Zdrowie

Mit umiarkowanego picia

Numer 10/2018
Christian Draghici / Shutterstock
Alkohol jest międzynarodowym zabójcą numer 1. Co roku z powodu jego spożycia umiera na świecie 3,3 mln ludzi. To neurotoksyczna, rakotwórcza substancja, która uzależnia. Małe ilości, wbrew temu, co się powszechnie uważa, wcale nie są korzystne dla zdrowia.
Wykres ­pokazujący, jak Amerykanie oceniali wpływ alkoholu na zdrowie.Infografika Zuzanna Sandomierska-Moroz Wykres ­pokazujący, jak Amerykanie oceniali wpływ alkoholu na zdrowie.
Szkodliwe działanie alkoholu.MSSA/Shutterstock Szkodliwe działanie alkoholu.
Wielki billboard zachęcający buddystów do abstynencji. Prowincja Phetchaburi w Tajlandii, 3 września 2017 r.John And Penny/Shutterstock Wielki billboard zachęcający buddystów do abstynencji. Prowincja Phetchaburi w Tajlandii, 3 września 2017 r.
Czysta woda czy ­wódka czysta? Alkoholometr prawdę ci powie.A. Ivashchenko/Shutterstock Czysta woda czy ­wódka czysta? Alkoholometr prawdę ci powie.
Tu możesz sprawdzić, czy już wypiłeś „umiarkowaną” porcję alkoholu. Alkomat mierzy jego ilość w wydychanym powietrzu.Alexandru Nika/Shutterstock Tu możesz sprawdzić, czy już wypiłeś „umiarkowaną” porcję alkoholu. Alkomat mierzy jego ilość w wydychanym powietrzu.

Z powodu alkoholu odnotowuje się 3,3 mln zgonów rocznie – to więcej niż łącznie na AIDS, gruźlicę i na skutek przemocy. Takie dane podał na konferencji prasowej w Genewie dr Shekhar Saxena, dyrektor wydziału ds. zdrowia umysłowego i nadużywania substancji psychoaktywnych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Spożywanie alkoholu pogarsza sytuację osób uskarżających się na ponad 200 innych chorób – wynika z raportu WHO. Choroby zakaźne, wypadki drogowe, obrażenia, zabójstwa, choroby sercowo-naczyniowe, cukrzyca co roku w połączeniu z alkoholem są przyczyną 5,9% wszystkich zgonów na świecie (7,6% mężczyzn i 4% kobiet).

Mali krętacze za duże pieniądze

Nie ufamy badaniom żywieniowym finansowanym przez firmy spożywcze. Dlaczego mielibyśmy wierzyć studiom na temat wpływu alkoholu na organizm człowieka sponsorowanym przez przemysł alkoholowy? A jednak ufamy… Badanie Gallupa z 2015 r. wykazało, że co piąty Amerykanin uważa, że „umiarkowane” picie jest dobre dla zdrowia. Taką opinię wyrażali zwłaszcza ci, którzy spożywali alkohol. My też słyszeliśmy takie informacje z różnych mediów. A jaka jest prawda?

W marcu i czerwcu br. dziennikarka Roni Caryn Rabin w „The New York Times” zamieściła dwa artykuły, w których wykazywała, że naukowcy i przedstawiciele amerykańskich National Institutes of Health (Narodowych Instytutów Zdrowia) przeprowadzili wspólną kampanię, aby uzyskać fundusze od przemysłu alkoholowego na badania uzasadniające, że trunki mogą być spożywane w ramach zdrowej diety. „Miało to być bezstronne studium na temat picia alkoholu. Chcieli je nazwać «Na zdrowie»”, głosił tytuł czerwcowego artykułu. Miało być, ale nie było. Mówi o tym najnowszy raport NIH. Dokument ujawnił niepokojące związki między naukowcami „bezstronnie” badającymi problem wpływu alkoholu na zdrowie a przemysłem alkoholowym.

Już w 2014 r. dwaj prominentni naukowcy i wysoki urzędnik federalny ds. zdrowia zorganizowali prezentację w luksusowym hotelu The Breakers w Palm Beach na Florydzie, a widzowie poproszeni o pomoc w sfinansowaniu badań, których koszt oceniono na 100 mln dol., wydali się otwarci na tę propozycję. Nic dziwnego: wszyscy oni byli menedżerami firm produkujących alkohol. Podczas tego spotkania Kenneth J. Mukamal, piastujący profesorskie stanowisko w Harvard Medical School, a później kierownik badań wykazujących dobroczynne skutki wywierane przez alkohol na stan zdrowia pijącego, oraz dr John Krystal, neurolog z Yale University, twierdzili, że przyszłe analizy mogą rozwiać istniejące jeszcze wątpliwości dotyczące korzyści wynikających z codziennego umiarkowanego picia alkoholu. „Planowane badania kliniczne stanowią wyjątkową okazję do udowodnienia, że umiarkowane spożycie alkoholu jest bezpieczne i zmniejsza ryzyko zachorowania na powszechnie występujące dolegliwości” – można było przeczytać na jednym z wyświetlanych slajdów.

Pierwszą ofiarą sponsoringu może być prawda

Wspomniany raport NIH był efektem wewnętrznego dochodzenia, przeprowadzonego przez grupę pracowników tej instytucji. Przygotowano go dla Francisa Collinsa, dyrektora Instytutów. W konkluzji dokumentu czytamy, że Kenneth J. Mukamal, kierownik badań, był w czasie ich trwania w częstym i bliskim kontakcie z szefostwem koncernów browarniczych i spirytusowych. Chciał rozwiać wszelkie obawy donatorów co do oczekiwanych przez nich wyników oraz odpowiedzieć na ich pytania i sugestie. Naukowcy, którzy opracowali próbę badawczą, byli świadomi, że nie jest ona wystarczająco reprezentatywna, aby ostatecznie wyjaśnić, czy picie alkoholu nie powoduje wzrostu zachorowań na raka piersi, i przyznali, że ich dociekania skupiały się na korzyściach, które mogłyby wynikać ze spożywania środków wyskokowych.

Przykładem ustawionych badań było to, w którym starano się dowiedzieć, czy spożywanie czerwonego wina może zapobiegać powstawaniu komórek rakowych. Naukowcy odkryli, że niektóre substancje w czerwonym winie, takie jak resweratrol, mają właściwości przeciwnowotworowe. Ogłoszono więc, że picie wina, zwłaszcza czerwonego, zapobiega rozwojowi nowotworów. I taka informacja poszła w świat. Jednak stwierdzenie, że dany produkt może zawierać substancje zwalczające wolne rodniki, to za mało, żeby mówić, że ma właściwości antyrakowe. Do tego potrzebne są osobne długotrwałe i żmudne (nie mówiąc o kosztach) studia. Dodatkowo, jak się później okazało, badania kliniczne na pacjentach nie dostarczyły pewnych dowodów na to, że resweratrol jest rzeczywiście tak skuteczny w zapobieganiu lub leczeniu raka, jak sugerowały media. Poza tym niewiele badań epidemiologicznych dotyczyło związku między spożyciem czerwonego wina a ryzykiem pojawienia się nowotworu w organizmie człowieka. – Najwyraźniej istniało poczucie, że wskaźniki badań muszą zostać tak opracowane, aby można było wykazać, że alkohol służy zdrowiu – powiedział Francis Collins, dyrektor NIH. Upowszechnienie przeświadczenia o dobroczynnych skutkach kilku lampek wina, szklanki piwa czy kieliszka lub dwu wódki, w dodatku popartego „niezbitymi” dowodami naukowymi, byłoby prawdziwym dobrodziejstwem dla branży alkoholowej. Chociaż naukowcy zaangażowani w takie programy zarzekają się, iż w swej pracy są absolutnie niezależni, badania oraz dziennikarskie śledztwa wykazują coś zupełnie innego. Prawdopodobieństwo bowiem, iż finansowane przez przemysł spożywczy eksperymenty zakończą się korzystnymi konkluzjami dla ich zleceniodawcy, jest od czterech do ośmiu razy większe niż w przypadku analiz, które takich sponsorów nie mają.

Odchylenie abstynenckie

Najbardziej zwodnicze i metodologicznie niedopracowane, a więc mogące być przedmiotem wielu manipulacji, jest samo pojęcie umiaru. Michelle vanDellen, psycholożka z University of Georgia, ekspertka w zakresie samokontroli i zachowań żywieniowych, mówi, że badania nad koncepcją umiaru ujawniają, że im bardziej dana populacja lubi jedzenie lub picie, tym szersza jest dla niej definicja umiarkowanej porcji. A firmy produkujące żywność i napoje mogą to wykorzystać. – Nie wiem, czy podmioty te przeprowadziły badania nad umiarkowaniem – powiedziała. – Natomiast wiem, że samo pojęcie jest bardzo słabo zdefiniowane, co może prowadzić do zwiększenia konsumpcji. Według oficjalnych wytycznych żywieniowych dla Amerykanów, opracowanych przez krajowego dietetyka USA, przez umiarkowane spożycie alkoholu rozumie się jeden drink dziennie dla kobiety i do dwóch drinków dla mężczyzny (15–30 g czystego alkoholu). Porcje te stanowiły podstawę do twierdzenia, że alkohol może mieć pozytywny wpływ na zdrowie.

Naukowcy jednak podważyli tę tezę, zwracając uwagę na odchylenie abstynenckie (abstainer bias). Chodzi o to, że w badaniach jako ludzie niepijący alkoholu brały udział zarówno osoby, które nigdy nie piły, jak też takie, które niegdyś go spożywały. Ale wielu byłych pijących zrezygnowało z nałogu ze względów zdrowotnych (nie piją, bo nie mogą) i teraz zaniżają średnią zdrowia grupy „abstynentów”, ale i uwalniają grupę pijących od szkodliwego „balastu” chorych z powodu spożywania alkoholu.

Bardziej precyzyjnym sposobem badania wpływu spożycia alkoholu na kondycję zdrowotną byłoby porównanie kondycji osób pijących „umiarkowanie” z kondycją tych, którzy nigdy nie pili. Poza tym podczas tego typu analiz nie uwzględnia się takich czynników jak palenie tytoniu, wiek, pochodzenie etniczne.

Nauka rozwiewa iluzje

Jak wielki wpływ na wyniki badań miał czynnik odchylenia abstynenckiego, dowodzą prace, którymi kieruje Timothy Stockwell, profesor psychologii na University of Victoria w Kanadzie i dyrektor Canadian Institute for Substance Use Research, czyli centrum badań uzależnień w Kolumbii Brytyjskiej. Naukowiec skorygował grupę abstynencką, tak aby wyłączyć z niej byłych pijących, oraz wykluczył badania, które nie zdefiniowały poprawnie abstynentów jako ludzi niepijących przez całe życie. Wtedy wyniki zmieniły się drastycznie. Wskaźnik ryzyka śmiertelności z przyczyn zdrowotnych w wypadku osób „umiarkowanie pijących” nie był niższy od przeciętnej całej populacji. – Ten zaszczyt spotkał teraz „okazjonalnie” pijących, którzy spożywają od jednego drinka w ciągu roku do góra trzech miesięcznie. Ponieważ taka ilość alkoholu jest bardzo niska, stąd mało prawdopodobne, aby w jakikolwiek sposób wpływała na zdrowie – powiedział Stockwell. Innymi słowy, korelację między spożyciem „okazjonalnym” a obniżonym wskaźnikiem ryzyka śmiertelności należy uznać za przypadkową.

Jeśli ludzie piją z powodu rzekomych korzyści zdrowotnych, stwierdził kanadyjski badacz, powinni także pamiętać, że alkohol jest neurotoksyczną, rakotwórczą substancją, która uzależnia. – Nie możemy wykluczyć, że alkohol ma pozytywny wpływ na serce, ale ten pozytywny czynnik jest zrównoważony przez fakt, że alkohol odpowiada za powstawanie wielu rodzajów nowotworów i za inne problemy, zarówno zdrowotne, jak i społeczne – powiedział Stockwell i dodał: – Nie ma bezpiecznego poziomu picia.

Ów fakt wyjaśnia, dlaczego najnowsze założenia dietetyczne w USA na lata 2015–2020, które jeszcze do niedawna wyraźnie łączyły umiarkowane spożycie alkoholu z mniejszym ryzykiem wystąpienia choroby niedokrwiennej serca i chorób sercowo-naczyniowych, nie zawierają już tej opinii. – Istnieje wiele bezpieczniejszych sposobów ochrony zdrowia niż rozpoczęcie picia albo jego kontynuowanie – stwierdził David Jernigan z Boston University School of Public Health.

Jeszcze po kropelce?

Jak podaje National Cancer Institute, wydział amerykańskiej agencji NIH, alkohol jest głównym czynnikiem ryzyka wystąpienia niektórych nowotworów głowy i szyi, zwłaszcza raka jamy ustnej, gardła i krtani. W przypadku osób, które spożywają 50 lub więcej gramów czystego alkoholu dziennie, ryzyko zapadnięcia na te nowotwory jest co najmniej dwa do trzech razy większe niż u ludzi niemających takiego przyzwyczajenia.

Spożycie alkoholu jest głównym czynnikiem ryzyka, jeśli chodzi o konkretny rodzaj nowotworu przełyku, zwany rakiem płaskonabłonkowym przełyku. Ponadto stwierdzono, że u osób, które odziedziczyły niedobór enzymu metabolizującego alkohol, ryzyko jego wystąpienia jest jeszcze wyższe. Poza tym picie alkoholu jest główną przyczyną raka wątrobowokomórkowego.

Badania stale potwierdzają zwiększone ryzyko wystąpienia raka sutka u kobiet pijących. Metaanaliza 53 ze 100 takich programów (obejmujących łącznie 58 tys. pań z rakiem piersi) wykazała, że kobiety, które wypijały ponad 45 g alkoholu dziennie (w przybliżeniu: trzy drinki), były półtora raza bardziej narażone na zachorowanie na raka piersi niż osoby niepijące. Badanie „Million Women Study”, przeprowadzone w Wielkiej Brytanii i obejmujące ponad 28 tys. kobiet z rakiem piersi, dowiodło jeszcze wyższego ryzyka pojawienia się tego raka przy niskim i umiarkowanym poziomie konsumpcji alkoholu: picie 10 g alkoholu dziennie było związane z 12-procentowym wzrostem ryzyka raka piersi.

Spożywanie alkoholu grozi też wystąpieniem raka okrężnicy i odbytnicy. Metaanaliza 57 badań kohortowych i badań kliniczno-kontrolnych, w których oceniano związek między piciem napojów procentowych a ryzykiem zachorowania na raka jelita grubego, wykazała, że osoby regularnie pijące 50 lub więcej gramów alkoholu dziennie (ok. 3,5 drinka) były półtora raza bardziej narażone na wystąpienie tego nowotworu niż niepijące lub pijące okazjonalnie. Na każde 10 g spożywanego dziennie alkoholu wystąpił 7-procentowy wzrost ryzyka pojawienia się raka jelita grubego. Poza tym liczne badania wykazały związek między spożyciem alkoholu a innymi nowotworami, w tym trzustki, jajnika, prostaty, żołądka, macicy i pęcherza moczowego.

Te zagrożenia sprawiają, że niektórzy naukowcy apelują, by wytyczne co do umiarkowanego spożycia napojów wysokoprocentowych były jeszcze niższe niż obecnie. Niedawna analiza sytuacji 600 tys. osób pijących z 19 bogatych krajów wykazała, że ryzyko zgonu z przyczyn zdrowotnych zaczyna wzrastać w momencie, gdy dana osoba wypija 100 g czystego alkoholu tygodniowo w siedmiu porcjach. A jest to zaledwie połowa „umiarkowanej” ilości alkoholu zalecanej mężczyznom w USA.

– Negatywne skutki zdrowotne picia są bardzo wyraźne – powiedział David Jernigan. – Po prostu trudno wskazać inne legalne produkty, które zabijałyby ponad 100 tys. Amerykanów każdego roku i nadal byłyby dostępne na rynku. Dziś to nie nikotynizm jest problemem numer jeden w Stanach Zjednoczonych (nałóg ten został tam właściwie pokonany), lecz alkoholizm, który nie tylko nie został wyklęty z przestrzeni publicznej, ale spożywanie go jest wręcz przedmiotem nachalnego propagowania, m.in. poprzez fake newsy o jego właściwościach zdrowotnych.

Robert Kościelny
historyk, publicysta

01.10.2018 Numer 10/2018

Czytaj także

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną