i w różnym zakresie autonomicznych maszyn, które zastąpią człowieka w wielu zadaniach – od transportu i ochrony strategicznych obiektów po samodzielne wykonywanie operacji uderzeniowych.
Fantom to ukraiński zdalnie sterowany bezzałogowy wielozadaniowy pojazd taktyczny.Robert Czulda Fantom to ukraiński zdalnie sterowany bezzałogowy wielozadaniowy pojazd taktyczny.

Bezzałogowce szybko podbiły zarówno rynek cywilny, jak i wojskowy, tak że coraz więcej państw na świecie zwiększa wykorzystanie tego rodzaju sprzętu w prowadzonych przez siebie działaniach. Przy czym militarny sektor bezzałogowców to nie tylko najbardziej znane opinii publicznej konstrukcje lotnicze, jak niewielkie maszyny rozpoznawcze (np. polski FlyEye i amerykański RQ-11 Raven) czy też większe, przeznaczone do zadań bojowych (choćby amerykański MQ-9 Reaper i drony „kamikadze”: polski Warmate i izraelski Harop, zwane amunicją krążącą). Jedną z szybciej rozwijających się gałęzi bezzałogowego wyposażenia armii są dziś pojazdy naziemne, których użyteczność, autonomia oraz zakres wykonywanych działań systematycznie rosną.

Samodzielni kierowcy

W przyszłości, i to wcale nie tak odległej, żołnierzy (ale także funkcjonariuszy straży granicznej) wesprą takie pojazdy jak izraelski Amstaf, który już teraz może wykonywać szereg zadań, w tym samodzielnie patrolować wyznaczony obszar. W momencie wykrycia nieautoryzowanego ruchu przez czujniki na płocie lub maszcie Amstaf sam kieruje się w miejsce zdarzenia. Jeśli pojazdów na danym obszarze jest kilka, a jeden Amstaf ulegnie awarii, pozostałe same przejmują jego obowiązki. Zdolność ta jest niepozorna, ale bardzo ważna – założenie wojskowych jest takie, by w przyszłości roboty były elementem systemu sieciocentrycznego, a więc wymieniały informacje z innymi maszynami oraz z ludźmi. Amstaf może również być wykorzystywany do zadań transportowych – wówczas sam kieruje się za wskazanym żołnierzem lub innym pojazdem. Maksymalnie może ewakuować do ośmiu rannych naraz.

Amstaf nie jest jedyny. Na przykład GM Hydrotec rozwija projekt samobieżnego autonomicznego i uniwersalnego pojazdu SURUS, którego zasięg wynosi ponad 640 km. Pojazd może przewozić (także w trudnych warunkach terenowych) różne rzeczy oraz ewakuować rannych. Sugerowane przez producenta zastosowanie to mobilny generator prądu, ambulans, transporter kontenerów czy też platforma przenoszenia broni lub radaru. Podobny, choć mniejszy pojazd rozwija firma HDT Global. Jej WOLF może autonomicznie operować w trudnych warunkach nawet przez 72 godz. WOLF znajdzie się prawdopodobnie na wyposażeniu armii amerykańskiej, która potrzebuje niewielkiego samobieżnego urządzenia do transportu wyposażenia, uzbrojenia, rannych lub specjalistycznego sprzętu koniecznego w konkretnej misji. Estoński Milrem Robotics natomiast zaprezentował w ubiegłym roku gąsienicowy i uzbrojony w karabin maszynowy pojazd THeMIS, który pomyślnie zaliczył test z samodzielnej jazdy po wcześniej ustalonych punktach w terenie.

Autonomiczne pojazdy znajdą w wojsku jeszcze jedno zastosowanie – w konwojach. Transport uzbrojenia konwencjonalnymi pojazdami wymaga bowiem zaangażowania dużej liczby żołnierzy. Poza tym zawsze zagrożony jest atakiem, co ilustruje wiele ofiar w wojnach w Iraku i Afganistanie. Pierwsze testy takiego rozwiązania już się odbyły, i to z powodzeniem – dotyczy to zarówno mniejszych pojazdów (czterokołowy HMMWV), jak i większych (ośmiokołowy ciężki samochód HEMTT).

Robot zabójca

Wojskowi chcą, aby naziemne bezzałogowce wykonywały nie tylko działania pomocnicze, ale także stricte bojowe. Pierwsze maszyny tego typu już powstają. Na przykład ukraiński koncern SpetsTechnoExport rozwija zdalnie sterowany kołowy pojazd Fantom-2, którym zainteresowały się już armie Kuwejtu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Konstrukcja, nad którą prace rozwojowe mają się zakończyć w 2018 r., może przewozić wielkokalibrową broń maszynową, a także rakiety typu ziemia-ziemia i ziemia-powietrze. Fantom-2 może być wykorzystywany też do zadań rozpoznawczych oraz ewakuacji medycznej.

Ambicje, przynajmniej amerykańskie, sięgają skali makro. Siły zbrojne Stanów Zjednoczonych chcą stworzyć autonomiczne systemy wsparcia obecnie wykorzystywanych platform (koncepcja wirtualnego skrzydłowego). Na przykład śmigłowce bojowe AH-64 Apache w ostatnim czasie zostały wzbogacone o takiego skrzydłowego w postaci latających bezzałogowców RQ-7 Shadow i MQ-1 Gray Eagle, które zastąpiły śmigłowce OH-58 Kiowa Warrior w zadaniach rozpoznawczych. Drony te są sterowane przez operatora znajdującego się w śmigłowcu. Wizja lądowej wojny przyszłości zakłada, że obecne pojazdy bojowe – każdy z kilkoma członkami załogi – zostaną zastąpione przez systemy zdalnie sterowane i częściowo autonomiczne. Kierować nimi będzie znajdujący się w specjalistycznym pojeździe dowodzenia człowiek.

Już teraz specjaliści prowadzą analizy, czy ładowniczy z czołgu M1 Abrams mógłby być jednocześnie operatorem towarzyszących pojazdów naziemnych i powietrznych. Pierwsze testy – na razie na poligonie – weryfikują przydatność systemu uzbrojenia na wozie HMMWV, który sam się prowadzi i identyfikuje cele. Autonomiczne maszyny miałyby pojawić się także w artylerii – polegałoby to zapewne na tym, że za rozłożenie armaty z pozycji marszowej do bojowej, a także ładowanie amunicją odpowiadałby komputer pokładowy, ale sama decyzja o otwarciu ognia zależałaby nadal od człowieka. Amerykańskie plany zakładają pojawienie się demonstratora technologii robota półautonomicznego w 2023 r. i w pełni autonomicznego w 2035 r.

Pojazdy takie jak Fantom-2 czy podobny mu Gladiator oraz popularne w Iraku roboty saperskie to bez wątpienia bezzałogowce, ale trudno je uznać za urządzenia w pełni autonomiczne – o ich ruchu, w tym o użyciu broni, decyduje operator, czyli człowiek. Wojskowi chcą, aby autonomia tych maszyn została poszerzona. Pierwsze przykłady takich systemów już istnieją. W Korei Południowej opracowano uzbrojone wieżyczki obserwacyjne, które mogą same – na podstawie analizy danych przez wewnętrzne sensory i bez ingerencji człowieka – otworzyć ogień do wykrytego obiektu, np. osoby nielegalnie przekraczającej granicę. Obecnie wykorzystywany wariant wymaga jednak udziału człowieka – bez komendy wieżyczka nie będzie strzelać. System ten, znany jako Super aEgis II, z powodzeniem jest wykorzystywany przez kilka państw Bliskiego Wschodu.

Prace w tym kierunku prowadzi chociażby amerykańska firma Boston Dynamics, która słynie z bogatej gamy projektów, w tym kilku rozwijanych z pomocą DARPA – wojskowej agencji badawczo-rozwojowej. Przykładem jest BigDog – wojskowy półautonomiczny elektroniczny muł do transportu wyposażenia i broni w trudnych warunkach terenowych. Koncepcja z czasem wyewoluowała w bardziej zaawansowane projekty, jak humanoidalny robot o nazwie Atlas. Maszyna ta potrafi już samodzielnie chodzić w trudnym terenie, unikać przeszkód, skakać i podnosić się po upadku. Posiada m.in. kamery oraz laserowy dalmierz. Podobny projekt tworzą Rosjanie – ich humanoidalny Fedor powstał z myślą o zadaniach inżynieryjnych (także w kosmosie), ale ponoć wojsko widzi w nim duży potencjał. Podczas upublicznionych testów Fedor, który sprawnie posługuje się różnymi narzędziami, strzelał z dwóch pistoletów jednocześnie. I chociaż jest to działanie nastawione na marketing, to trudno nie dostrzec kierunku, w jakim chcą podążać mundurowi – nie tylko w Rosji.

Samodzielny e-żołnierz

Nawet te bezzałogowce, które cieszą się pewną wolnością w działaniu, mają ograniczoną autonomię. Patrolują z góry wyznaczone strefy lub przemieszczają się za wskazanym obiektem, ale jakiekolwiek inne działanie wymaga zgody operatora. Jednak takie konstrukcje jak Atlas dobitnie pokazują, że wojsko chce równocześnie iść w stronę bojowych humanoidalnych i możliwie autonomicznych konstrukcji – docelowo może nawet pozbawionych nadzoru człowieka, choć obecne reguły, przynajmniej w amerykańskim wojsku, zakładają, że nawet półautonomiczne systemy mają dawać możliwość zdalnej kontroli przez człowieka, a w momencie utraty połączenia maszyna powinna przestać działać (w pełni autonomiczne systemy w tej chwili to radary i systemy obrony przeciwrakietowej).

Chociaż do urzeczywistnienia wizji z filmu „Terminator” daleka droga, a być może nigdy się ona nie ziści (miejmy nadzieję!), to pojawienie się bardziej zaawansowanych maszyn, zdolnych samodzielnie podejmować decyzję o otwarciu ognia – a więc o życiu i śmierci człowieka – wydaje się kwestią czasu. Czołowe armie świata prowadzą zaawansowane prace nad technikami wizualnej identyfikacji swój–obcy. Według przedstawicieli producentów Super aEgis II pierwszy system tego typu powstanie w ciągu najbliższych kilku lat i przyczyni się do zwiększenia autonomiczności robotów wojskowych. Wówczas przekazanie robotom przywileju samodzielnego podejmowania decyzji nie będzie już stanowiło wyzwania technologicznego, lecz dylemat etyczny.

Zwolennicy daleko idącej robotyzacji pola walki przekonują, że autonomiczni wojownicy będą lepszymi, bardziej precyzyjnymi żołnierzami, doskonale sprawnymi. Zredukują ryzyko przypadkowej śmierci cywilów, a wojsko uwolni się od zarzutów dotyczących społecznych kosztów misji militarnych (ciężar psychiczny dla żołnierzy). ONZ już jednak w 2013 r. ostrzegało, iż roboty wojenne, które się nie męczą, „gotowe do działania na naciśnięcie guzika, tworzą zagrożenie permanentnego konfliktu zbrojnego”. Co więcej, samodzielne maszyny bez hamulców moralnych mogą eskalować przemoc, a sama robotyzacja może być ułatwieniem, jeśli chodzi o wywoływanie i prowadzenie wojen. Nie przypadkiem więc rozwojowi wszelkich zautomatyzowanych systemów wojskowych od kilku lat towarzyszy międzynarodowa kampania na rzecz wprowadzenia moratorium na ich wykorzystanie.

dr Robert Czulda
Uniwersytet Łódzki

01.05.2018 Numer 5/2018

Czytaj także

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną